Polska samoobrona przeciwko UPA

Polska samoobrona przeciwko UPA

Dodano: 
Oddział samoobrony, Wołyń, 1943 r.
Oddział samoobrony, Wołyń, 1943 r. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe
Dowództwo Armii Krajowej nie uważało ochrony ludności cywilnej Galicji Wschodniej za absolutny priorytet, patrząc na krwawe wydarzenia na Kresach przede wszystkim przez pryzmat polityki międzynarodowej. Mimo ogromnych trudności z dostępem do broni polscy mieszkańcy galicyjskiej prowincji, a także część lokalnych struktur AK, zaczęli jednak organizować sieć placówek obronnych.

Informacje o rozpoczęciu wiosną 1943 r. przez UPA ataków na polską ludność cywilną na Wołyniu szybko dotarły do kierowniczych struktur Polskiego Państwa Podziemnego w Galicji Wschodniej. Na ich czele stał komendant Obszaru nr 3 ZWZ-AK Lwów, gen. Kazimierz Sawicki „Prut” (w sierpniu 1943 r. zastąpił go płk Kazimierz Filipkowski „Janka”). 17 maja 1943 r. Sawicki wydał rozkaz powołania do życia jednostek samoobrony. Miały one być formowane we wsiach czysto polskich lub o dużej przewadze demograficznej Polaków. Natomiast w kwestii miejscowości, gdzie Polacy stanowili mniejszość, planowano, aby w blisko położonych miasteczkach utworzyć oddziały dyspozycyjne gotowe do pomocy w razie zagrożenia.

Dyrektywy te wydano z obawy przed przeniesieniem akcji antypolskiej UPA z Wołynia na obszar Galicji Wschodniej. Jak pokazała przyszłość, rozkaz stanowił słuszne i dalekowzroczne posunięcie, jednak aby wcielić go w życie, potrzebne było odpowiednie zaplecze kadrowe. Deficyt w tym względzie utrudniał przez pewien czas powstanie samoobron np. w Okręgu AK Stanisławów. W sumie w Galicji Wschodniej zorganizowano co najmniej 122 ośrodki samoobrony. Osiem z nich powstało samorzutnie, 33 z inicjatywy struktur AK, natomiast okoliczności powstania pozostałych samoobron nie ustalono. Ich poziom przygotowania do odparcia ataków był różny. W części raportów podziemia pojawiają się słowa uznania w kwestii organizacji samoobron: „W niektórych większych osiedlach wiejskich, np. Słobódce Dziurzyńskiej (powiat Czortków), samoobrona stoi na wysokim poziomie. Więc u wylotów dróg i ulic zbudowano ruchome rogatki i zasieki, kontroluje się ściśle ruch komunikacyjny, a narożne domy przemienione są jakby w niby koszary-baszty, podczas gdy kobiety, dzieci i starcy umieszczeni są w środku wsi”. Być może to właśnie profesjonalizm obrońców powodował, że do ataku sotni UNS-UPA (Ukraińska Narodowa Samoobrona-Ukraińska Powstańcza Armia) na część wsi nigdy nie doszło.

Głód broni

Wszędzie tam, gdzie samoobrony powstawały, zwiększała się szansa na przeżycie mieszkańców wsi. Z kolei ich brak w sytuacji, gdy nie stacjonowały w pobliżu formacje niemieckie czy węgierskie, minimalizował te szanse praktycznie do zera. Skuteczność ufortyfikowanych ośrodków była wysoka, ponieważ zdecydowana większość atakowanych samoobron odparła ataki partyzantki ukraińskiej. Tylko nieliczne zostały zniszczone, i to głównie przez oddziały niemieckie.

Artykuł został opublikowany w 2/2024 wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.

Autor: Arkadiusz Karbowiak