TOMASZ ZBIGNIEW ZAPERT: Stanisław Cat-Mackiewicz nazwał bohatera pańskiej książki „chorobliwym sadystą”. Słusznie?
KRZYSZTOF DROZDOWSKI: To jest mocne stwierdzenie i jak wiele im podobnych ma przede wszystkim siłę publicystyczną. Ja bym od razu oddzielił dwie warstwy: emocjonalną etykietę i rzeczywistość człowieka zanurzonego w bardzo trudnych dla Polski czasach. Kostek-Biernacki funkcjonował w świecie, gdzie przemoc była narzędziem polityki, państwa i rewolucji. Przez lata pracował na reputację człowieka twardej ręki. Już w Legionach narodził się jego przydomek i czarna legenda „wieszatiela”, karmiona opowieściami o surowych karach i bezwzględnej dyscyplinie. Choć jak zajrzymy do relacji osób, które o tym wspominały, to rzadko znajdziemy jakiegoś bezpośredniego świadka. Przeważnie są to informacje zasłyszane, jednak podawane jako bezwzględnie wiarygodne.
Natomiast „chorobliwy sadysta” sugeruje osobowość, która czerpie przyjemność z zadawania cierpienia. W materiałach, które analizowałem, widzę raczej figurę urzędnika żołnierza: przekonanego, że porządek da się utrzymać tylko presją, kontrolą i strachem. To nie uniewinnia go moralnie, ale zmienia perspektywę: zamiast psychologicznej diagnozy mamy mechanikę władzy.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
