To znacznie więcej niż konfrontacja militarna między państwami.
To starcie odmiennych wizji porządku międzynarodowego, próba zmiany równowagi sił na Bliskim Wschodzie i kolejny rozdział rywalizacji największych mocarstw XXI wieku.
Niniejszy tekst to fragment książki Pawła Rakowskiego pt. „Wojna Irańska. Walka o hegemonię na Bliskim Wschodzie”, wyd. Zona Zero
ORMUZ I BAB AL-MANDAB
Dla Iranu kontrola nad Ormuz zaczyna być narzędziem do realizacji ofensywnej polityki, która ma sygnalizować nowe czasy i korzystne dla Teheranu przemiany geopolityczne na świecie. Koniec blokady amerykańskiej i wygrany pojedynek z USA stawia Iran w roli głównego rozgrywającego w Zatoce, w świecie islamu oraz na globalnym Południu.
Kto posiada Ormuz, ten trzyma w szachu całe imperium perskie i arabskie, a bogactwa całego Orientu muszą przejść przez jego ręce.
– Afonso de Albuquerque
*
Wojna irańska rozpoczęta 28 lutego najpierw miała być obaleniem reżimu, następnie likwidacją programów atomowego i rakietowego, a okazało się, że cały jej ciężar przesunął się na mały węzeł komunikacyjny łączący wody Zatoki Perskiej z Oceanem Indyjskim i Morzem Arabskim. W najwęższym miejscu cieśnina Ormuz ma 39 km, a w najszerszym 96 km, wewnątrz oraz na wylotach znajdują się irańskie wyspy Ormuz, Keszm, Larak, Hengam i sporne pomiędzy Teheranem a Abu Zabi wyspy Abu Musa, Wielki i Mały Tunb. Wody terytorialne Iranu i Omanu stykają się w cieśninie, a korytarz przepływowy dla każdego kierunku ma trzy kilometry i jest rozdzielony kolejnym trzykilometrowym pasem buforowym. Większość głębokiego toru wodnego dla tankowców klasy VLCC przebiega przez wody Omanu, jednak statki zbliżają się bardzo blisko wysp kontrolowanych przez Iran, a raczej IRGC. Przepływający przez ten tor tranzyt 20 proc. ropy i 20 proc. LNG światowego zapotrzebowania odbywa się w zasięgu ręki czy raczej wyrzutni rakiet. Od wybuchu wojny transfer spadł z 21 mln baryłek dziennie do średnio 9–10 mln baryłek dziennie (z rekordem 17 mln baryłek z 31 sierpnia).
![]()
Zgodnie z wcześniejszymi irańskimi zapowiedziami, jak i wszystkimi przewidywaniami na Zachodzie, Irańczycy już w pierwszych godzinach wojny ogłosili blokadę cieśniny, a IRGC zaczęła minować akwen oraz ostrzeliwać przepływające statki, jak i przejmować komercyjne kontenerowce. Krótka odwilż nastała w kwietniu wraz z rozpoczęciem negocjacji amerykańsko-irańskich i już w ich trakcie Teheran domagał się skomercjalizowania bezpłatnej wcześniej trasy, jak i stawiał warunki co do tego, które kraje mogą korzystać z przepływu, które mają kategoryczny zakaz, a które będą mogły pływać przez Ormuz po uprzednim uregulowaniu innych „zaległych” opłat względem Iranu. Takie stanowisko nie ułatwiało i tak napiętych negocjacji, które ostatecznie się załamały, a Trump zdecydował się na blokadę irańskich portów. Powstał klincz pomiędzy stronami konfliktu, które oskarżały się wzajemnie o piractwo czy też łamanie i tak niefunkcjonującego układu. Dla Donalda Trumpa, który w mediach społecznościowych ogłosił cieśninę Ormuz „amerykańskim terytorium”, podstawowym celem jest złamanie oporu IRGC oraz irańskiej blokady, a także oddalenie widma bezkrwawej, ale kosztownej wojny lądowej z zajmowaniem i okupacją wojskową irańskiego wybrzeża, jak i wysp w cieśninie. Tym samym Amerykanie sukcesywnie oczyszczają akwen z min, jak i starają się namierzać oraz likwidować gniazda IRGC, mogące dokonywać ataków rakietowych czy dronowych na przepływające statki. Akcja stałej likwidacji wyrzutni rakiet na wyspach Keszm, Sirri czy w porcie Bandar Abbas ma doprowadzić do osłabienia możliwości ofensywnych reżimu, które mogą przełożyć się na ustępstwa na drodze politycznej. Trump chce też zacieśnić szczelny kokon wokół Iranu, aby nie mógł on eksportować ropy, a co ważniejsze, aby nie mógł dostawać dostaw uzbrojenia i technologii wojennej, wzmacniającej potencjał ofensywny oraz obronny tego kraju.
