Do szabel przyrośnięte pięści, brzuchy obnoszone przodem” – kpił ze szlachty w „Tradycji” Jacek Kaczmarski czy może raczej cytowany przez niego chór ojkofobów. Bard przewrotnie dodawał jednak, że „jeszcze Polska wtedy żyła, gdy z nią ginęli”. Słowa „Tradycji” mogłyby odnosić się do barwnego życia Stanisława Druszkiewicza, XVII-wiecznego szlachcica, żołnierza, w młodości awanturnika. Na poły warchoła, na poły odpowiedzialnego obywatela. Zarówno obrotnego klienta magnatów, działającego na korzyść oligarchii, jak i ofiarnego patrioty.
Druszkiewicz uczestniczył w największych klęskach i zwycięstwach Rzeczypospolitej – od Żółtych Wód, przez Chocim, aż po Żurawno. Ciało miał poorane bliznami, nieraz cudem uchodził śmierci, ale sam też potrafił zrobić użytek z szabli. Widział kawał świata, od bogatych i deszczowych Niderlandów po słoneczny i egzotyczny Krym, połowę dorosłego życia spędzając jednak w siodle na stepach. Żywot, zwłaszcza w czasach powstania Chmielnickiego, miał godny bohatera „Trylogii”, ale że obraz ten nie był czarno-biały, to bardziej pasowałby do krwawych powieści Jacka Komudy. Dawni historycy wojskowości miernie ocenili jego dowodzenie podczas mołdawskich ekspedycji Sobieskiego, późniejsze badania kazały jednak zweryfikować te opinie.
Pradzieje rodu Druszkiewiczów pokazują potencjał asymilacyjny Rzeczypospolitej. Przodkowie Stanisława byli pogańskimi Prusami z okolic jeziora Druzno w Pomezanii. Musieli jednak w XIII w. umykać na Litwę przed krzyżackim mieczem, a potem, już w okresie jej wielkości, osiedlili się w województwie brzeskim. Edukacja urodzonego w 1621 r. Druszkiewicza miała potoczyć się tak jak u tysięcy innych panów braci od Warty po Berezynę. Ci, których nie stać było na studia w Italii, musieli zadowolić się lokalnym kolegium jezuickim – w tym przypadku w Nieświeżu, tym samym, w którym po 300 latach Piłsudski wyprawi słynną ucztę dla kresowych ziemian.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
