Las w miejsce mogił, palenie żywcem, burzone krematoria. Jak Niemcy tuszowali swoje zbrodnie
  • Anna SzczepańskaAutor:Anna Szczepańska

Las w miejsce mogił, palenie żywcem, burzone krematoria. Jak Niemcy tuszowali swoje zbrodnie

Dodano: 6
Ruiny wysadzonego w 1945 przez Niemców krematorium w Birkenau
Ruiny wysadzonego w 1945 przez Niemców krematorium w Birkenau Źródło: Wikimedia Commons / I, Sharx, CC BY-SA 2.5
26 listopada 1944 roku Heinrich Himmler wydał rozkaz zniszczenia krematoriów w niemieckim obozie koncentracyjnym i zagłady Auschwitz-Birkenau. Nie był to pierwszy ani ostatni raz, kiedy Niemcy próbowali tuszować swoje zbrodnie w okupowanej przez siebie Polsce.

Tuszowanie własnych zbrodni Niemcy rozpoczęli już w chwili, kiedy zaczęli tracić przewagę na froncie zachodnim. Pomimo wielu starań nie udało im się jednak zatrzeć wszystkich śladów.

Zacieranie prawdy

Najbardziej znane pozostają niemieckie próby likwidacji obozów koncentracyjnych oraz obozów zagłady. Dużo mniej mówi się m.in. o likwidacji szpitali psychiatrycznych czy więzień. W czasie II wojny światowej Niemcy mordowali m.in. osoby niepełnosprawne czy chore psychiczne. Aby ich zbrodnie nie wyszły na jaw, zabijani ludzie byli zakopywani w bezimiennych grobach, a miejsca zbrodni niszczone.

Słynne przykłady likwidacji miejsc kaźni to m.in. Palmiry oraz niemieckie więzienie na Radogoszczu w Łodzi. Ofiary, które Niemcy rozstrzeliwali w Palmirach pochowane zostały w zbiorowych mogiłach. Miejsca pochówku były później starannie przez Niemców ukrywane, sadzono tam m.in. las.

Natomiast w Łodzi, w obliczu nacierającej Armii Czerwonej, Niemcy zdecydowali o likwidacji więzienia znajdującego się na Radogoszczu. W nocy z 17 na 18 stycznia 1945 roku Niemcy zamordowali i spalili tam żywcem łącznie 1,5 tysiąca uwięzionych ludzi, licząc na to, że uda się zatrzeć ślady swoich działań na terenie więzienia.

Nie udało się.

Likwidacja Auschwitz-Birkenau

Już w sierpniu 1944 roku Niemcy przygotowywali się do likwidacji założonych przez siebie obozów koncentracyjnych. „Operację” tę nadzorował m.in. Rudolf Hess.

We wrześniu 1944 roku Niemcy zamordowali ponad 200 członków Sonderkommand w obozie Auschwitz-Birkenau. Jednocześnie z Auschwitz wywożono więźniów w głąb Rzeszy. Zaczęto palić dokumentację, a także zasypywać doły z ludzkimi prochami, rozebrano także do fundamentów krematorium IV. Pozostałe krematoria zostały już w połowie 1944 roku przygotowane do wysadzenia.

Częściowo odbudowane krematorium w byłym obozie Auschwitz I

Rozkaz wysadzenia krematoriów miał wydać Heinrich Himmler w dniu 26 listopada 1944 roku. „Miał”, gdyż istnieją rozbieżności, co do tego, czy Niemcy faktycznie chcieli krematoria zniszczyć, czy „tylko” przenieść w inne miejsce. Być może chodziło o zmianę ich lokalizacji, o czym z kolei świadczy dokument ze stycznia 1945 roku, w którym firma produkująca krematoria napisała do komórki SS w Mauthausen: „projektując urządzenie, zakładamy, ze zostaną tu ponownie wykorzystane wszystkie części z obozu KL Auschwitz”. Ze zdania tego można wnioskować więc, że Niemcy, jeszcze w styczniu 1945 roku, nie zaprzestali produkcji krematoriów, a ich producent liczył, że do ich dalszej budowy wykorzysta już gotowe elementy z krematoriów oświęcimskich.

