Czy ekspansjonistyczna polityka USA wywołała wojnę? Zapomniany konflikt z Hiszpanią

Czy ekspansjonistyczna polityka USA wywołała wojnę? Zapomniany konflikt z Hiszpanią

Dodano: 
Bitwa w Zatoce Manilskiej w czasie wojny między USA i Hiszpanią, 1898 rok
Bitwa w Zatoce Manilskiej w czasie wojny między USA i Hiszpanią, 1898 rok Źródło: Wikimedia Commons
Dominacja Hiszpanii przemijała. Schedę po upadającym imperium kolonialnym próbowały przejąć Stany Zjednoczone.

Amerykanie stanęli do walki o Kubę chcąc podkreślić znaczenie doktryny wyrażonej przed laty przez prezydenta Jamesa Monroe'a, a co za tym idzie, pragnęli umocnienia swojej pozycji w rejonie Karaibów i Ameryki Środkowej. Jednocześnie wojna o Filipiny dowiodła, że Waszyngton pragnie wyrwać się z izolacjonizmu, który w pewien sposób sam sobie wcześniej narzucił.

„Nadzwyczajna” rola USA

W 1823 roku prezydent Stanów Zjednoczonych James Monroe sformułował słynną doktrynę nazwaną od jego nazwiska „doktryną Monroe'a”. Mówiła ona o tym, iż Stany Zjednoczone nie będą wtrącać się w sprawy europejskie, a w zamian Europa nie będzie ingerować w sprawy Ameryki Północnej.

Nie reagowano więc, kiedy dziesięć lat później Wielka Brytania zajmowała leżące u wybrzeży Argentyny wyspy Malwiny (Falklandy), czy też wtedy, kiedy doszło do wojny pomiędzy Meksykiem a Francją oraz walk w Argentynie, w które włączył się Paryż i Londyn. Reakcję Waszyngtonu wywołała dopiero chęć zajęcia przez Francję Meksyku.

Karykatura hiszpańska z czasu wojny między Hiszpanią a USA

Wcześniejszy brak działań nie wynikał z tego, że USA nie były zainteresowane rozwojem wypadków w Ameryce Południowej. USA zbytnio nie reagowały dlatego, że były wciąż państwem bardzo młodym o ograniczonych możliwościach. Po raz pierwszy Stany Zjednoczone wyraźnie sprzeciwiły się dominacji brytyjskiej w regionie dopiero w czasie konfliktu pomiędzy Wenezuelą a Gujaną Brytyjską, kiedy wystąpiły w roli mediatora. Znamiennym jest fakt, że Brytyjczycy zgodzili się na mediacje zauważając, że Stany Zjednoczone – czy ktoś w Londynie tego chce, czy nie – wyrosły już na państwo samodzielne, zdolne do kreowania własnej polityki, z którym należy się w końcu liczyć.

Lata „izolacji” od konfliktów wykraczających poza Amerykę Północną dały Stanom Zjednoczonym szansę na budowę własnego dobrobytu. Rozwijał się handel, przemysł, podnosił się poziom życia, wielu ludzi szybko się wzbogaciło. Z tego względu, mając też coraz szersze kontakty międzynarodowe, pod koniec XIX wieku Waszyngton mógł w końcu myśleć o zmianie dotychczasowej taktyki.

Do ekspansji w kierunku południowym, a więc utworzenia amerykańskiej strefy wpływów na obydwu kontynentach amerykańskich, dążyły głównie wielkie amerykańskie firmy, bogaci przemysłowcy oraz wojsko. Amerykanie poczuli się wystarczająco silni, aby sięgnąć „po więcej”. Tworzono nawet różne teorie, które miały legitymizować podbój świata, a przynajmniej obu Ameryk, przez obywateli Stanów Zjednoczonych. Jedna z nich, bardziej popularna, określana jako teoria Nowego Boskiego Przeznaczenia mówiła na przykład o nadzwyczajnej roli Stanów Zjednoczonych w rozwoju ludzkości. Tego typu teorie popierało sporo znaczących osób oraz polityków, między innymi senator Hnery Cabot Lodge czy późniejszy prezydent Theodore Roosevelt. Inny senator, Albert Beveridge podsumował to w bardzo prosty, niepozostawiający wątpliwości sposób:

„Bóg nie po to stworzył ludy teutońskie i anglosaskie, aby popadały w jałowy i rozleniwiający zachwyt nad sobą. Obdarzył nas umiejętnościami rządzenia, abyśmy potrafili kierować dzikimi i niezaradnymi ludami”.

Idąc za głosem zwolenników dominacji Stanów Zjednoczonych nad obiema Amerykami, władze w Waszyngtonie zwróciły uwagę na należącą do Hiszpanii wyspę Kubę.

Ku wojnie

Amerykanie dobrze znali Kubę. Od lat prowadzili intensywną wymianę handlową z mieszkańcami wyspy. Na miejscu istniało ponadto wiele plantacji cukru należących do Amerykanów. Kiedy w 1895 roku na Kubie doszło do powstania miejscowej ludności przeciwko władzom hiszpańskim źle traktujących miejscowych mieszkańców, wiele amerykańskich przedsiębiorstw zostało zniszczonych.

