"Nie chcemy wskazywać, kto miał rację". W setną rocznicę przewrotu majowego

"Nie chcemy wskazywać, kto miał rację". W setną rocznicę przewrotu majowego

Dodano: 
Warszawa 12.05.1926. Marszałek Polski Józef Piłsudski w otoczeniu oficerów przed ostatnią przed zamachem stanu rozmową z prezydentem RP Stanisławem Wojciechowskim. Nz. marszałek Piłsudski (C), generał Gustaw Orlicz-Dreszer (P) na moście Poniatowskiego
Warszawa 12.05.1926. Marszałek Polski Józef Piłsudski w otoczeniu oficerów przed ostatnią przed zamachem stanu rozmową z prezydentem RP Stanisławem Wojciechowskim. Nz. marszałek Piłsudski (C), generał Gustaw Orlicz-Dreszer (P) na moście Poniatowskiego Źródło: PAP / Reprodukcja
– Dopóki rozmawiamy, dopóty nie ma przemocy – mówił podczas otwarcia wystawy plenerowej w setną rocznicę przewrotu majowego dyrektor Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku Robert Andrzejczyk.

Otwarta w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu plenerowa wystawa czasowa pt. „Gdy bracia się waśnią. W stulecie przewrotu majowego 1926 roku” nie jest wyłącznie opowieścią o konflikcie sprzed stu lat. To historia o państwie sparaliżowanym kryzysem, o radykalizującym się języku debaty publicznej i o momencie, w którym polityczny spór zamienia się w przemoc. Czy w imię ratowania państwa można złamać zasady demokracji? Gdzie kończy się odpowiedzialność za państwo, a zaczyna pokusa siły? Czy kryzys polityczny może usprawiedliwiać użycie wojska przeciw legalnym władzom? – Nie dajemy prostych odpowiedzi. De facto w ogóle nie dajemy odpowiedzi. Raczej pobudzamy do zadawania pytań – podkreślał Andrzejczyk.

Dawni przyjaciele po dwóch stronach mostu

Autorzy wystawy, jak zaznaczyli podczas otwarcia, chcieli uniknąć prostego podziału na bohaterów i winnych tamtych wydarzeń. Dlatego narrację zbudowano wokół dwóch postaci: marszałka Józefa Piłsudskiego i prezydenta Stanisława Wojciechowskiego. – Nie chcemy wskazywać, kto ma rację, nie chcemy też udzielać łatwych odpowiedzi – tłumaczył kurator wystawy Michał Janik. – To była pewna tragedia ludzi w to zaangażowanych i pewna tragedia społeczeństwa – dodał.

Wystawa zaczyna się od opowieści o przyjaźni. Piłsudski i Wojciechowski działali razem w Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS), gdzie dzielili doświadczenie konspiracji, marzenie o niepodległej Polsce i „wspólnotę garnka i płaszcza”. To właśnie z tej historii wyrasta późniejszy dramat. – W młodości byli jak bracia – mówił Janik. – Byli towarzyszami broni, socjalistami, ludźmi wierzącymi, że Polska musi być jednocześnie sprawiedliwa i niepodległa. Swego rodzaju kanwę ekspozycji stanowi z resztą cytat z rozkazu Józefa Piłsudskiego, wydanego po zakończeniu walk majowych: „Gdy bracia żywią miłość ku sobie, wiąże się węzeł między nimi mocniejszy niż życie. Gdy bracia się waśnią i węzeł pęka, waśń ich również silniejszą jest nad życie”.

Państwo w kryzysie

Wystawa prowadzi widza przez kolejne etapy narastającego kryzysu II Rzeczypospolitej: niestabilność rządów, konflikty partyjne, kryzys gospodarczy, napięcia narodowościowe i lęk przed sytuacją międzynarodową. – Polska w 1918 roku nie była Polską jednej idei – przypominał podczas oprowadzania Michał Janik. – Łączyła nas wizja państwa, ale w detalach te wizje bardzo się różniły – podkreślał. I rzeczywiście, wystawa mocno pokazuje atmosferę pierwszej połowy lat 20. XX wieku: chaos polityczny, rozdrobnienie parlamentu, kolejne upadające gabinety i coraz silniejsze przekonanie, że demokracja parlamentarna nie radzi sobie z problemami państwa. – Konstytucja marcowa prowadziła do sejmokracji – tłumaczył drugi z kuratorów, Paweł Przeździecki. – To była diagnoza nie tylko Piłsudskiego, ale także polityków z zupełnie innych środowisk – podsumował.

