Był to czas, kiedy – jak pisał Bohdan Urbankowski – nigdy „nie mieliśmy tylu bohaterów, ilu mieliśmy ich w czasach neoromantyzmu – w szeregach Organizacji Bojowej PPS…”.
W pierwszej połowie lat 90. XIX w. kilku socjalistów, w tym m.in. Tytus Filipowicz, znany przede wszystkim z tego, że towarzyszył Józefowi Piłsudskiemu w wyprawie do Japonii w roku 1904, zaczęło indoktrynować robotników Zagłębia Dąbrowskiego. „Oni to otrzymywali lub przewozili sami paczki bibuły – to jest odezwy i pisma, i nocną porą, najczęściej nad ranem, rozklejali je po murach kopalń, na słupach i rozrzucali na ścieżkach i drogach, którymi robotnicy szli do pracy” – pisał Sławomir Radek w swej pracy o rewolucji w Zagłębiu Dąbrowskim.
Gdy w 1904 r. przez Rosję przeszła rewolucja, nie ominęła ona również tej części Polski, która leżała w granicach carskiego imperium. W Zagłębiu istniały już struktury m.in. Polskiej Partii Socjalistycznej, której działacze pokazali, że w zniewolonej Polsce są i tacy, którzy walczą nie tylko o prawa socjalne dla robotników. W ten sposób – jak pisał Jan Rutkiewicz, jeden z twórców zagłębiowskiej organizacji – „idea walki klasy robotniczej o Królestwo Boże na ziemi” opromieniona została „dążeniem do niepodległości”.
Obskurne dziury
Józef Piłsudski świetnie znał Zagłębie Dąbrowskie, bywał tam wielokrotnie, tak samo jak jego przyszła żona, Aleksandra Szczerbińska. Przyszły Marszałek pisał, że ówczesne Dąbrowa Górnicza czy Sosnowiec rozwijają się i zaludniają „z iście amerykańską szybkością”, ale „pod względem policyjnym i kulturalnym” miasta te są zwykłymi najobskurniejszymi dziurami, które przypominały Dziki Zachód. Piłsudski oceniał, że „ani ulice, ani mieszkania, ani paszporty, ani dozór policyjny słowem, nic prawie nie jest uregulowane”. Jednym słowem, był to raj dla konspiratorów, gdyż carska żandarmeria niejednokrotnie nie potrafiła odnaleźć poszukiwanego osobnika czy jego mieszkania.
Tak było w przypadku zatrzymanego działacza PPS, który w tak zagmatwany sposób wytłumaczył funkcjonariuszom, gdzie mieszka, że nie potrafili oni odnaleźć jego kwatery. Ten czas wykorzystali towarzysze zatrzymanego, którzy całą „bibułę” znajdującą się w lokalu kolegi wynieśli na inną melinę. Gdy w końcu funkcjonariusze zlokalizowali mieszkanie zatrzymanego, nic w nim nie znaleźli w czasie przeszukania i byli zmuszeni wypuścić go na wolność.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
