Oczarowanie Iwaszkiewicza
  • Krzysztof MasłońAutor:Krzysztof Masłoń

Oczarowanie Iwaszkiewicza

Dodano: 
Stanisław Ignacy Witkiewicz, "Portret Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów"
Stanisław Ignacy Witkiewicz, "Portret Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów" Źródło: Wikimedia Commons
Dawno temu Adam Pomorski napisał, że „długi cień Iwaszkiewicza wciąż zabiega drogę współczesnej literaturze polskiej”. Ze wszystkimi tego następstwami – dobrymi i złymi

O pochówku Jarosława Iwaszkiewicza w mundurze górniczym pisano już tysiące razy i powracanie do tego tematu nie ma najmniejszego sensu. Wciąż jednak zastanawia – myślę, że nie tylko mnie – to, że człowiek, który ze łzami szczęścia przyjął wybór Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową, który rozumiał i krajowe, i międzynarodowe implikacje tego faktu („Z tego poniżenia, w jakim trzymali nas Ruscy, Niemcy, z tych szyderstw, w jakich nas trzymali Żydzi amerykańscy, nagle ten splendor…” – notował w dzienniku), mógł ledwie po roku, przyjęty przez Edwarda Gierka, przyrównać go do papieża („Wczoraj audiencja u E.G. trwała całe trzy kwadranse. Ale tak samo jak w kwadransowej audiencji u papieża uderzył mnie fakt, jak bardzo zwyczajni są ludzie, którym Bóg »powierzył honor Polaków«”). A cóż wspólnego z honorem, a tym bardziej z Bogiem miało wybranie przez czerwonych takiego czy innego genseka?

Dlatego też z rezerwą przyjmowałem słowa Andrzeja Gronczewskiego o tym, że polityka nie była żywiołem twórcy „Czerwonych tarcz”, że jakoby „wciąż od niej uciekał, stronił, szukał jakby »trzeciego miejsca«”. I że nie umiejąc odnaleźć się wśród opozycji, sądził, iż „wystarczy, gdy pomniejsza się straty, jakie groziły kulturze polskiej”.

W podobnym duchu pisane były eseje Beaty Izdebskiej-Zybały zebrane w tomie „Iwaszkiewicz. Przyjaciele i wrogowie”, wydanym właśnie przez wydawnictwo Marginesy. Szczególnie zainteresował mnie szkic dotyczący szans bohatera tej książki na Literacką Nagrodę Nobla. Jak się okazuje, liczono na nią po powstaniu „Sławy i chwały”, ta jednak została przyjęta z – powiedzmy – mieszanymi uczuciami, a gwóźdź do jej trumny wbiły londyńskie „Wiadomości”, publikując wielce krytyczną recenzję po ukazaniu się trzeciego tomu powieści. Recenzja wyszła spod pióra Jana Nepomucena Millera, zarzucającego autorowi daleko posuniętą służalczość wobec władzy. Uznając tekst za krzywdzący, Anna Iwaszkiewicz napisała wtedy list do redaktora naczelnego „Wiadomości”, znanego jej od 40 lat Mieczysława Grydzewskiego, ze słowami: „Nie potrzebujemy fałszywych przyjaciół, gorsi są od jawnych wrogów”.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.