Chwała szwoleżerów

Chwała szwoleżerów

"Bitwa pod Samosierrą" - obraz Jana Suchodolskiego z 1860 r.
"Bitwa pod Samosierrą" - obraz Jana Suchodolskiego z 1860 r. Źródło: Wikimedia Commons
  • Tomasz StańczykAutor:Tomasz Stańczyk
Dodano: 
Polscy kawalerzyści ratowali Napoleona. Byli wśród najlepszych oddziałów cesarza. Nie żałował im Legii Honorowej.

Przejść w osiem lub nieco więcej minut do legendy to nie lada sztuka. Udała się polskim kawalerzystom, uczestnikom szarży pod Somosierrą. Gdy w maju 1944 r. Feliks Konarski układał słowa „Czerwonych maków”, przyrównał żołnierzy 2. Korpusu Polskiego właśnie do szwoleżerów Kozietulskiego:

Runęli przez ogień, straceńcy
niejeden z nich dostał i padł
jak ci z Somosierry szaleńcy.

Straceńcy, szaleńcy... To tylko poetycki patos i wzniosłość. Pod Somosierrą nie było nierozsądnego szaleństwa (trudno o to posądzić Napoleona, który wydał rozkaz do szarży) ani też ich zadanie – jak się okazało – nie było misją dla straceńców. Marsz francuskiej armii do Madrytu blokowała wąska droga prowadząca przez przełęcz Somosierra. Hiszpanie ustawili tam cztery baterie dział. Po nieudanej próbie zdobycia ich przez piechotę Napoleon postanowił pchnąć szwoleżerów na armaty. Zdumionym sztabowcom, niewierzącym w powodzenie takiego ataku, miał odpowiedzieć: „Zostawcie to Polakom”.

Był 30 listopada 1808 r.

Szarże przeprowadził 3. szwadron 1. Pułku Lekkokonnego Polskiego Gwardii Cesarskiej pod dowództwem Jana Kozietulskiego. Dowodził szwoleżerami tylko do drugiej baterii. Salwa oddana przez Hiszpanów powaliła konia Kozietulskiego. Kontuzjowany jeździec opuścił pole bitwy. Hiszpańskie działa przetrzebiały szeregi szwoleżerów, ale zdobywali oni kolejne baterie.

Do ostatniej czwartej baterii dotarł tylko jeden oficer Andrzej Niegolewski. Otrzymał 11 ran, dwie od kul i dziewięć od bagnetów. Adiutantowi Napoleona powiedział „Monseigneur, umieram, oto armaty, które zdobyłem. Powiedz to cesarzowi”. Cudem przeżył.

Ze 125 lub nieco więcej uczestników szarży 21 zginęło na polu bitwy lub zmarło z powodu odniesionych ran. Oddział poniósł więc stosunkowo duże straty, ale także niewielkie, gdy weźmiemy pod uwagę fakt wykonania pozornie niewykonalnego zadania – otwarcia drogi do Madrytu dzięki odwadze tak nielicznego oddziału jazdy!

Młody „Wilczek”

Józef Załuski wspominał, że gdy wojska francuskie stanęły pod Madrytem, „zjawił się bardzo młody małego wzrostu szwoleżer i prosto przypuściwszy konia do pułkownika Krasińskiego, żywo bardzo zaczął mu coś rozpowiadać. Napoleon zapytał, co to było takiego? – Pułkownik odrzekł, że ten młody człowiek z kilkoma żandarmami zdobył armatę pod samą bramą Madrytu. […] Dodał przy tym pułkownik Krasiński, że był to syn zacnego obywatela, jeszcze konfederata barskiego, że z tego względu przyjął go do pułku pomimo młodych lat i niedostatecznego wzrostu, lecz że jest to młody chłopiec nadzwyczajnie ochoczy i odważny. Napoleon kazał sobie bliżej przedstawić młodziankowatego rycerza, kazał go ozdobić Krzyżem Legii Honorowej, polecił go szczególnej pułkownikowi Krasińskiemu. Jakoż »Wilczek« odtąd zawsze się odznaczał […] i prędko przechodząc od szeregowego przez wszystkie stopnie, doszedł do stopnia kapitana gwardii”.

„Wilczek” służył później w armii Królestwa Polskiego i popełnił samobójstwo w proteście przeciwko szykanom stosowanym przez wielkiego księcia Konstantego.

Polskie przekleństwa pod Wagram

Somosierra przyćmiła wszystkie inne polskie boje w epoce napoleońskiej, tak jak postać Kozietulskiego pozostałych bohaterów tamtych czasów. Szarża na armaty zepchnęła w cień wszystkie inne wyczyny szwoleżerów. Pierwszy poważny bój szwoleżerowie 1. Pułku Lekkokonnego Polskiego Gwardii Cesarskiej stoczyli 14 lipca 1808 r. pod Medina del Rioseco, w korpusie marszałka Bessièresa. Wzięli udział w szarży kawalerii cesarskiej prowadzonej przez słynnego gen. Antoine’a Lasalle’a. Pod dowództwem kpt. Wincentego Radzimińskiego szarżowali w 120 na 2 tys. Hiszpanów, zmuszając ich do ucieczki. „Cesarz, czytając raport z tej batalii, powiedział: »Oto moi Polacy!«” – wspominał szwoleżer Feliks Trzciński.