Równolegle pojawia się także drugi punkt widzenia: obrona legalizmu. Prezydent Stanisław Wojciechowski przedstawiony został jako człowiek kompromisu, przywiązany do zasad i próbujący utrzymać państwo w ramach konstytucyjnego porządku. – Był człowiekiem wielkiego obowiązku, bardzo sumiennym i starającym się godzić wszystkich ze wszystkimi – mówili autorzy ekspozycji.

"Droga legalna została zamknięta"

Czy przewrót majowy był próbą ratowania państwa, czy początkiem odchodzenia od demokracji? Czy Józef Piłsudski planował zamach stanu, czy jedynie polityczną demonstrację siły? I czy rozmowa na Moście Poniatowskiego mogła jeszcze zatrzymać rozwój wydarzeń? To właśnie wokół tych pytań toczyła się debata historyków towarzysząca otwarciu wystawy o przewrocie majowym. Dyskutowano o legalizmie, przemocy politycznej, kryzysie państwa i odpowiedzialności elit. A centralnym pytaniem pozostawało jedno: czy wydarzenia maja 1926 roku był nieuniknione?

Debatę otworzył zastępca dyrektora Muzeum Józefa Piłsudskiego prof. Grzegorz Nowik. – Chcieliśmy porozmawiać o genezie i konsekwencjach przewrotu majowego, które były kluczowe dla dziejów II Rzeczypospolitej – mówił. – Była to jednak tragedia narodowa. Nowik przypominał, że przewrót majowy nie był wyłącznie polskim wyjątkiem, ale częścią szerszego europejskiego procesu odchodzenia od demokracji parlamentarnej. – Nie byliśmy pod tym względem wyjątkiem ówczesnej Europy – podkreślał. – W wielu krajach liberalna demokracja ewoluowała w stronę autorytaryzmu.

"Atmosfera oczekiwania na przesilenie"

Jednym z głównych wątków rozmowy było pytanie o to, dlaczego wiosną 1926 roku właściwie wszyscy spodziewali się politycznego przesilenia. Prof. Andrzej Friszke mówił o narastającym od lat konflikcie politycznym i społecznym. – Głęboką przyczyną był ostry konflikt polityczny w Polsce, trwający właściwie od 1905 roku – tłumaczył. – Po roku 1918 ten konflikt trwa nadal, tylko przybiera nowy kształt – tłumaczył. Historyk przypominał atmosferę pierwszej połowy lat 20.: – Mamy ogromny deficyt budżetowy, mamy 300 tysięcy bezrobotnych, zaczynają się rozruchy głodowe. Jest destabilizacja – wyliczał. Ale równie ważny był kontekst międzynarodowy. – Układ w Locarno, układ sowiecko-niemiecki – wszyscy wiedzieli, że sytuacja staje się bardzo niebezpieczna – mówił Friszke. – Była atmosfera oczekiwania na przesilenie. Poczucie, że źle się dzieje w państwie i że coś musi się wydarzyć.

Czy Józef Piłsudski od początku planował przejęcie władzy siłą? Prof. Mariusz Wołos zdecydowanie odrzucał wizję tajnej konspiracji. – Jaka konspiracja? W knajpach śpiewano Pierwszą Brygadę. Wszystko było jawne – mówił. – Piłsudski konsekwentnie występował z otwartą przyłbicą. Według historyka marszałek przez wiele miesięcy stopniowo zwiększał presję na legalne władze. – To było pokazanie siły. Komunikat wysłany do rządzących: musicie się ze mną liczyć. Wołos przypominał manifestację oficerów w Sulejówku i słynne wystąpienie generała Gustawa Orlicz-Dreszera. – To wszystko było przemyślane. To było budowanie nacisku politycznego. Jednocześnie podkreślał, że 12 maja Piłsudski początkowo nie planował regularnych walk ulicznych. – To miała być demonstracja polityczna z oprawą wojskową – przekonywał. Według Wołosa momentem przełomowym okazało się dopiero nieudane spotkanie Piłsudskiego z prezydentem Wojciechowskim. – Gdyby do tej rozmowy doszło wcześniej, sytuacja mogła wyglądać inaczej.

"Mechanizmy władzy zaczęły działać wedle innego porządku"

Znacznie ostrzej działania Piłsudskiego oceniał prof. Krzysztof Kawalec. – Rząd został powołany legalnie – przypominał historyk. – Jego usunięcie oznaczało, że mechanizmy władzy wyrywają się spod regulacji zapisanych w konstytucji. (…) Mechanizmy władzy zaczęły się kręcić wedle innego porządku – wedle którego władzę posiada ten, kto ma oparcie w siłach zbrojnych – mówił.

