Kryptonim Fugu

Kryptonim Fugu

Dodano: 
Szanghaj, lata 20. XX wieku
Szanghaj, lata 20. XX wiekuŹródło:Wikimedia Commons
Łukasz Czarnecki || Dziesiątki tysięcy Żydów zawdzięczało swoje ocalenie przed Holokaustem nieprawdopodobnemu zbiegowi okoliczności. Główną rolę odegrało w tej szalonej historii dwóch japońskich oficerów, którzy – po naczytaniu się m.in. „Protokołów mędrców Syjonu” – zaczęli uchodzić w Tokio za specjalistów do spraw żydowskich.

W początkach 1945 r. znajdujący się pod japońską okupacją chiński Tianjin stał się sceną wydarzenia o tyleż groteskowego, co tragicznego w swojej wymowie. Przywódców miejscowej gminy żydowskiej poinformowano, że zostaną odwiedzeni przez delegację wysokich rangą japońskich wojskowych. Na czele przybyszy, którzy spotkali się z gospodarzami w żydowskim klubie, stał płk Hidaka Tomiaki. Ku konsternacji liderów starozakonnej społeczności oficer zażądał, by natychmiast udali się oni wraz z nim do Pekinu, skąd przez radio nadadzą odezwę do amerykańskich Żydów, by ci kazali prezydentowi USA zaprzestać działań wojennych przeciw cesarstwu! Skonfundowani przywódcy gminy postanowili grać na zwłokę i podjęli próbę upicia emisariusza Tokio. Niestety, pułkownik był twardy jak stal samurajskiego miecza i nawet gdy już miał mocno w czubie i ledwo stał na nogach, wciąż żądał, by Żydzi zrobili to, co im polecił. W końcu ktoś przytomniejszy powiedział zamroczonemu alkoholem oficerowi, że przecież krok taki przyniósłby efekt odwrotny do zamierzonego – Amerykanie tylko dowiedzieliby się o wyczerpaniu wojennym Japonii i nasilili ataki. Ten argument przebił się do Hidaki. Stwierdziwszy, że musi rzecz skonsultować z przełożonymi, mocno zataczając się, z pomocą współbiesiadników dotarł na dworzec, wsiadł w pociąg i pojechał w kierunku Pekinu. W Tianjinie więcej go już nie widziano.

Dolary Schiffa

Do dziś, mimo powszechnej edukacji szkolnej i łatwego dostępu do informacji, znaleźć można niemałą rzeszę ludzi święcie wierzących w to, że Żydzi skrycie rządzą światem. Dziwi jednak, że tropiciele spisków, widzący w każdym cieniu pejsatą postać konspiratora w jarmułce, zupełnie ignorują ważne historyczne wydarzenie, o którym zgodnie z prawdą można powiedzieć, że rzeczywiście decydujący wpływ na jego przebieg miały żydowskie wpływy. Mowa tu o wojnie japońsko-rosyjskiej z lat 1904–1905 i kluczowej roli, którą w tym konflikcie odegrał amerykański bankier żydowskiego pochodzenia Jacob Schiff. Gdyby nie on, prawdopodobnie nigdy nie doszłoby do opisanego wyżej spotkania w Tianjin. Zmarły w roku 1920 prezes międzynarodowej korporacji Kuhn, Loeb and Company, był bowiem osobiście odpowiedzialny za zadomowienie się w Japonii stereotypu, zgodnie z którym wszyscy Żydzi to ludzie bogaci, potężni i wpływowi, których zakulisowe machinacje nadają bieg światowym wydarzeniom.

Amerykański milioner na przełomie wieków XIX i XX prowadził prywatną wojnę z carską Rosją. Jako że rządy zachodnich państw nie reagowały w żaden sposób na powtarzające się w imperium Romanowów pogromy ludności żydowskiej, Schiff uznał cara za swojego osobistego wroga i poprzysiągł pomścić krzywdy doznawane przez jego współwyznawców ze wschodniej Europy.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.