Jeśli nawet Niemcy planowali krematoria przenieść, to i tak jednocześnie zamierzali zrównać z ziemią cały obszar Auschwitz-Birkenau. Do zniszczenia obozów i wszelkich po nim pozostałości chciano użyć każdego rodzaj broni, łącznie z artylerią i lotnictwem. Po obozie koncentracyjnym i zagłady nie miał zostać nawet ślad.

Ostatni apel generalny odbył się w Auschwitz w dniu 17 stycznia 1945 roku. Po nim rozpoczęto ostateczną ewakuację więźniów – wówczas w Aushwitz-Birkenau przebywało wciąż ponad 67 tysięcy ludzi. Więźniów przewożono w otwartych wagonach węglowych przez Wodzisław Śląski w głąb Niemiec i Austrii.

W obozie pozostało około 9 tysięcy więźniów. Tych ludzi przeznaczono do wymordowania. Jednocześnie, także w styczniu 1945 roku, masowo palono wszystkie pozostałe w Auschwitz-Birkenau dokumenty, a także wysadzono kolejne krematoria i podpalono tzw. Kanadę II, czyli kompleks baraków, gdzie gromadzone były rzeczy należące do ofiar eksterminacji (za wyjątkiem tych cennych, które Niemcy uprzednio wywieźli już do swojego kraju).

Do Auschwitz-Birkenau pierwsi dotarli żołnierze Armii Czerwonej (27 stycznia 1945). Ten dzień uznaje się za datę wyzwolenia obozu. Pomimo starań czynionych przez Niemców, nie udało im się zniszczyć wszystkich śladów swoich zbrodni. Wielu więźniów, pomimo uwolnienia, zmarła w ciągu najbliższych tygodni z wycieńczenia i chorób.

Próba zatarcia pamięci o Palmirach

Niemcy starali się także ukryć popełniane przez siebie zbrodnie w Palmirach. Miejsce egzekucji było zabezpieczone i często patrolowane, a mogiły, gdzie grzebano zamordowanych Polaków i Żydów starannie zasypywano i sadzono na nich drzewa. Pomimo to okoliczni mieszkańcy dość szybko zaczęli się domyślać, co dzieje się w pobliskim lesie. Widziano przecież kursujące często ciężarówki, dużą ilość niemieckich patroli, a czasami słyszano strzały (ludzi w Palmirach mordowano poprzez serię z karabinów maszynowych).

Polana śmierci w Palmirach. Miejsce niemieckiej zbrodni

Wielkie zasługi dla odkrycia zbrodni w Palmirach miał jeden z leśniczych, Adam Herbański, który nocami, z narażeniem własnego życia, przychodził na polanę, gdzie dokonywano mordów i oznaczał mogiły. Dzielna postawa Herbańskiego oraz innych leśników pozwoliły poznać prawdę o niemieckich zbrodniach w tym miejscu.

Ekshumacje w Palmirach rozpoczęto już 25 marca 1945 roku. Prace trwały prawie półtora roku. Odnaleziono 24 masowe groby, w których leżało 1700 ciał. Zidentyfikowano 1056 ofiar. Możliwe, że w Palmirach wciąż znajdują się nieodnalezione jeszcze mogiły Polaków wymordowanych przez Niemców.

Masakra na Radogoszczu

Kiedy stało się jasne, że Niemcy są w odwrocie, a od wschodu naciera na nich Armia Czerwona, na terenie całej okupowanej Polski Niemcy zaczęli się zastanawiać, co zrobić z licznymi więźniami przetrzymywanymi w różnych obozach i więzieniach.

