Z odrobiną nowoczesności na bolszewików
  • Michał MackiewiczAutor:Michał Mackiewicz

Z odrobiną nowoczesności na bolszewików

Dodano: 
Szkolenie w Szkole Podchorążych w Bydgoszczy. Zaprzęg artyleryjski z 75 mm armatą polową Schneider wz. 1897
Szkolenie w Szkole Podchorążych w Bydgoszczy. Zaprzęg artyleryjski z 75 mm armatą polową Schneider wz. 1897 Źródło: NAC
Manewrowy charakter wojny Polski z bolszewicką Rosją, toczonej na ogromnych przestrzeniach, nie sprzyjał wykorzystaniu zaawansowanej techniki bojowej. Jednak tam, gdzie znalazła zastosowanie, okazała się istotnym czynnikiem ostatecznego zwycięstwa

Wojna 1920 r. była starciem biedaków. Polska, odzyskawszy dopiero co niepodległość, odbudowywała armię jako kraj zniszczony, splądrowany i pozbawiony przemysłu. Sprzęt bojowy, różnego pochodzenia i o nierównej wartości, był często zużyty i wciąż go brakowało. Rosja z kolei, po sromotnie przegranej pierwszej wojnie światowej, rozdarta konfliktem wewnętrznym, była cieniem dawnej potęgi. Niska kultura techniczna żołnierzy obu walczących stron (zwłaszcza u Rosjan) oraz dotkliwy brak fachowej kadry ograniczały stosowanie bardziej zaawansowanych narzędzi walki. A jednak w tym morzu zacofania zdarzały się godne odnotowania przebłyski nowoczesności. Zwłaszcza po stronie polskiej.

Na niebie

Na froncie zachodnim w latach 1914–1918 doszło do skokowego wzrostu znaczenia lotnictwa, które z roli czysto pomocniczej awansowało do grona broni głównych. Na wschodzie skala jego wykorzystania była jednak stosunkowo niewielka. W Polsce już w listopadzie 1918 r., a więc w trakcie zajmowania kolejnych lotnisk po zaborcach, rozpoczęto formowanie improwizowanych eskadr bojowych. Większość sprzętu zdobytego we Lwowie, w Warszawie, Krakowie i Poznaniu była zdekompletowana; brakowało samolotów stricte bojowych, przeważały maszyny obserwacyjne i szkolne. Podczas wojny z Rosją bolszewicką polskie lotnictwo było wciąż w stadium organizacji. Doskwierały mu fatalny stan sprzętu, brak części zamiennych i wyszkolonych kadr oraz słabe zaplecze techniczne. Problemem była także wielka różnorodność płatowców utrudniająca naprawy i szkolenie pilotów.

Artykuł zostanie opublikowany w najnowszym wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.