Zdaniem Kawalca właśnie tutaj należy szukać najważniejszej konsekwencji maja 1926 roku. – Piłsudski zanegował wzorzec demokratyczny i poszedł drogą nielegalną. Historyk przekonywał także, że późniejsze wydarzenia – wybory brzeskie, represje wobec opozycji czy wzmacnianie autorytarnego modelu państwa – były logiczną konsekwencją tego kroku. – Ten system potrzebował aparatu administracyjnego i politycznej presji, żeby się utrzymać – przekonywał.

"Nie był człowiekiem dążącym do przejęcia władzy za wszelką cenę"

– To był moment, w którym jeszcze wiele mogło się wydarzyć – mówił o słynnym spotkaniu marszałka Józefa Piłsudskiego z ówczesnym prezydentem Polski Stanisławem Wojciechowskim na moście Poniatowskiego prof. Mariusz Wołos. Historyk przypominał, że Piłsudski próbował wymusić polityczne ustępstwa i długo liczył na presję, a nie na regularne walki. – Prezydent powiedział jednak: nie przepuszczam was – mówił Wołos. – I wtedy Piłsudski uznał, że droga legalna została zamknięta.

Prof. Włodzimierz Suleja próbował z kolei spojrzeć na działania Piłsudskiego z perspektywy jego wcześniejszych doświadczeń politycznych. – Piłsudskiemu długo wydawało się, że możliwa jest konsolidacja narodowa – mówił historyk. Według Sulei po 1922 roku marszałek coraz wyraźniej wypychany był poza oficjalny system polityczny. – To była bardzo silna osobowość, której nie udało się zmieścić w ramach konstytucji marcowej. Historyk zwracał uwagę przede wszystkim na spór o armię. – Piłsudski uważał, że armia ma zapewniać bezpieczeństwo państwa i nie może podlegać zmiennym wpływom politycznym. Jednocześnie podkreślał, że początkowo działania marszałka rzeczywiście miały charakter demonstracji politycznej. – To była demonstracja z wojskową oprawą – mówił. – Dopiero później sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli.

Ciekawą perspektywę do dyskusji wprowadziła także prof. Joanna Żyndul. – Piłsudski nigdy nie był człowiekiem, który z natury dążył do przejęcia pełni władzy – mówiła. Historyk przypominała, że jeszcze przed 1926 rokiem część elit politycznych uważała marszałka za polityka schodzącego ze sceny. – Traktowano go trochę jak zgraną kartę. Człowieka z legendą i zasługami, ale już należącego do przeszłości.

"Była atmosfera oczekiwania na przesilenie. Poczucie, że źle się dzieje w państwie i że coś musi się wydarzyć"

Niewątpliwie podczas debaty bardzo mocno wybrzmiał wątek kryzysu samej demokracji parlamentarnej. Historycy zwracali uwagę, że przewrót majowy nie zaczął się od strzałów na ulicach Warszawy, ale od narastającego przekonania, że państwo nie działa. – Była atmosfera oczekiwania na przesilenie. Poczucie, że źle się dzieje w państwie i że coś musi się wydarzyć – mówił prof. Andrzej Friszke, przypominając o politycznym chaosie, kryzysie gospodarczym i społecznej frustracji pierwszej połowy lat 20. Z kolei prof. Mariusz Wołos podkreślał, że Piłsudski przez wiele miesięcy „stopniował presję” wobec rządzących. – To było pokazanie siły. Komunikat wysłany do rządzących: musicie się ze mną liczyć – mówił historyk.

W pewnym momencie – jak zauważał prof. Krzysztof Kawalec – spór przestał jednak dotyczyć wyłącznie polityki. – Mechanizmy władzy zaczęły się kręcić wedle innego porządku – wedle którego władzę posiada ten, kto ma oparcie w siłach zbrojnych – oceniał. I dodał: – Piłsudski zanegował wzorzec demokratyczny i poszedł drogą nielegalną. W odpowiedzi prof. Włodzimierz Suleja przypominał, że marszałek postrzegał siebie przede wszystkim jako człowieka odpowiedzialnego za bezpieczeństwo państwa. – Piłsudski uważał, że armia ma zapewniać bezpieczeństwo państwa i nie może podlegać zmiennym wpływom politycznym – tłumaczył historyk.

Czy można przełożyć historię sprzed stu lat na współczesność? – Nie wpadajmy w pułapkę prostego odnoszenia wydarzeń sprzed stu lat do obecnej rzeczywistości – zastrzegał dyrektor Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku Robert Andrzejczyk. – Sytuacja Polski sto lat temu była całkowicie inna – podkreślał.

Wystawę pt. "Gdy bracia się waśnią. W stulecie przewrotu majowego 1926 roku" można zobaczyć do końca czerwca na placu przed Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku oraz do 31 maja przy ul. Krakowskie Przedmieście na wysokości ul. Karowej w Warszawie.

Źródło: DoRzeczy.pl