Piotr Włoczyk
Jej wizerunek – widoczny w Meksyku na każdym kroku – jest właściwie nieoficjalnym godłem tego kraju. To właśnie z Matką Boża z Guadalupe na sztandarach meksykańscy księża rozpoczęli w 1810 roku bój o niepodległość. Sto lat później tutejsi katolicy wznosili ten sam sztandar w walce obronnej przed straszliwymi prześladowaniami, które spotykały ich ze strony lewicowego rządu. Potwierdzając kult, jakim otoczona jest w Ameryce Łacińskiej Matka Boża z Guadalupe, Jan Paweł II w 1999 roku ogłosił Ją patronką obu Ameryk.
- Nie sposób zrozumieć Meksyku bez poznania historii wizerunku Matki Bożej z Guadalupe. To Ona stworzyła ten naród – mówi ks. dr Eduardo Chávez, znawca historii meksykańskiego Kościoła katolickiego. Nasz rozmówca pełnił funkcję postulatora procesu kanonizacyjnego św. Juana Diego. Ten meksykański święty, kanonizowany w 2002 roku w Mexico City przez Jana Pawła II, to centralna postać tej niezwykłej historii, która zdarzyła się stolicy Meksyku blisko pięćset lat temu.
W olbrzymiej, futurystycznie wyglądającej Basílica de Santa María de Guadalupe w Mexico City, za pancerną szybą wystawiony jest obraz, który co roku ściąga z całego świata około 20 milionów pielgrzymów. Bazylika leży u podnóża wzgórza Tepeyac, będącego dla Meksykanów tym, czym dla Polaków jest Jasna Góra.
![]()
Ks. dr. Eduardo Chávez rozpoczynając opowieść o cudzie z Tepeyac podkreśla, jak ważny jest kontekst historyczny, w którym doszło do tego objawienia: zaledwie dekadę wcześniej Hernán Cortés na czele garstki żołnierzy podbił potężne państwo Azteków.
- Gdy pojawili się tu Europejczycy, dla Indian był to istny koniec świata. Miejscowa ludność widziała, jak jedna po drugiej padają stare świątynie, jak konkwistadorzy mordują Indian. W tamtym okresie doszło tu też do wybuchu epidemii przywleczonej z Europy, która zabiła połowę ludności autochtonicznej. Ta plaga zmieniła mentalność Indian. Nie mieli oni nadziei na lepsze jutro, tym bardziej, że w 1530 roku doszło do trzech trzęsień ziemi. Indianie czekali tylko na czwarte trzęsienie, które według ich mitologii miało być początkiem końca ich świata – opowiada ks. dr. Eduardo Chávez. I dodaje: - Konwistadorzy byli bezlitośni – interesowało ich tylko złoto. Robili wszystko, by ograniczyć chrzczenie Indian, ponieważ ochrzczonych ludzi nie mogli wykorzystywać tak łatwo jako niewolników. Z tego powodu konkwistadorzy próbowali nawet zamordować pierwszego biskupa Meksyku Juana de Zumárragę, który starał się tu szerzyć wiarę chrześcijańską. Tamten okres to jeden wielki dramat w historii tego kraju. Biskup Zumárraga napisał wówczas do króla Hiszpanii: „jeżeli Bóg nie zainterweniuje, to ta ziemia już niedługo będzie stracona”. To, co zdarzyło się na tym wzgórzu między 9 a 12 grudnia 1531 roku na zawsze zmieniło oblicze tej ziemi – podkreśla ks. dr Eduardo Chávez.
![]()
Wszystko rozpoczęło się w sobotę 9 grudnia 1531 roku. Juan Diego, 57-letni świeżo ochrzczony Indianin, jak co sobotę, szedł ze swojej wioski na katechezę do pobliskiego kościoła. Przechodząc przez wzgórze Tepeyac Juan Diego usłyszał wołanie. – To była Matka Boża, która objawiła się temu jakże prostemu człowiekowi. Poprosiła go, żeby przekazał biskupowi Meksyku Jej życzenie: Maryja chciała, by Juan de Zumárraga zbudował dla niej kościół na tym wzgórzu – opowiada ks. dr Chávez.
Juan Diego był jednym z pierwszych ochrzczonych Indian. Do chrztu, do którego doszło w 1524 roku, ten człowiek znany był pod swoim indiańskim imieniem Cuauhtlatoatzin –„Orzeł, który mówi święte rzeczy”.
![]()
Oczywiście biskup Zumárraga nie dał wiary zapewnieniom prostego Indianina, który twierdził, że jest posłańcem Matki Bożej. Hierarcha poprosił go więc o konkretny dowód. Podczas kolejnego spotkania z Juanem Diego Maryja zgodziła się na przekazanie biskupowi dowodu. Indianin został przez Nią wysłany na szczyt wzgórza Tepeyac, z którego miał Jej przynieść w swojej tilmie – płaszczu indiańskim wykonanym z włókien agawy – bukiet kwiatów. Z racjonalnego punktu widzenia było to zadanie nie do wykonania – w grudniu w stolicy Nowej Hiszpanii (jak nazywały się wówczas te tereny) na takiej wysokości nie sposób znaleźć kwiatów. A jednak Juan Diego znalazł je i pospieszył do biskupa, aby pokazać mu dowód. Chcąc wysypać kwiaty, Juan Diego rozwinął swoją tilmę - w tym momencie wszyscy świadkowie tego wydarzenia padli na kolana (łącznie z biskupem). Na tilmie odciśnięty został bowiem wizerunek, który do dziś – blisko pięćset lat po objawieniu – można oglądać w sanktuarium. Wieść o cudownym wizerunku lotem błyskawicy rozniosła się wśród miejscowej ludności.
![]()
Juan Diego zamieszkał w chacie przy nowej świątyni ufundowanej przez biskupa i opowiadał rzeszom swoich pobratymców niezwykłą historię, która wydarzyła się na tym wzgórzu. Tilma z wizerunkiem Matki Bożej okazała się w jego rękach potężnym narzędziem ewangelizacyjnym. W ciągu kolejnych ośmiu lat (do 1539 roku) nawróciło się ok. 9 mln autochtonów. - Ta fala nawróceń nie ma sobie równej w historii Kościoła. W tym obrazie zapisany był kod, który otworzył serca Indian. To wtedy narodził się Meksyk – tłumaczy ks. dr. Chávez.
Gerónimo de Mendieta, franciszkanin, który był świadkiem nawróceń Indian tymi słowami wspominał ten okres: „Na początku przychodzili w grupach po dwieście osób, potem po trzysta, cały czas przyrastając w ilości, aż osiągnęli tysiące. Niektórzy mieli za sobą dwudniową podróż, inni trzydniową (...), a jeszcze inni przychodzili nawet z dalszych miejsc. To wyzwalało podziw u tych, którzy ich widzieli. Przychodzili starzy i młodzi, kobiety i mężczyźni, zdrowi i chorzy. Starsi ochrzczeni przyprowadzali swoje dzieci na chrzest, a ochrzczone dzieci przyprowadzały swoich rodziców; mąż przyprowadzał swoją żonę, a żona męża. (...) W czasie chrztu wielu z nich przyjmowało ten sakrament ze łzami w oczach”.