Dla Trumpa odblokowanie i kontrola Ormuz ma też znaczenie polityczne, prestiżowe oraz finansowe. Przede wszystkim wojna, która miała szybko się zakończyć oszałamiającym zwycięstwem, przeciąga się na kolejne miesiące, co wywołuje oburzenie jego elektoratu i amerykańskiej opinii publicznej, która zasadnie jest rozczarowana złamaniem obietnicy wyborczej, jak i wzrostem cen paliw oraz ewidentną nieudolnością potęgi i sprawczości USA. Tym samym amerykański prezydent chciałby poprzez wyeliminowanie irańskiego zagrożenia w Ormuz rzucić reżim na kolana i zmusić do wypłaty reparacji za amerykańskich żołnierzy zabitych przez Iran i ich proxy, jak również nałożyć cła dla użytkowników cieśniny, co mogłoby pocieszyć jego krytyków. Dodatkowo amerykańska kontrola nad Ormuz mogłaby być jednoczesnym naciskiem na Chiny, które potrzebują ropy z Zatoki, jak i są coraz bliższym partnerem Iranu. To poprzez tę kontrolę Waszyngton mógłby mieć większy wpływ na ceny ropy i gazu, którego sam jest największym eksporterem, a także beneficjentem obecnego kryzysu w Zatoce. Wizja demontażu irańskiej gospodarki, programu atomowego i być może nawet reżimu poprzez pomyślne dla Amerykanów rozwiązanie problemu Ormuz, jak i realnego wpływu na chińskie dostawy, może długofalowo przynieść wymierne korzyści, co jest zauważalne także w bardziej kompromisowych sygnałach wysyłanych z Teheranu. Dla Iranu pełna kontrola nad Ormuz zaczyna być nie tylko kwestią prestiżu, ale przede wszystkim narzędziem do realizacji ofensywnej polityki, która ma sygnalizować nowe czasy i korzystne dla Teheranu przemiany geopolityczne na świecie. Koniec blokady amerykańskiej i wygrany pojedynek z hegemonem globalnym automatycznie stawia Iran w roli głównego rozgrywającego w Zatoce, w świecie islamu oraz na globalnym Południu. Dodatkowo Iran chce bilateralnie określić warunki korzystania z Ormuz wspólnie z Omanem, co ma narzucić światowej żegludze zasady korzystania z cieśniny. Musiałyby dostosować się do nich światowe mocarstwa, zmuszone do opłat celnych na rzecz irańskiego budżetu, który tym samym byłby niezależny od kolejnych sankcji w przyszłości. Wedle danych podawanych przez irańskie media zysk z ceł płynących z użytkowania Ormuz ma opiewać na ponad 100 mld dolarów rocznie, co czyniłoby ten akwen trzecim po ropie i gazie największym źródłem dochodu Islamskiej Republiki. Co więcej, kontrola nad Ormuz daje Iranowi solidny punkt nacisku na uzależnionych od eksportu surowców sąsiadów, którzy podczas tego konfliktu muszą lawirować pomiędzy zobowiązaniami wobec Waszyngtonu a irańskimi ciosami dewastującymi ich gospodarkę, infrastrukturę i odstraszającymi inwestorów. Przede wszystkim jednak cała sytuacja tworzy ogromne zagrożenie dla władzy. (…)
Niniejszy tekst to fragment książki Pawła Rakowskiego pt. „Wojna Irańska. Walka o hegemonię na Bliskim Wschodzie”, wyd. Zona Zero
Czytaj też:
Pechowe statki i szczęściara Violet
Czytaj też:
Arktyczni pionierzy
Czytaj też:
Tajemnice śmierci. Ukryte kody w dziele van Gogha
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
