Największy błąd Putina

Największy błąd Putina

Dodano: 
Ukraińscy żołnierze podczas wojny z Rosją
Ukraińscy żołnierze podczas wojny z Rosją Źródło: Facebook / Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy
Z dr. Markiem Kozublem, historykiem, autorem książki „Kijów-Czernihów-Sumy 2022: Klęska rosyjskiego Blitzkriegu” rozmawia Piotr Włoczyk.

PIOTR WŁOCZYK: Kijów to „druga Jerozolima”?

DR MAREK KOZUBEL: Ówczesny minister obrony Ukrainy, Ołeksij Reznikow, podkreślał w ten sposób, jak ważny – również dla Rosjan – jest pod względem religijnym Kijów. Uważają oni przecież, że właśnie w Kijowie narodziło się państwo rosyjskie; Włodzimierz Wielki ochrzcił tam Ruś. Ławra Peczerska, która – nawiasem mówiąc – niedawno została zaatakowana przez Rosjan, to właściwie odpowiednik naszej Jasnej Góry.

Te słowa świadczyły o wielkiej naiwności ministra Reznikowa. To mogła być próba zaklinania rzeczywistości, udawania, że wszystko będzie dobrze. Zresztą jego słowa zostały na Ukrainie bardzo źle przyjęte.

Jak to możliwe, że minister obrony Ukrainy, widząc to, co się dzieje wokół jego państwa, wypowiedział takie słowa tuż przed inwazją?

To była odpowiedź na pytanie Tarasa Czmuta, prezesa fundacji Come Back Alive, weterana piechoty morskiej. W miarę zbliżania się do Godziny „W” środowiska weteranów uważały, że wojny nie da się uniknąć. Ci ludzie nie rozumieli, dlaczego władze cywilne zachowują się tak ospale. Na tym odcinku państwo ukraińskie zawaliło przygotowania. A potem ukraińscy wojskowi musieli nadrabiać te wszystkie niedociągnięcia, które były winą polityków.

Czytając rozdział pańskiej książki o ostatnich dniach przed inwazją, można się zastanawiać, czy ktokolwiek na szczytach ukraińskich władz rozumiał, że Rosja naprawdę zamierza przeprowadzić pełnoskalowe uderzenie na Ukrainę.

Jedynie Ołeksij Daniłow, szef Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy, brał na poważnie scenariusz rosyjskiego ataku. Jednak ciężko było mu się przebić ze swoją opinią w najbliższym otoczeniu Zełenskiego.

Ukraińskie dowództwo wojskowe rozumiało zagrożenie, ale problemem było uzależnienie od decyzji władz cywilnych. Przede wszystkim chodzi o stan wojenny. Bez ogłoszenia stanu wojennego wojskowi nie mogli minować mostów, przeprowadzać mobilizacji, zyskiwać priorytetu na kolei czy choćby zapewniać dla armii większych ilości paliwa.

Stan wojenny wprowadzono dopiero pierwszego dnia wojny.

Była to ewidentnie spóźniona decyzja.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.