Dawne niemieckie więzienie Radogoszcz w Łodzi – miejsce pamięci

20 lipca Wyższy dowódca SS i Policji w Generalnym Gubernatorstwie Wilhelm Koppe wydał rozkaz mówiący, że więźniów należy ewakuować na zachód albo likwidować na miejscu, a budynki i obozy, gdzie więźniowie byli przetrzymywani należało maksymalnie zniszczyć. Pisał:

O ile sytuacja frontowa będzie tego wymagać, to należy we właściwym czasie poczynić kroki do całkowitej likwidacji więźniów. Przy zaskakującym rozwoju sytuacji, która uniemożliwi przetransportowa nie więźniów, to więźniów zlikwidować, przy czym rozstrzelani muszą być według możliwości usunięci (spalić, wysadzić budynki itp.). W podobny sposób postąpić z Żydami (…) W żadnym wypadku nie należy dopuścić, aby więźniowie w więzieniach lub Żydzi byli uwolnieni przez przeciwnika.

Nieznane są dokumenty tego typu dotyczące samego więzienia na Radogoszczu (i Kraju Warty w ogóle), ale można przypuszczać, że rozkazy w stosunku do łódzkiego więzienia brzmiały podobnie. Świadczy o tym przede wszystkim działanie Niemców i mord, którego się dopuścili.

Sowieci podeszli pod Łódź 17 stycznia (tego dnia „wyzwolono” już Zgierz). Niemcy zdawali sobie sprawę, że to ostatnia chwila, aby zatrzeć ślady po zbrodniach, jakie popełniali na Radogoszczu – Armia Czerwona była kilkanaście kilometrów dalej. Paradoksalnie, szybkie zbliżanie się Sowietów uratowało m.in. kobiety więzione w Łodzi przy ulicy Gdańskiej, które według pierwotnego planu miały także zostać zabite na Radogoszczu. Planu tego nie zrealizowano z braku czasu.

Około północy, w nocy z 17 na 18 stycznia Niemcy zaczęli zabijać więzionych na Radogoszczu Polaków i Rosjan. Zamordowano najpierw więźniów funkcyjnych, a później więźniów z bloku pierwszego. W całym więzieniu podniósł się bunt. Ludzie próbowali się ratować wszelkimi sposobami. Wtedy Niemcy, widząc, że sytuacja wymyka się spod kontroli, a czasu jest coraz mniej, podpalili cały budynek, gdzie przetrzymywano więźniów. Mężczyźni próbowali uciekać, wyskakiwali z płonącego gmachu oknami, ale wtedy Niemcy zabijali ich strzałami z karabinów. Po jakimś czasie, kiedy płomienie przygasły zaczęto przetrząsać pomieszczenia w poszukiwaniu jeszcze żywych ludzi. Wszystkich dobijano. Ofiarami Niemców byli także chłopcy (około kilkunastu), którzy zostali tu przeniesieni z obozu dla dzieci przy ulicy Przemysłowej w Łodzi. Zginęło łącznie 1,5 tysiąca osób.

Polacy i Rosjanie (zdecydowaną większość zamordowanych stanowili Polacy) zostali zabici przez grupę Niemców pod dowództwem Waltera Pelzhausena.

Niemieckie ludobójstwo na Radogoszczu przeżyło zaledwie 30 więźniów, którzy cudem zdołali się ukryć.

Armia Czerwona weszła do Łodzi 19 stycznia. Do więzienia na Radogoszczu przyszło wówczas wielu łodzian i mieszkańców okolic, którzy w ruinach więzienia i pośród setek martwych ciał próbowali odnaleźć bliskich. Udało się zidentyfikować bardzo niewielu.

Czytaj też:
Mord w Lidicach. Niemcy zamordowali wszystkich mężczyzn, a dzieci zagazowali
Czytaj też:
Zamach na Junka. Jak zginął kat Pawiaka. Brawurowa akcja AK
Czytaj też:
Procesy norymberskie niemieckich zbrodniarzy. Dziesięć mniej znanych faktów

Źródło: DoRzeczy.pl
 6