11 września 2001 roku to jeden z najczarniejszych dni w historii Stanów Zjednoczonych.
Porwane samoloty
11 września 2001 roku około godziny 8:45 samolot Boeing 767 linii American Airlines uderzył w północną ścianę World Trade Center w Nowym Jorku. Uderzenie pozostawiło ogromną dziurę w okolicy 80 piętra wieżowca (miał on 110 pięter). W jednej chwili zginęły setki ludzi, a dziesiątki zostały uwięzione na wyższych piętrach. Wszystko było na żywo transmitowane w telewizji. Początkowo wszystko wydawało się tylko tragicznym wypadkiem, lecz kilkanaście minut później kolejny Boeing 767 linii United Airlines pojawił się nad Nowym Jorkiem i wykonując dziwny manewr skręcił w stronę WTC, i uderzył w bliźniaczą wieżę World Trade Center na wysokości 60 piętra. Kolizja spowodowała potężną eksplozję. Płonący gruz spadł na okoliczne budynki oraz znajdujące się na dole ulice. Cała Ameryka zamarła z przerażenia. Dopiero wtedy wszyscy pojęli, że doszło do zamachu.
![]()
Gdy oczy całych Stanów Zjednoczonych, a chwilę później także świata – zwrócone były w stronę płonących wież World Trade Center, kolejny samolot American Airlines (Boeing 757) okrążył centrum Waszyngtonu i o godzinie 9:45 uderzył w zachodnie skrzydło Pentagonu. Zawaliła się spora część budynku, wszystko stanęło w płomieniach. Na miejscu zginęło 125 żołnierzy i cywilów oraz 64 osoby, które znajdowały się na pokładzie porwanego samolotu.
O godzinie 10:00 południowa wieża World Trade Center zawaliła się. Stal konstrukcyjna wieżowca, zbudowana tak, aby wytrzymać wiatry przekraczające 250 kilometrów na godzinę i duży pożar, nie była w stanie wytrzymać ogromnego ciepła wytwarzanego przez płonące paliwo do silników samolotowych. W World Trade Center i jego okolicach zginęło blisko 3 tysiące osób, w tym aż 343 strażaków i ratowników medycznych oraz 60 funkcjonariuszy policji, którzy brali udział w ewakuacji ludzi uwięzionych na wyższych piętrach wieżowców. 10 tysięcy osób zostało rannych. Spośród wszystkich znajdujących się wewnątrz WTC w chwili ataku, przeżyło zaledwie 6 osób.
![]()
W tym samym czasie czwarty samolot – lecący do Kalifornii United Flight 93 – został porwany około 40 minut po opuszczeniu międzynarodowego lotniska Newark w New Jersey. Samolot miał opóźnienie i właśnie wtedy pasażerowie dowiedzieli się o tragedii, która rozgrywała się właśnie w Nowym Jorku oraz w pobliżu Pentagonu. Ludzie zrozumieli, że ich samolot został uprowadzony i postanowili zapobiec tragedii, unieszkodliwiając porywaczy.
Jeden z pasażerów, Thomas Burnett, zdążył jeszcze zadzwonić do żony i powiedzieć: „Wiem, że wszyscy zaraz umrzemy. Jest nas trzech, którzy zamierzają coś z nimi [porywaczami] zrobić. Kocham cię”. Sandy Bradshaw, stewardessa, także zadzwoniła do męża i wyjaśniła, że udało się jej dostać do kuchni i napełnić dzbanki wrzącą wodą. Jej ostatnie słowa brzmiały: „Wszyscy biegną do pierwszej klasy. Muszę już iść. Do widzenia”.
![]()
Pasażerowie stoczyli walkę z porywaczami. Nie wiadomo, co wydarzyło się na pokładzie samolotu, lecz podejrzewa się, że kilku pasażerów i stewardessa zaatakowali kokpit przy pomocy gaśnicy. Ich działanie przyniosło skutek, a porywacze zostali unieszkodliwieni. Samolot nie dotarł do celu – rozbił się na polu w zachodniej Pensylwanii o godzinie 10:10. Na pokładzie znajdowało się 45 osób, wszystkie zginęły. Przypuszcza się, że zamachowcy zamierzali zaatakować Biały Dom, Kapitol lub jedną z elektrowni jądrowych na wschodnim wybrzeżu. Bohaterska postawa pasażerów udaremniła zamach.
Napastnikami byli islamscy terroryści powiązani z Al-kaidą. Prawdopodobnie pochodzili z Arabii Saudyjskiej. Atak na Stany Zjednoczone miał być karą za wsparcie Ameryki dla Izraela, zaangażowanie w Zatoce Perskiej i amerykańską obecność wojskową na Bliskim Wschodzie. Niektórzy z terrorystów z 11 września mieszkali w Stanach Zjednoczonych od ponad roku i brali lekcje latania w amerykańskich szkołach lotów komercyjnych; inni przyjechali do USA tuż przed atakami.