W dniu 6 lipca 1809 r. w zwycięskim boju Napoleona pod Wagram szwoleżerowie starli się z austriackimi ułanami księcia Schwarzenberga. Uczestnik bitwy Józef Załuski tak opisał to starcie: „Ułani widząc, że nie mamy lanc, ale z pałaszami na nich nacieramy, zaczęli piki rzucać, a brać się do dobycia pałaszów […]. Jakoż choć kupkami tylko wysuwając się spomiędzy owych dołów pokopanych, prawie w okamgnieniu ich przewróciliśmy. Wtenczas zaczęło się uganianie naszych z ułanami tymi, i dziwny a nieszczęsny wypadek, że obie strony wyzywały się najobelżywszymi wyrazami w mowie rodowitej […]. Gdy tak ucieramy się zawsze zwycięsko z tymi ułanami, przybywa im na pomoc pułk dragonów Rysza, nam zaś strzelce konne gwardyi; ustępują ułani i dragoni w rozsypce, nasz pułk zaś zbiera się i szykuje”. Pod Wagram pułk szwoleżerów wystąpił pierwszy raz w całości. Straty były nieco większe niż pod Somosierrą – zabitych zostało dwóch oficerów i 26 żołnierzy, ale proporcjonalnie (tu pułk, tam szwadron) parokrotnie mniejsze.

Kozietulski za poprowadzenie szarży pod Somosierrą dostał Legię Honorową, nieco może na wyrost, zważywszy na to, że dowodził tylko na początku. Dowiódł jednak, że wart jest odznaczenia podczas kampanii rosyjskiej. 25 października 1812 r. Napoleon wyruszył w kierunku Małojarosławca na rozpoznanie pozycji rosyjskich. Towarzyszył mu szwadron służbowy szwoleżerów pod dowództwem Kozietulskiego. „Nagle dał się słyszeć tętent mnóstwa koni, wyłoniły się z zarośli chmary kozaków i rzuciły się na drogę z taką natarczywością, że pluton, idący jako szpica, został odcięty. Cesarz zawrócił pędem ku kolumnie gwardyi pieszej, tymczasem Kozietulski ze swym szwadronem szarżował na tłumy kozackie” – pisał historyk Marian Kukiel. Kozietulski został raniony piką, która przebiła mu ramię. Za Małojarosławiec otrzymał awans na majora.

Oprócz Kozietulskiego oznaczył się por. Joachim Hempel, który zaatakował Kozaków na czele plutonu szwoleżerów i szaserów.

Szarże w odwrocie

Niecały rok później, już podczas odwrotu Wielkiej Armii, 16 września 1813 r. pod Peterswaldem szwoleżerowie odnieśli świetne zwycięstwo. Zostało uwiecznione w akwareli Juliusza Kossaka „Seweryn Fredro rozbija pułk huzarów pruskich pod Peterswaldem”. Brat komediopisarza, także uczestnika wojen napoleońskich, otrzymał za ten wyczyn krzyż oficerski Legii Honorowej. Szwoleżer Wojciechowski wziął wówczas do niewoli ppłk. Franza von Blüchera, syna pruskiego feldmarszałka. Młody Blücher, przyprowadzony przez Polaka do Napoleona, był bardziej wściekły z powodu zachowania się swojego pułku, który nie wytrzymał uderzenia szwoleżerów, niż dlatego, że stał się jeńcem. Cesarz odznaczył Wojciechowskiego Legią Honorową.

Kolejny raz szarżowali polscy lekkokonni w bitwie pod Hanau 30 października 1813 r., przyczyniając się do rozgromienia przez Napoleona wojsk bawarskich, jego niedawnych sojuszników.

„Zrobiliśmy szarżę na dragonów bawarskich, którzy byli wpadli na bateryą pozycyjną gwardyi jenerała Drouot i już rąbali kanonierów chowających się pod działa, kiedy nasz pułk przybył w samą porę, bateryą odbił, dragonów wykłuł, a baterya ocalona na nowo rozpoczęła ogień” – wspominał Joachim Hempel.

W walce odznaczył się Dominik Radziwiłł, „panicz delikatnej postaci” – jak pisał o nim Józef Załuski.

„Na prawym zaś naszym skrzydle był nasz szwadron z luźnych samych oficerów i podoficerów złożony, dowodzony przez księcia Dominika Radziwiłła. Ten dostał rozkaz zdobycia armat. Trudno sobie wystawić, z jaką odwagą ci koledzy takowy atak wykonali, dużo ich zginęło, książę Radziwiłł dostał kartaczem w samo słońce czapki” – wspominał Wincenty Dobiecki, dodając, że po bitwie chorągiewki u lanc szwoleżerów były tak zakrwawione, że płukano je w Menie. Ciężko ranny Radziwiłł zmarł kilka dni po bitwie.

Czytaj też:
Powstańcy listopadowi w jednej z najsłynniejszych bitew w historii USA

Sam Dobiecki wsławił się w bitwie pod Montmirail 11 lutego 1814 r., gdzie Napoleon pokonał wojska rosyjsko-pruskie. Szarża dwóch szwadronów 1. Pułku Lekkokonnego Gwardii Cesarskiej rozbiła batalion piechoty. „Prusacy niespodziewanie napadnięci razem wystrzelili i tylko trzy konie i dwóch ludzi mi ranili, a jednego zabili. Potem rzucili broń i poddali się, było ich przeszło 400” – wspominał Dobiecki.

Napoleon, widząc atak szwoleżerów, wysłał wiadomość do Dobieckiego, że daje mu Legię Honorową. „Przyszedłem więc z boku do cesarza, gdym kilka razy powtórzył »Sire!«, obrócił się i zapytał: »Que me voluez-vous« (czego chcesz ode mnie). Odpowiedziałem więc, że jestem kapitanem, który zabrał batalion pruski.

Artykuł został opublikowany w 4/2015 wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.