Świat wielobiegunowy. Polska powinna być promotorem pokoju
  • Grzegorz GrzymowiczAutor:Grzegorz Grzymowicz

Świat wielobiegunowy. Polska powinna być promotorem pokoju

Dodano: 
Okładka "Kres hegemonii Zachodu" i flaga Polski
Okładka "Kres hegemonii Zachodu" i flaga Polski Źródło: Pro vita bona / Pexels
Skoro nasza polityka ma tendencję do silnego uwzględniania w polityce międzynarodowej moralności – co jest w stosunkach między państwami rzadkością – warto byłoby forsować jakąś ideę moralną korzystną dla Polski. Taką ideą jest idea pokoju, zwraca uwagę Adam Wielomski.

Jednym z atutów książki "Kres hegemonii Zachodu. Narodziny świata wielobiegunowego 2022-2026" jest poruszenie licznych kwestii w Polsce przemilczanych, przeinaczanych, czy niekiedy celowo i świadomie zafałszowywanych. Dla przykładu – z polskiego mainstreamu nie sposób było dowiedzieć się, dlaczego właściwie Rosja zaatakowała Ukrainę, mimo że Putin wyjaśnił to dokładnie na samym początku. W polskim głównym nurcie medialno-politycznym rosyjski punt widzenia na istotę konfliktu został jednak kompletnie pominięty. Profesor Wielomski natomiast włącza do rozważań perspektywę Kremla nie po to, by w jakiś sposób usprawiedliwiać agresora, tylko dlatego, żeby Polacy mogli wiedzieć, dlaczego ta agresja nastąpiła i jakie są cele obu walczących stron, a nie tylko jednej.

Użyte w tytule sformułowanie "kres" oznacza trwający na naszych oczach proces zmiany układu sił na świecie z amerykańskiej hegemonii w system wielobiegunowy. Proces ten nie przebiega gwałtownie, nie ma mowy o załamaniu się potęgi USA. Jest stopniowy, obserwowany mniej więcej od lat 2008-2009. Zdaniem autora potężny sojusz Pekinu z Moskwą zawiązał się przede wszystkim wskutek nieracjonalnej polityki Waszyngtonu nacisku jednocześnie na Chiny i Rosję za kadencji Bidena. Kolejne rozdziały są poświęcone: okresowi globalizacji i prymatu Zachodu sprzed wybuchu ukraińskiej proxy war (1989-2022), "pęknięciu geopolitycznemu" między Wschodem a Zachodem w 2022, a następnie polityce, celom i metodom działania głównych światowych graczy: USA, Chin, Rosji i pretendującej do tego grona Unii Europejskiej. Po wyłożeniu rzeczy, Wielomski przedstawia swoje sugestie dla Polski, jak przejść przez ten chaotyczny czas narodzin współczesnej geopolitycznej wielobiegunowości i nie stać się – jak Ukraina – polem wojny zastępczej.

Narodziny świata wielobiegunowego – warianty dla Polski

Polska nie dysponuje wystarczającym potencjałem ekonomicznym, politycznym i militarnym, by wybić się na całkowitą samodzielność, ale z pewnością ma go wystarczająco, żeby nie pozwolić wmanewrować się w wojnę. Jest zatem zdaniem Wielomskiego do wyboru kilka opcji, przy czym niektóre wykluczają się wzajemnie, a inne mogą współgrać. 1. Sojusz z USA; 2. Projekt Międzymorza; 3. Poparcie federalizacji UE; 4. Reset z Rosją; 5. Partnerstwo z Chinami. Autor opisuje mocne i słabe strony każdego wariantu, natomiast nie podziela postawy polskiego establishmentu i mainstreamu uważających, że należy z góry kategorycznie odrzucić jakąkolwiek formę złagodzenia stosunków z Rosją.

Liczy się tylko Polska i jej przetrwanie

Wielomski zachęca Czytelnika, by spojrzeć na poszczególne warianty przez pryzmat pragmatyzmu, realizmu i politycznej trzeźwości. "Liczy się tylko Polska i jej przetrwanie" – podkreśla, odrzucając przyznawanie pierwszeństwa w naszych działaniach na arenie światowej idei moralności i podejmowania decyzji w oparciu o kategorie "dobra" i "zła". M.in. dlatego, że nie zawsze pokrywają one się z tym, co akurat opłaca się Polsce. Tym, co powinno natomiast każdorazowo stać nad etyką i wyznawaną w danym momencie przez rządzących ideologią, jest trwanie narodu i jego interes. W ocenie autora w Polsce wciąż jest z tym poważny problem, wynikający w znacznym stopniu z uwarunkowań historycznych, które opisuje w książce.

