Za Dźwinę do pracy
  • Sławomir KoperAutor:Sławomir Koper

Za Dźwinę do pracy

Dodano: 
Konsul RP Stefan Ryniewicz (na drugim planie w jasnym płaszczu) podczas odwiedzin u polskich robotników sezonowych
Konsul RP Stefan Ryniewicz (na drugim planie w jasnym płaszczu) podczas odwiedzin u polskich robotników sezonowych Źródło: Biblioteka Narodowa
W latach 1928–1939 czasowo wyjechało z Polski na Łotwę blisko 100 tys. osób.

Kompletnie nieznany w naszym kraju pozostaje fakt, że w okresie międzywojennym Łotwa była atrakcyjnym miejscem pracy dla tysięcy sezonowych robotników rolnych z Polski. Szczególnie zaś dla mieszkańców województw wileńskiego i nowogródzkiego, które uchodziły za najuboższe w Rzeczypospolitej.

Sytuacja czasami wyglądała kuriozalnie, na co zwracał uwagę już Melchior Wańkowicz, który pod koniec lat 30. ze zdziwieniem opisywał, że „dwudziestohektarowy gospodarz idzie szukać zarobku do pięciomorgowego Łotysza mieszkającego przez granicę na takiejże ziemi, w spadku po tejże Rosji, po tejże wojnie”.

Faktycznie, jedna morga stanowiła odpowiednik połowy hektara, zatem sprawa wydaje się co najmniej dziwna, ale o wszystkim decydowały reguły wolnego rynku. Zresztą sezonowa (i nie tylko) emigracja zarobkowa w rolnictwie była stałym elementem europejskiej gospodarki w drugiej połowie XIX w. i pierwszych dekadach XX w. Czasami przybierała wręcz masowe rozmiary, co spotykało się z oporem rządów państw, w których emigranci podejmowali pracę. Wystarczy przypomnieć słynne rugi pruskie z lat 1885–1890, które pozostały w pamięci jako element antypolskiej polityki kanclerza Bismarcka, a w rzeczywistości były sprawą czysto ekonomiczną. Inna sprawa, że wysiedlenia faktycznie przeprowadzono w sposób niezwykle brutalny.

Województwo wileńskie nie należało nawet do Polski B, ale wręcz do Polski C. Słabo zurbanizowane, niezamożne i pozbawione większego przemysłu posiadało wprawdzie duży ośrodek miejski, jednak wszystko niweczyło fatalne położenie. Wileńszczyzna była bowiem wciśnięta między Litwę i Związek Sowiecki, a przez półtora wieku – aż do wybuchu pierwszej wojny światowej – stanowiła część rosyjskiego organizmu gospodarczego. W efekcie tamtejsze przemysł i handel nie były konkurencyjne wobec reszty kraju, a jeszcze gorzej prezentowała się sytuacja rolnictwa. Zubożenie społeczeństwa wiejskiego i rozdrobnienie gospodarstw spowodowały, że miejscowe metody uprawy roli nie zmieniały się od wieków.

„Chociaż pod koniec lat 30. świat bliski był już rozbicia atomu – wspominał Tadeusz Konwicki – na Wileńszczyźnie młocarnie, przeważnie zresztą poruszane kieratem, znano i stosowano jedynie po wielkich majątkach. Młócenie cepem było straszliwą harówką”.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.

 0