• Grzegorz JaniszewskiAutor:Grzegorz Janiszewski

Lewy niemeński

Dodano: 
Kawaleria polska. Bitwa nad Niemnem 1920 rok
Kawaleria polska. Bitwa nad Niemnem 1920 rok Źródło: Wikimedia Commons / Andros64
„Klęska pod Warszawą nie przesądza jeszcze o wyniku wojny” – pisał w telegramie do Lenina gen. Michaił Tuchaczewski. Dopiero cios wyprowadzony przez Polaków nad Niemnem złamał marzenia Kremla o „eksporcie” rewolucji

W wyniku Bitwy Warszawskiej Sowieci zostali rozbici i odsunięci od Warszawy i centralnej Polski. Daleko było jednak do całkowitego zwycięstwa. Dlatego natychmiast po zakończeniu zmagań u bram stolicy Piłsudski zarządził pościg za uciekającymi bolszewikami. Pięć polskich dywizji zaatakowało lewe, odsłonięte skrzydło przeciwnika. Sowieci zupełnie się tego nie spodziewali. Polski atak groził odcięciem dróg zaopatrzenia i dowództw od walczących wojsk. Bolszewicy rozpoczęli paniczną ucieczkę na północny wschód. Generał Michaił Tuchaczewski potrafił jednak opanować sytuację. Już 26 sierpnia zdołał stworzyć linię obrony nad Niemnem, Szczarą i Świsłoczą, przygotowując się do kolejnej ofensywy. „Klęska pod Warszawą nie przesądza jeszcze o wyniku wojny” – pisał w specjalnym telegramie do Lenina. W tym czasie polska armia wyczerpana walkami i pościgiem nie była mu w stanie przeszkodzić. Zaczął się wyścig z czasem.

Na początku września Sowieci mieli już do dyspozycji 114 tys. żołnierzy; prawie tyle, co przed Bitwą Warszawską. Ich morale było jednak różne. Częściowo byli to dezerterzy wyłapani po Bitwie Warszawskiej, część stanowili miejscowi poborowi, a reszta składała się z posiłków przysłanych z głębi Rosji. Przez Litwę powróciło też 30 tys. czerwonoarmistów internowanych w Prusach Wschodnich. Tuchaczewski po odtworzeniu gotowości oddziałów zamierzał nacierać w kierunku Białegostoku i Brześcia, a następnie na Lublin. Potem, po wzmocnieniu lewego skrzydła przez jednostki sowieckiego frontu południowo-zachodniego, chciał wyprowadzić atak w kierunku Wisły. Wciąż był przekonany, że pokonanie dowodzonej przez „jaśniepanów” polskiej armii jest możliwe. Robotnicy i chłopi radośnie powitają wtedy bolszewików jako wyzwolicieli, a droga do zrewoltowanych Niemiec będzie stała otworem. „Polacy, którzy w swą kontrofensywę włożyli całą, jaka im jeszcze pozostała, energię, wyczerpali się i nie byli w stanie rozwinąć osiągniętego powodzenia” – pisał do swoich przełożonych w Moskwie.

Artykuł zostanie opublikowany w najnowszym wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.