Absolutny prymat polskiej racji stanu

W polskich elitach dominuje jego zdaniem myślenie o stosunkach międzynarodowych w kategoriach etyki oraz bliskości lub odległości ideologicznej od innych graczy, a należałoby wywindować na sam szczyt kategorię racji stanu. Oznacza to, że niekoniecznie musimy mieć wrogie relacje z państwami o odmiennych od naszego systemach politycznych i ideologicznych. "Ci, którzy mówią mi lub piszą, że »nie myślę po polsku o świecie«, mają rację" – przyznaje Wielomski. "Myślę o Polsce, lecz nie myślę o niej po polsku, gdyż Polacy nie umieją myśleć politycznie w ogóle, a w stosunkach międzynarodowych i polityce zagranicznej w szczególności. Nasi przodkowie od wielu stuleci o sprawach polityki światowej myśleli w kategoriach moralnych, utożsamiając dobrą politykę z etyką, a złą politykę z brakiem etyki. [...] Jeśli [...] zdefiniujemy myślenie po polsku o polityce międzynarodowej w kategoriach etyczno-ideologicznych, to rzeczywiście jest mi ono obce. Myślę o niej w kategoriach absolutnego prymatu polskiej racji stanu, a jeśli ktoś woli, interesu narodowego" – tłumaczy.

Ponieważ istota polityki pozostaje niezmienna wobec okoliczności, czasu i miejsca, jej podmiotem zawsze były i są państwa, które w epoce nowożytnej nabrały charakteru narodowego i suwerennego. Nawet jeśli stałoby się tak, że w przyszłości współczesne państwa narodowe zgrupują się w kilku większych uniach, federacjach, czy konfederacjach, to nie skończy się rywalizacja o realizację interesów między nimi i między ich blokami. Dlaczego zwracamy teraz na to uwagę? Dlatego, że Wielomski uczula na wiarę w idealistyczną teorię, jakoby w polityce międzynarodowej mogło chodzić o coś innego niż realne interesy polityczne państw, czy większych struktur – federacji, imperiów. Kategorie "dobra" i "zła", moralności, etyki są to kategorie międzyludzkie, ale niewłaściwe stosunkom między organizmami politycznymi. Podobnie jak "honor", o którym Stefan Kisielewski w niestety zbyt rzadko przypominanym artykule "Porachunki narodowe" pisał: "[...] zupełnie na czym innym polega honor jednostek, czym innym zaś jest honor państw i narodów. Wielkie mocarstwa jak Anglia czy Francja wielokrotnie nie wahały się rezygnować ze względów tzw. honoru dla prowadzenia realistycznej i trzeźwej polityki".

Rozwaga najwyższą cnotą polityka

Dlatego tak zwane „zasady” moralne nigdy nie powinny stanowić priorytetu żadnego polskiego rządu. Tym bardziej należy je odstawić na bok w sytuacji systemowej roszady w układzie sił między mocarstwami, której towarzyszą konflikty zbrojne, w tym straszliwa wojna zastępcza u naszego sąsiada, a nawet ryzyko wojny światowej.

"Nie oznacza to, że realiści odrzucają moralność i ex definitione są makiawelistami, (w potocznym, współczesnym pojęciu tego słowa, czyli osobami niemoralnymi)" – zaznacza Wielomski. "Mogą nimi być, ale równie dobrze mogą sobie znakomicie zdawać sprawę, czym jest obiektywne dobro i zło. Jednak nawet w tym drugim przypadku są świadomi istnienia napięcia między racją polityczną a racją moralną. I nawet jeśli w życiu prywatnym kierują się rygorystyczną moralnością, to w przypadku polityki państwowej wiedzą, że racja stanu czasami wymusza wyjątki. Spotykają się bowiem z sytuacją, gdy ogólna zasada moralna wchodzi w konflikt z przetrwaniem państwa i narodu, które także są moralną zasadą. Co powoduje, że najwyższą cnotą polityka jest rozwaga, czyli umiejętność prawidłowej oceny konsekwencji działań uchodzących za moralne lub niemoralne w abstrakcyjnych systemach etycznych. Polityk prywatnie może być osobą moralną, lecz w polityce międzynarodowej – gdzie stawką jest przetrwanie jego państwa i narodu – nie może sobie pozwolić na luksus kierowania się wyłącznie moralnością. Czym innym jest moralność w życiu prywatnym, a czym innym w polityce światowej" – pisze.

