• Sławomir KoperAutor:Sławomir Koper

Kanał

Dodano: 
Andrzej Wajda (L) i Jerzy Stefan Stawiński (P)
Andrzej Wajda (L) i Jerzy Stefan Stawiński (P) Źródło: PAP / Tomasz Gzell
Andrzej Wajda odniósł sukces „Pokoleniem” i niebawem przystąpił do realizacji „Kanału” (premiera 20 kwietnia 1957 r.) na podstawie scenariusza Jerzego Stefana Stawińskiego.

Tym razem jednak produkcję poprzedziła burzliwa dyskusja na posiedzeniu Komisji Ocen Filmów i Scenariuszy. Dziwnym trafem spotkanie odbywało się w budynku stojącym kilkanaście metrów od włazu, którym Stawiński schodził w powstaniu do kanałów, aby przebić się do Śródmieścia…

Scenariusz był jednak sprawą polityczną. „[…] musimy się zastanowić – mówił Ludwik Starski – czy ludzie są w stanie przez półtorej godziny patrzeć, jak inni tarzają się w gównie. Ja osobiście nie wyobrażam sobie, żeby to można było znieść […]. Ludzie zobaczą swoich bliskich, którzy ginęli jak szczury, i będą występowali z pytaniem, co robili tamci, którzy stali po drugiej stronie Wisły”.

Film uratował Tadeusz Konwicki, który przytomnie zauważył, że scenariusz nie godzi w podstawy PRL. Natomiast w ostatnich latach przyzwyczajono się „do potraw bardzo jałowych”, toteż gdy „otrzymuje się potrawę pełną treści”, powstają problemy.

Rzeczywistość okazała się jednak bardziej skomplikowana, a po pokazie filmu w Cannes Stawiński nie mógł opędzić się od amerykańskich producentów. Uznano go za człowieka o niezwykłej wyobraźni i chciano natychmiast zatrudnić w Hollywood. Amerykanie uważali bowiem, że sam wymyślił „wojnę w kanałach”, a gdy tłumaczył, że scenariusz napisał na podstawie własnych przeżyć, nikt nie chciał w to uwierzyć.

Podczas realizacji filmu napotykano również poważne problemy techniczne. „Przeczytałem scenariusz – wspominał asystent Wajdy, Kazimierz Kutz – i zdałem sobie sprawę, że film będzie ciężki. Dekoracje zbudowano na podwórku wytwórni: ogromne kanały zalane breją. Rozbieraliśmy się do kąpielówek, wypijaliśmy po dwie sety i wchodziliśmy w gówno na cały dzień. Było to tak straszne i odrażające, że Andrzej ani razu nie odważył się tam wejść. Pod koniec nie wytrzymałem, podupadłem na zdrowiu i kończył za mnie Kuba [Janusz – przyp. S.K.] Morgenstern”. „Kanał” wraz z „Człowiekiem na torze” Munka uchodzą za pierwsze w pełni dojrzałe obrazy polskiej szkoły filmowej – kierunku, który miał nadawać ton naszej kinematografii przez kolejne 10 lat. Oznaczał on zerwanie z estetyką poprzedniej epoki, indywidualne podejście do ludzkich postaw i mitów narodowych. Wyczuwalna też była obecność skutków wojny, nawet wtedy, gdy na ten temat nie padało już z ekranu ani jedno słowo.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Księgarnia Do RzeczyKsiążki Sławomira Kopra
można kupić w Księgarni Do RzeczyZapraszamy