Poszukiwania ibn Ladina
Po 11 września 2001 roku i ataku na Nowy Jork, w którym zginęło 2977 osób, przywódca Al-kaidy Usama ibn Ladin (Osama bin Laden) ukrywał się w afgańskich górach lub północnym Pakistanie. Jego rodzina przebywała w różnych miejscach, rozrzucona w kilku krajach. Jednak w 2004 roku terrorysta czuł się coraz bardziej bezpieczny i pewny, że Stany Zjednoczone dawno zgubiły jego trop.
Właśnie wtedy najbardziej poszukiwany człowiek na świecie rozkazał swojemu ochroniarzowi kupić ziemię, zatrudnić architekta i zbudować fortecę w Abbottabad w Pakistanie. Posiadłość miała być wystarczająco duża, aby pomieścić całą jego rodzinę (ibn Ladin miał trzy żony i około 20 dzieci). Niejaki Ibrahim zakupił na swoje nazwisko nieruchomość wartą 50 tysięcy dolarów i zatrudnił architektów, którzy zaprojektowali dom zgodnie z wymogami ibn Ladina. Dom miał dwa piętra, cztery sypialnie na parterze, cztery kolejne na pierwszym piętrze – każda posiadała własną łazienkę. Na najwyższym piętrze znajdowała się sypialnia, łazienka, gabinet i taras do użytku wyłącznie ibn Ladina. W 2005 roku członkowie rodziny szefa Al-kaidy zaczęli się wprowadzać.
![]()
Ibrahim, który był oficjalnie właścicielem posiadłości oraz cała jego rodzina regularnie „kręcili się” wokół posiadłości. Mieszkali oni jednak w małym aneksie przy domu, a nie w głównym budynku.
W posiadłości szefa Al-kaidy przestrzegano rygorystycznych środków bezpieczeństwa, nie chcąc zwracać na siebie uwagi. Żony i dzieci ibn Ladina rzadko, jeśli w ogóle, opuszczali posiadłość — z wyjątkiem najmłodszej żony Amali, która dwukrotnie przebywała w szpitalu podczas porodów, zawsze pod przybranym nazwiskiem i udając głuchoniemą, aby uniknąć niezręcznych pytań.
W ten sposób ibn Ladin mieszkał dość wygodnie przez kilka lat, lecz w tym czasie CIA wcale nie porzuciła śledztwa. W 2010 roku pakistański informator zauważył w Peszawarze mężczyznę, którego uważano za Ibrahima, długoletniego ochroniarza ibn Ladina.
W sierpniu 2010 roku biały jeep Ibrahima doprowadził CIA do wysokiego ogrodzenia zakończonego drutem kolczastym. Na miejscu zauważono trzy kobiety i ośmioro dzieci.
![]()
Nieruchomość ta zwróciła uwagę CIA, gdyż odznaczała się na tle innych posiadłości. Nie doprowadzono do niej linii telefonicznych ani dostępu do Internetu, pomimo tego, że ktokolwiek ją zbudował, był z pewnością wystarczająco zamożny, by pozwolić sobie na taki luksus. Do tego zauważono, że na podwórzu, obok głównego domu, znajduje się drugi, mniejszy dom. W głównym budynku uwagę zwracała bardzo mała ilość okien i dziwny balkon na najwyższym piętrze – z trzech stron otoczony murem.
CIA założyła kryjówkę w pobliżu tajemniczego kompleksu, aby przeprowadzić obserwacje. Zauważono np., że podczas, gdy wszyscy sąsiedzi wokół wystawiali regularnie śmieci przed posesje, w tajemniczym budynku śmieci nigdy się nie pojawiały – musiały być więc na miejscu palone.
Do tego w niewielkiej fortecy znajdowała się mała farma, gdzie prócz warzyw, hodowano kurczaki, a nawet krowy. To wszystko zaczęło układać się w logiczną całość. Ostateczną wskazówką, że w murach dziwnego domu znajduje się ibn Ladin okazały się jednak… sznury do bielizny. Każdego dnia kobiety wywieszały na nich damskie ubrania, bieliznę dziecięcą i pieluchy, a także shalwar kameez, strój noszony przez mężczyzn. Było to znacznie więcej niż mogły nosić, zauważone wcześniej, trzy kobiety i ośmioro dzieci.
Usama ibn Ladin został ostatecznie wytropiony oraz zabity. 2 maja 2011 roku podczas operacji pod nazwą Trójząb Neptuna, komandosi z Navy SEALs zlikwidowali szefa Al-kaidy.
Czytaj też:
Od telegrafu do do konwencji za miliony dolarów. Z dziejów USA Czytaj też:
Z dziejów zamachów na prezydentów USA. Ostatnio próbowano zabić Reagana Czytaj też:
Afera Watergate. Ameryką nie od dziś wstrząsają polityczne burze