Tymczasem zdaniem prof. Wielomskiego Polska wciąż prowadzi politykę zbyt podporządkowaną idei moralnej, przy czym nie w interesie swoim, tylko w interesie zewnętrznych ośrodków władzy, w tym wielkich zachodnich korporacji, które na obecnym etapie przyjęły postawę bardzo antyrosyjską. (A powinniśmy mieć w Polsce na uwadze w dowolnym momencie, mogą ją zmienić). To nastawienie nakłada się w ocenie autora na pewne niebezpieczne nieporozumienie. Chodzi o utożsamianie nad Wisłą współczesnej Federacji Rosyjskiej z imperializmem sowieckim i komunizmem, tak jakby celem Moskwy była co najmniej odbudowa bloku radzieckiego. Rosja jest dziś natomiast konkurentem, przeciwnikiem geopolitycznym o innym charakterze, a Polska nie musi być z nią w tak skrajnym stopniu skonfliktowana.

Wypaczony "turbogiedroycizm"

W połowie sierpnia Wielomski rozmawiał o polityce wschodniej III RP na kanale YouTube "Do Rzeczy" z Jerzym Karwelisem. Ich zdaniem mamy do czynienia ze swego rodzaju doktryną "turbogiedroycia", pod którą sam Giedroyć prawdopodobnie by się nie podpisał. Politolog argumentował, że Juliusz Mieroszewski i Jerzy Giedroyć rzeczywiście ukuli często powtarzane przez polskie elity hasło, że nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy, ale nie była to koncepcja konfrontacyjna względem Rosji. Jej celem było właśnie stworzenie po wyjściu Europy Wschodniej z dominacji sowieckiej takiego porządku, w którym wojna polsko-rosyjska przestałaby mieć racjonalny powód. Doktryna stworzenia niepodległych i neutralnych państw: Ukrainy, Litwy i Białorusi (ULB) po odzyskaniu przez Polskę niepodległości i suwerenności, była projektem o charakterze pokojowym, zakładającym dobre relacje zarówno z przyszłą Ukrainą, jak i z Rosją.

Wielomski przypomniał, że Giedroyć zwalczał imperializm radziecki, ale nie był wrogiem Rosji jako takiej. – Jego pomysł stworzenia państw buforowych miał służyć uniknięciu konfliktu z Rosją – powiedział publicysta. – Różnica między giedroycizmem naszej elity politycznej a oryginalnym Giedroyciem jest moim zdaniem dosyć prosta – wskazał. – Giedroyć chciał państw buforowych pomiędzy Rosją a Polską. Turbogiedroycizm zakłada, że te państwa, które miały być buforowe, mają być częścią Zachodu, częścią systemu NATO i mają być wschodnią flanką Zachodu w konfrontacji z Rosją – ocenił politolog. – Giedroyć takiej konfrontacji nie chciał – podkreślił.

Idea pokoju

W wywiadzie na kanale „Nowe Kształty” Wielomski wyraził przekonanie, że jeśli Polska chce się posługiwać ideą moralną na arenie międzynarodowej, to warto użyć jakiejś korzystnej dla siebie. Antyrosyjska krucjata na wschodzie nie jest najszczęśliwszym przedsięwzięciem z uwagi na ogromne niebezpieczeństwo. Taką ideą pożyteczną dla Polski jest natomiast idea pokoju. Jak argumentował, skoro z uwagi na swoje położenie geograficzne między Niemcami a Rosją, Polska w razie wielkiej wojny europejskiej znów stanie się frontem wojny, to zdecydowanie takiemu rozwojowi wydarzeń powinna przeciwdziałać.

W ocenie autora "Kresu hegemonii" Warszawa mogłaby być promotorem pokoju w regionie i zarabiać m.in. na handlu międzynarodowym, w tym poprzez uczestnictwo w chińskiej inicjatywę Pasa i Szlaku. Polska nie jest dziś postrzegana na świecie jako państwo dążące do zakończenia wojny, tylko jako bastion Zachodu do konfrontacji z Rosją, który jednak z uwagi na różnicę potencjałów, podobnie jak Ukraina, jest od niej wielokrotnie słabszy. Siłą rzeczy obniża to pozycję Polski w jakichkolwiek sprawach z Zachodem, który umiejętnie gra na polskich obawach o starcie militarne z Moskwą. Ten stan rzeczy jest do zmiany. Silna polska armia jest ku temu decydującym argumentem, ale zarazem potrzebna jest normalizacja stosunków na wschodzie tak, aby zejść ze ścieżki wciągania Polski w wojnę z Rosją i nie podzielić tragicznego losu naszych ukraińskich sąsiadów.

