Bezczelny "ateński lew"

Bezczelny "ateński lew"

Dodano: 
Jean-Léon Gérôme: Sokrates poszukujący Alkibiadesa w domu Aspazji
Jean-Léon Gérôme: Sokrates poszukujący Alkibiadesa w domu Aspazji Źródło: Wikimedia Commons
Łukasz Czarnecki || Ateński arystokrata Alkibiades zdominował swoją osobowością drugą połowę wojny peloponeskiej. I choć w czasie trwania konfliktu zmieniał strony jak rękawiczki, dopuszczając się zdrady własnej ojczyzny, to rodacy – jak pisał w „Żabach” Arystofanes – „kochali go, nienawidzili i obejść się bez niego nie mogli”.

W tej materii młody Alkibiades nie mógł trafić lepiej – tajników ateńskiej polityki uczył go sam Perykles. Rezolutny młodzieniec wcześnie stracił ojca (poległ w bitwie) i to właśnie jego wuj, Perykles, wziął chłopaka pod swoje skrzydła.

Już jako nastolatek wykazywał się niezwykłą bystrością i talentem do zjednywania sobie ludzi, aczkolwiek słowa, które czasem wypowiadał, i czyny, których się dopuszczał, wskazywały, że jego umysł był nieprzewidywalny. Gdy któregoś razu Perykles powiedział młodemu Alkibiadesowi, że nie ma czasu z nim rozmawiać, bo musi wymyślić, jak przedstawić raport finansowy Zgromadzeniu Ludowemu, zdziwiony wychowanek stwierdził, że wuj powinien raczej się zastanowić, jak ów dokument sfałszować i włożyć część pieniędzy do własnej kieszeni. Innym razem w gimnazjonie chłopak, przegrywając zapasy z kolegą, przyciśnięty do ziemi pogryzł przeciwnika. Gdy usłyszał zarzut, że gryzienie jest kobiecym sposobem walki, odparował, że raczej lwim. Wkrótce anegdota ta krążyła po całym polis. Pewien przewidujący obywatel stwierdził wówczas, że Ateńczycy chowają w swoich murach lwa, a potem będą mieli pretensje o to, że ten ich pogryzł.

Zresztą nie on jeden poznał się na dorastającym Alkibiadesie. Gdy pewnego dnia nasz bohater napotkał na swej drodze niejakiego Tymona, ten radośnie go pozdrowił. Ateńskie społeczeństwo przeżyło głęboki szok, bo Tymon słynął z tego, że nienawidził zarówno swoich współobywateli, jak i całej ludzkości. Gdy ktoś odważył się w końcu zapytać słynnego mizantropa, co wywołało w nim taki entuzjazm, ten z wielkim zadowoleniem oświadczył, że był to widok człowieka, który wkrótce ściągnie na Ateny liczne nieszczęścia...

To idzie młodość

Tymczasem piękny młodzieniec używał życia, nieustannie ucztując i tęgo popijając oraz oddając się rozpuście zarówno z kobietami, jak i z mężczyznami. I pewnie całkiem by się złajdaczył, gdyby jakimś cudem nie został przyjacielem Sokratesa, który za cel honoru uznał wyprowadzenie Alkibiadesa na ludzi. Jeśli chodzi o nowego ucznia słynnego filozofa, to zamierzał on raczej (jak wiemy od Platona) zaciągnąć mędrca do łóżka. Żadnemu z mężczyzn nie udało się zrealizować powziętych założeń – Sokrates pozostał obojętny na wdzięki pięknego młodziana, po tym drugim zaś nauki moralne mistrza spływały jak po kaczce. Co nie zmieniało tego, że pałali do siebie taką sympatią, iż w trakcie wypraw wojennych dzielili namiot, a pewnego razu w czasie odwrotu wojsk ateńskich po przegranej bitwie Alkibiades ocalił filozofa przed śmiercią.

Artykuł został opublikowany w 1/2024 wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.