Dla władz sowieckich było to w pewnym sensie święte miejsce – chowano tu ludzi najbardziej zasłużonych dla Kremla, z Leninem na czele. I właśnie w tym miejscu, na Placu Czerwonym, tuż przed siedzibą najwyższych władz komunistycznych, 25 sierpnia 1968 r. sowieccy obywatele po raz pierwszy w historii wyszli protestować przeciwko działaniom rządu, a konkretnie agresji wojsk Układu Warszawskiego wobec Czechosłowacji.
Był to wyraz sprzeciwu wobec totalnego zakłamania, towarzyszącego inwazji. Przecież wbrew twierdzeniom propagandy społeczeństwo sowieckie nie było jednomyślne w sprawie tzw. pomocy internacjonalistycznej Czechom i Słowakom. Kim byli ci odważni ludzie? W jaki sposób udało się im w państwie totalitarnym urządzić manifestację?
Było ich ośmioro: Natalja Gorbaniewska (główna organizatorka protestu), Paweł Litwinow (pomysłodawca całej akcji), Larisa Bogoraz, Wadim Delone, Konstantin Babicki, Władimir Driemluga, Wiktor Fajnberg i Tatiana Bajewa. W oczekiwaniu na wyjazd z Kremla przymusowo ściągniętej do Moskwy czechosłowackiej delegacji, na czele z Aleksandrem Dubčekiem i Ludvíkiem Svobodą, rozwinęli plakaty z napisami: „Hańba okupantom”, „Ręce precz od CSRS”, „Za naszą i waszą wolność” i „Niech żyje wolna i niepodległa Czechosłowacja”. Ten ostatni był napisany w języku czeskim. Obecni na placu funkcjonariusze milicji i KGB początkowo stali w osłupieniu. Trudno im było wyobrazić sobie, że ktokolwiek może się odważyć na taki samobójczy czyn. Wkrótce jednak zareagowali. Pobili protestujących, wyrwali im plakaty, wrzucili do samochodów i wywieźli.
Przygotowania do tej niezwykłej demonstracji odbywały się w ścisłej tajemnicy, dlatego władze nie były w stanie jej zapobiec. Wiedzę na ten temat miało co najmniej 20 osób; informacje o demonstracji rozpowszechniano jedynie w ramach sprawdzonych kontaktów – między swoimi. Większość wtajemniczonych uważała, że udział w manifestacji może grozić poważnymi konsekwencjami: co najmniej kilkuletnią odsiadką. Wśród dysydentów pojawił się nawet specjalny termin: „samowsadzenie”.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