Polska idea pokoju korespondowałaby z ogólną strategią Pekinu na czas narodzin świata wielobiegunowego. Chińczycy potrzebują spokoju w państwach, przez które chcieliby poprowadzić Pas i Szlak, a takim państwem ze względu na położenie geograficzne i niewystępowanie siłowych przewrotów wewnątrz kraju, jest Polska. Gdybyśmy Pas i Szlak przyjęli, Pekin w naturalny sposób byłby zainteresowany tym, żeby na naszym terytorium nie było konfliktu zbrojnego. To ważny czynnik w kontekście faktu, że w układzie z Moskwą Pekin jest sojusznikiem zdecydowanie dominującym. Wielomski uważa, że wejście we współpracę ekonomiczną z Chinami można byłoby zatem rozważyć, by – obok stworzenia silnej armii – także geostrategicznie zabezpieczyć się przed potencjalnym zagrożeniem rosyjskim, wyciągając z tego zarazem korzyści dla gospodarki. Kłopot z tą koncepcją jest znany i oczywisty – jak ją wykonać nie zrażając do siebie Waszyngtonu?

Siła Chin

Pomimo to, rozważyć ją warto, a nasi politycy powinni pilnie uczyć się geopolityki Chin. W książce Wielomski zwraca uwagę na jeden z przykładów świadczących o tym, że Zachód przecenił swoją potęgę, nie doceniając jednocześnie Chin, ale także Rosji. Ten przykład to uznawanie wzrostu PKB – jako najważniejszego wskaźnika świadczącego o stanie gospodarki. Pod tym kątem patrzy się również na wydatki zbrojeniowe, w których górują Stany Zjednoczone (w 2026 roku jest to zawrotna kwota biliona dolarów – dwukrotnie wyższa niż liczone w dolarach wydatki Chin i Rosji razem wziętych). Problem w tym, że jeśli spojrzy się na bardziej miarodajny parytet siły nabywczej (Purchasing Power Parity), to okaże się, że wydatki wojskowe USA są niemal identyczne, jak łączne wydatki Chin i Rosji.

W Stanach za 100 dolarów kupimy towary i usługi za 100 dolarów. Za te same 100 dolarów w Chinach kupimy rzeczy, za które w USA zapłacilibyśmy 200 dolarów. Czyli realnie kupimy dwa razy więcej. W Rosji za te 100 dolarów nabędziemy towary i usługi za równowartość 256 dolarów. Wobec tego wydatki na zbrojenia liczone w dolarach należy przemnożyć przez dwa (Chiny) i 2,56 (Rosja). Dopiero wtedy otrzymujemy zgodny z rzeczywistością wynik – blok chińsko-rosyjski wydaje na wojsko niemal tyle samo, co Amerykanie.

Rozdział "Wielki sojusz Chino-Rosji" w książce Wielomskiego w przystępny sposób streszcza cele i sposób myślenia dzisiejszych władz Chin. Jest to temat ważny, któremu w Polsce wciąż poświęca się zdecydowanie za mało czasu i uwagi. Politolog, który zapoznał się m.in. z książką Xi Jinpinga "Chińska modernizacja" zawierającą przemówienia przewodniczącego KPCh, opisywał na łamach "Do Rzeczy", że współcześnie Państwo Środka odrzuciło ideologię marksistowską (choć nie odrzuciło jej symboliki) i stało się państwem nacjonalistycznym o gospodarce kapitalistycznej.

Formalnie wciąż nazywają się Chińską Republiką Ludową i nie zmienili nazwy partii. Wciąż są rządzone przez Komunistyczną Partię Chin i pełne archaicznych, marksistowskich sloganów o budowie socjalizmu, ale w praktyce lewicowa frakcja marksistowska przegrała rywalizację z frakcjami autorytarną i tradycjonalistyczną, które pod wodzą Xi Jinpinga pogodziły się w idei narodowej. Zbudowanie potęgi ekonomicznej i militarnej Chińczycy umożliwili sobie dzięki zapoczątkowanej za czasów Deng Xiaopinga transformacji gospodarki centralnie planowanej w wolnorynkową. Nie jest to oczywiście całkowity kapitalizm, bo państwo wciąż sprawuje kontrolę nad wielkim kapitałem, ale gospodarczo Chiny nie mają już nic wspólnego z komunizmem.

Nie dać się wciągnąć

Zainicjowane przez Chiny i Rosję przejście od porządku jednobiegunowego, nazywanego Pax Americana czy też liberalnym porządkiem hegemonicznym do wielobiegunowości jest w fazie kształtowania. Umowny Zachód i Wschód zacięcie rywalizują o zdefiniowanie przyszłego porządku na licznych płaszczyznach, w tym niestety w brutalny sposób na terytoriach Ukrainy. Polska potrzebuje dziś przede wszystkim ostrożności i rozwagi.

Dlatego książka "Kres hegemonii Zachodu. Narodziny świata wielobiegunowego 2022-2026" jest zdecydowanie warta uwagi. Warto zachęcić do niej m.in. politycznych komentatorów i dziennikarzy. Byłoby dobrze, gdyby znaleźli na nią czas również politycy wszystkich opcji politycznych.