Rok później powstanie antyhiszpańskie ogarnęło także oddalone o tysiące kilometrów Filipiny. Amerykańska prasa szczegółowo relacjonowała zarówno walki na Kubie, jak na Filipinach, opisując skrupulatnie wszelkie przejawy brutalności Hiszpanów i krwawe tłumienie wystąpień. Prym w podsycaniu nastrojów antyhiszpańskich wiodła należąca do Josepha Pulitzera gazeta „New York World”). Niestety, prasa często mijała się z prawdą, gdyż opisywała nawet zbrodnie, które nie miały miejsca. Wówczas nikt nie miał jednak możliwości, aby to zweryfikować. Amerykanie, czytając o hiszpańskich gwałtach i rozbojach, zaczęli domagać się wojny z Hiszpanią i ukarania brutalnych kolonizatorów.

Walki pod San Juan w czasie wojny amerykańsko-hiszpańskiej

W Madrycie zauważono, w jak niebezpieczną dla nich stronę zaczyna zmierzać konflikt na Kubie i Filipinach. Załagodzono sytuację, odwołano gubernatora odpowiedzialnego za represję, ale nie zdało się to na wiele, gdyż USA były już właściwie gotowe do wszczęcia konfliktu.

Bezpośrednią przyczyną wybuchu wojny amerykańsko-hiszpańskiej w 1898 roku było zatopienie amerykańskiego pancernika „Maine”, co nastąpiło 15 lutego 1898 roku. Amerykanie stwierdzili, że winę za to ponosi wybuch miny podwodnej i zasugerowali, iż jest to hiszpański sabotaż. Sprawa do dziś pozostaje niewyjaśniona. Czy wybuch to wina Hiszpanów? Pewnie nigdy się już nie dowiemy.

Wojna o Kubę i Filipiny

Stany Zjednoczone ewidentnie jednak dążyły do wojny. Choć Hiszpania zgodziła się na daleko idące ustępstwa w swojej polityce wobec Kuby, to Waszyngton, choć wcześniej się tego domagał, teraz udawał, że nie słyszy płynących z Madrytu zapewnień.

20 kwietnia 1898 roku USA wystosowały wobec Hiszpanii żądania mówiące o uznaniu niepodległości Kuby. Madryt nie chciał wojny, ale rezygnacja z Kuby tak od razu, tylko w wyniku ugięcia się pod presją Waszyngtonu groziła, że sami Hiszpanie się zbuntują. Dzień później Madryt zerwał z Waszyngtonem stosunki dyplomatyczne, a 25 kwietnia USA wypowiedziały Hiszpanii wojnę.

Walki o wzgórze San Juan w czasie wojny amerykańsko-hiszpańskiej, 1898 rok

Działania zbrojne rozpoczęły się jednocześnie w pobliżu Kuby i Filipin. Flota amerykańska zablokowała Kubę. Na Pacyfiku amerykańskie okręty wpłynęły do Zatoki Manilskiej. Już wcześniej stacjonowały one w Hongkongu, mogły więc szybko „zareagować”.

Na Filipinach walki trwały od początku maja. Po stronie Amerykanów walczyli też powstańcy filipińscy. 13 sierpnia zdobyto Manilę, stolicę Filipin. Jednocześnie w ręce USA dostała się także wyspa Guam leżąca w należącym do Hiszpanii archipelagu Wysp Mariańskich.

Walki o Kubę trwały dużo krócej. Pod koniec czerwca 1898 roku wojska amerykańskie wylądowały na wyspie. Tam również otrzymały wsparcie od miejscowych powstańców. Na początku lipca miały miejsce dwie bitwy: pod El Caney i San Juan, które otworzyły Amerykanom drogę do stolicy Kuby, Santiago. Jednym z dowódców w czasie tej kampanii był późniejszy prezydent, Theodore Roosevelt.

3 lipca miała miejsce bitwa morska pod Santiago, w czasie której flota amerykańska kompletnie rozbiła okręty hiszpańskie. 7 lipca Santiago poddało się. 25 lipca Amerykanie zajęli jeszcze hiszpańską wyspę Puerto Rico.

Hiszpania była pokonana, zaczęła więc szukać rozejmu. Amerykanie postawili twarde warunki, lecz Madryt je zaakceptował. W ręce Amerykanów dostawała się Kuba, Puerto Rico i wszystkie wyspy hiszpańskie w Indiach Zachodnich. Status Filipin miał zostać rozstrzygnięty w przyszłości, zaś do tego czasu administrować nimi miał Waszyngton. Ostatecznie Amerykanie weszli w posiadanie także Filipin, wobec których Hiszpanie zrzekli się wszelkich roszczeń za 20 milionów dolarów.

Czytaj też:
Najlepszy polski ambasador na Czarnym Lądzie. Epicka podróż rowerzysty
Czytaj też:
Miłośnik kobiet, morderca milionów. Zrobił z kolonii piekło na ziemi
Czytaj też:
Odyseja Wielkiego Treku

Opracowała: Anna Szczepańska
Źródło: DoRzeczy.pl