Unia Europejska, do której wstępowaliśmy na naszych oczach przestaje być strefą zjednoczonego wolnego rynku, służąc wyłącznie interesom starych członków, zwłaszcza Republice Federalnej Niemiec.
Stany Zjednoczone, które do tej pory twierdziły, że stoją na straży globalnego wolnego handlu, rozpoczęły wojnę z resztą świata za pomocą protekcjonistycznych ceł, by wzmocnić swoją słabnącą hegemonię.
Chiny konsekwentnie uzależniają od siebie dawnych światowych liderów gospodarki, umiejętnie operując łańcuchami dostaw.
Profesor Modzelewski proponuje zapomnieć o poprawnych politycznie tezach i chłodno przyjrzeć się zastanej sytuacji. Musimy rozważyć, co jest korzystne dla naszego kraju i naszej społeczności i za wszelką cenę znaleźć się po stronie zwycięzców. Na końcu i tak zadecyduje ekonomia.
- Czy w światowej polityce nachodzi era turbulencji?
- Czy sojusze są dla nas czy my dla sojuszy?
- Po co nam Unia Europejska?
- Jaką rolę pełniły w historii Polski unie zrzeszające państwa Europy?
- Czy średniej wielkości państwu opłaca się grać powyżej swoich możliwości?
- Po co komu wojna na Ukrainie?
- Czy pomysły Donalda Trumpa są odkrywcze i nowe?
- Czy wolna celna mniej boli od tej gorącej w której strzelają armaty i spadają bomby?
- Dlaczego na wojnie nie ma wygranych – poza tymi najbogatszymi, którzy są w stanie wytrzymać każdą klęskę?
Fragment książki „Po co nam Unia? Świat na kursie kolizyjnym” autorstwa Witolda Modzelewskiego i Krzysztofa Ziemca, wyd. Zona Zero
Krzysztof Ziemiec: O co, Panie profesorze, dzisiaj toczy się gra? Często słyszymy w polskich mediach, że Trump jest szaleńcem. Ale może Trump jest strategiem, który prowadzi jakąś nową politykę gospodarczą, społeczną, przygotowuje nowe rozdanie geopolityczne, które zaowocuje? Właśnie: czym zaowocuje?
Witold Modzelewski: Trump przede wszystkim chce (użyję kolokwializmu), „zwinąć mocarstwo” w sposób przez niego kontrolowany. Utrata wpływów nigdy była chwalebna, nawet wręcz odwrotnie, była żenująca. Ucieczka z Saigonu, który dzisiaj nazywa się Ho Chi Minh, a nie dawno z Kabulu.
Nie były ani chwalebne, ani też budujące dla obrazu supermocarstwa – jedynego ponoć. Młodzi, brodaci mężczyźni w trampkach i z kałasznikowami w nie najnowszej wersji w rękach są w stanie pokonać supermocarstwo. Jak widać mają przewagę intelektualną, mentalną, a przede wszystkim organizacyjną. Donald Trump chce zlikwidować częściowo niepotrzebne wydatki: on jest biznesmenem.
To jest bardzo ważne. Stanów Zjednoczonych nie stać na utrzymanie swojego imperium: tak jak po drugiej wojnie światowej okazało się, że na mocarstwowość nie stać Wielką Brytanię. W Wielkiej Brytanii już przed II wojną światową było wiadomo, że budżet nie wystarcza na utrzymywanie Imperium Brytyjskiego, które przypomnę, było największym państwem świata, nad którym „nie za chodziło słońce”. Zaczął wygasać w czasie drugiej wojny światowej. Aż wygasło zupełnie.
Teraz Stany Zjednoczone likwidują część zbędnych wydatków. Najlepszym tego przykładem jest likwidacja wydatków na rozgłośnie, które jakimś trafem przeżyły swój czas o ponad 30 lat: Wolna Europa i Głos Ameryki. Rozgłośnie, które miały na celu walkę z komunizmem, przeżyły komunizm, tak jak sowietolodzy przeżyli państwo sowieckie. Zgódźmy się, to były zbędne wydatki, bo w dzisiejszych czasach nie miały one żadnego sensu.
