Łzy na Maracanie. Brazylia 1950
  • Marcin KościelniakAutor:Marcin Kościelniak

Łzy na Maracanie. Brazylia 1950

Dodano: 
Stadion Maracana w Rio de Janeiro, 1950 rok
Stadion Maracana w Rio de Janeiro, 1950 rok Źródło: Wikimedia Commons / Public domain / Arquivo Nacional Collection
Pierwszy po dwunastoletniej przerwie mundial był znakiem tego, w jakim kierunku zmierza światowy futbol. Ten turniej zwiastował też narodziny brazylijskiej potęgi. Choć nie do końca…

O organizację tego turnieju walczyły ze sobą jeszcze przed wojną Brazylia oraz Niemcy. Z wiadomych względów ta druga kandydatura przepadła, sytuując tym samym Kraj Kawy jako kolejnego gospodarza światowego czempionatu. Niemniej decydenci z FIFA długo zwlekali z oficjalną decyzją o przyznaniu Brazylii praw do organizacji turnieju. Liczyli bowiem, że czwarty w historii mundial zostanie rozegrany w Europie. Jednak żadne państwo nie przyjęło na siebie powinności zorganizowania turnieju. Europa była zbyt zniszczona wojną…

W cieniu tragedii

Kwalifikację do turnieju jeszcze dwa lata przed jego rozegraniem uzyskały 32 zespoły. Jednak na skutek różnych czynników wycofało się kilkanaście drużyn, w tym Argentyna. Na wyspach brytyjskich rozegrano osobne minikwalifikacje z udziałem 4 narodów. W finale tego turnieju Synowie Albionu pokonali Szkotów i choć obie te drużyny wywalczyły możliwość gry na mundialu, to ostatecznie do Brazylii pojechali tylko Anglicy. Reprezentacja Szkocji odmówiła wyjazdu z powodu narodowego poczucia wstydu po klęsce z odwiecznym rywalem. Poza tym z gry na turnieju bez podania konkretnej przyczyny zrezygnowali Francuzi oraz Turcy. Reprezentacja Niemiec nie mogła zagrać w Brazylii z powodu kary nałożonej za wywołanie II wojny światowej.

Faworytami pierwszego po wojnie mundialu byli zatem gospodarze oraz obrońcy trofeum – Włosi. Ci drudzy rok przed mistrzostwami świata przeżyli ogromną tragedię. W katastrofie samolotowej zginęła cała drużyna czołowego wówczas klubu we Włoszech – Torino. Śmierć poniósł wtedy także gwiazdor włoskiej kadry – Valentino Mazzola. Gdyby nie ta tragedia, finał mundialu 1950 być może byłby inny…

Polski akcent

Brazylijski mundial został zapamiętany m.in. poprzez pryzmat gry reprezentacji Stanów Zjednoczonych. Ta drużyna, początkowo uznawana za typowego dostarczyciela punktów, sprawiła na turnieju niespodziankę. Przede wszystkim Amerykanie pokonali faworyzowanych Anglików 1-0. Ten mecz do dziś uznawany jest za jedną największych sensacji w historii piłki nożnej, a do sukcesu Jankesów wlanie przyczynił się polski emigrant wojenny Adam Wolanin – przed II wojną światową piłkarz Pogoni Lwów. Zresztą cały ten turniej do dziś wspominany jest jako wielki koszmar Synów Albionu. Przegrali oni bowiem także w identycznym stosunku z Hiszpanią, co zaowocowało szybkim powrotem do domu.

Pamiątkowy brazylijski znaczek z 1950 r.

Mundial w Brazylii rozgrywany był w zupełnie nowatorskim systemie. Po pierwszej fazie grupowej zaplanowano kolejną, finałową grupę, w której w systemie każdy z każdym miały grać cztery najlepsze zespoły. Przebieg rozgrywek pokazał, że o Złotą Nike zagrały z sobą Brazylia, Urugwaj, Hiszpania i Szwecja. Gospodarze na początku pokonali reprezentację Trzech Koron aż 7-1, po czym dokonali kolejnego pogromu 6-1, tym razem na Hiszpanach. Z kolei Urugwaj rozpoczął od remisu z Hiszpanią oraz wygranej 3-2 ze Szwecją. Taki stan rzeczy pokazywał, że Brazylii do końcowego zwycięstwa będzie potrzebny remis w ostatnim meczu z Urugwajem…

Piłkarskie dożywocie

Brazylijczycy nie dopuszczali myśli otym, że ich piłkarze mogliby nie wywalczyć mistrzostwa świata. Decydujący o zdobyciu Złotej Nike mecz obejrzało na żywo blisko 200 tysięcy widzów, co do dziś jest rekordem frekwencji meczu rozgrywanego na mundialu. Do tego miliony kibiców słuchało relacji radiowej z tego spotkania. Mecz początkowo ułożył się po myśli piłkarzy z Kraju Kawy, którzy prowadzili 1-0. Jednak bramkę wyrównującą zdobył Juan Alberto Schiaffino. Jednak ta bramka „Urusów” była tylko preludium do najbardziej znamiennej ciszy w historii futbolu. W 79 minucie Alcide Ghiggia wyprowadził reprezentację Urugwaju na prowadzenie 2-1. „Urusi” mimo brazylijskiej nawałnicy zdołali utrzymać ten wynik do końca meczu, tym samym pozbawiając całą Brazylię szans na odniesienie historycznego sukcesu. Na legendarnej Maracanie nastała wówczas przejmująca cisza przeplatana płaczem brazylijskich kibiców…

Co ciekawe, przed rozpoczęciem mundialu obie reprezentacje rozegrały między sobą dwa spotkania towarzyskie zakończone zwycięstwami Brazylii. Po drugim meczu jeden z czołowych brazylijskich dzienników ogłosił, że Canarinhos są już mistrzami świata. Temu głosowi wtórowali politycy oraz ważne osobistości życia publicznego w Brazylii. Porażka z Urugwajem była więc ciosem w ogólnonarodową dumę. Z kolei zawodnicy stali się osobami persona non grata oraz symbolem klęski i wstydu. Bramkarz reprezentacji Brazylii – Moacir Barbosa – po kilkunastu latach otrzymał w niezwykłym prezencie drewniane elementy bramki, której wówczas strzegł. Uważał je jednak za przeklęte i natychmiast spalił. 30 lat po feralnym dla niego mundialu odmówiono mu wizyty w szatni reprezentacji Brazylii, gdyż uważano, że jego osoba przynosi pecha. On sam potem powiedział, że za dwie wpuszczone bramki w 1950 r. bramki otrzymał dożywotni wyrok. Radiowej transmisji z tamtego spotkania słuchał 10-letni wówczas Edson Arantes de Nascimento. Po latach, już jako Pele, napisze w jednych ze swoich wspomnień o piłkarskiej zemście, którą wtedy poprzysiągł…