PIOTR WŁOCZYK: Wszyscy widzimy dziś, jak trudno skłonić Rosję Putina do ustępstw w kwestii zakończenia wojny z Ukrainą. Dlaczego jesienią 1920 r. Rosja Lenina zdecydowała się tak szybko zawrzeć porozumienie z Polską, zamiast szarpać ją jeszcze latami, pokazując całemu światu, że nie da się z nią łatwo wygrać?
PROF. ANDRZEJ CHWALBA: Dziś Rosja nie jest jeszcze gotowa iść na ustępstwa, ale przecież Ukraina również nie zamierza rezygnować ze swoich głównych celów. Gdy obie strony twardo mówią „nie” i sądzą, że mają jeszcze wystarczająco dużo siły, by prowadzić wojnę, dochodzi do pata. Natomiast wczesną jesienią 1920 r. sytuacja obu walczących państw była inna – zarówno Polska, jak i Rosja sowiecka były bardzo wyczerpane. Michaił Tuchaczewski, głównodowodzący siłami sowieckimi na północy frontu, zachęcał kierownictwo swojego państwa do ściągnięcia z Syberii i z Kaukazu kolejnych dywizji, by ponownie uderzyć na Polaków, ale Lenin uznał, że byłoby to zbyt duże ryzyko i trzeba oszczędzać siły.
Tuchaczewski chciał kontynuować walkę z Polakami mimo klęski nad Niemnem?
Tak. Po tym kolejnym polskim zwycięstwie zaczęły się poważne rozmowy pokojowe, które dawały perspektywę na pokój. Poprzednie negocjacje, prowadzone jeszcze przed Bitwą Warszawską, były tak naprawdę stratą czasu, ponieważ Sowieci domagali się w gruncie rzeczy kapitulacji Polski, na co Warszawa absolutnie nie mogła się zgodzić, bo byłby to koniec marzeń o budowie niepodległego państwa.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