Pytanie, czy one są aż tak duże i tak ważne, że trzeba z nich w pierwszej kolejności rezygnować.
To jest pakiet będący częścią większej całości.
To o co toczy się gra? Co jest tym głównym celem? Stwierdził Pan, że Trump próbuje w sposób cywilizowany zamknąć, zwinąć mocarstwo, ograniczyć hegemonię USA?
Oczywiście. To przecież Barack Obama zapowiadał między innymi, a za nim bardzo wielu Amerykanów, których wtedy nie chciano słuchać, że tak naprawdę interesy amerykańskie w Europie wygasają – pod warunkiem, że kontynent europejski nie prze kształci się w zjednoczonego konkurenta. To jest inny wątek, pewnie na inną rozmowę.
Jakie interesy Stany Zjednoczone mają w tej części Europy, jeżeli już nie są antyrosyjskie? Zastanówmy się na poważnie.
Po co komu wojska USA w Jasionce, jeżeli zmienił się podstawowy paradygmat Stanów Zjednoczonych? Możemy mieć obaj satysfakcję, że o tym wcześniej mówiliśmy. Ameryka wcale nie jest sfokusowana antyrosyjsko – wręcz odwrotnie.
Większość jej historii charakteryzowały bardzo lojalne relacje rosyjsko-amerykańskie. Cały XIX wiek był przecież strategiczną współpracą. II wojna światowa była kapitalnym przykładem współpracy USA z ZSRR, ale skończę ten wątek, żeby go nie przedłużać.
Proszę zobaczyć: sens polityki globalnej USA, polegał na tym, że jest liczona w setkach milionów klientów, korzystających z siły tego supermocarstwa. Jakby nie patrzeć w ten sposób supermocarstwa zużywają swoje środki. Doprowadziło to do sytuacji, że w którymś momencie supermocarstwo nie jest w stanie utrzymywać swojej misji.
Bycie supermocarstwem kosztuje bardzo drogo i jest to oględnie mówiąc misja nieopłacalna. Dopóki co pewien czas sięgnie do masowego rabunku, który częściowo zrekompensuje owe straty jest w stanie przetrwać. Ale te koszty są dużo większe niż korzyści.
I to jest cel Trumpa, który jest celem jak najbardziej biznesowym: to jest zbędne – do likwidacji. Na pewno nikt nie zna do końca planu likwidacyjnego. Potem historycy napiszą, że to co się stało było najważniejszym celem od samego początku.
Trump mówi wprost moim celem jest wzmocnienie Ameryki. To Ameryka ma być bogata, wysokie cła taryfowe mają sprawić, że Ameryka znów stanie się wielka.
To jest drugi wątek jego polityki, protekcjonizm, który zastanawiająco infantylnie krytykuje się w mediach.
Nasz świat naprawdę zapomniał o protekcjonizmie? Nie opowiadajmy sobie głupot. A czymże jest Unia Europejska jak nie przykładem superprotekcjonizmu regionalnego, otoczona jedno litą barierą celną, cłami, ograniczeniami przywozowymi, VATem na wejściu w całej Unii Europejskiej.
Przecież to jest czysty protekcjonizm, tylko przekraczający poziom jednego państwa. Czy „wspólny rynek” jest organizacją protekcjonistyczną? Tak. Czy skorzystała ona na amerykańskim protektoracie? Tak. Czy skorzystała, a więc wyparła amerykańskie towary? Oczywiście. Ja jeszcze pamiętam w sklepach amerykańskie towary. Kto dzisiaj znajdzie jakiś amerykański towar w polskim sklepie.
Fragment książki „Po co nam Unia? Świat na kursie kolizyjnym” autorstwa Witolda Modzelewskiego i Krzysztofa Ziemca, wyd. Zona Zero
Czytaj też:
Niektórym mistykom wydaje się, że „tak mają wszyscy”. Tak było z Wandą MalczewskąCzytaj też:
Dżihad i samozagłada Zachodu. Wielka przemiana EuropyCzytaj też:
To Polacy odkryli Syberię
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
