Czarna legenda Radziwiłła. Jak Sienkiewicz skrzywdził magnata
  • Tomasz StańczykAutor:Tomasz Stańczyk

Czarna legenda Radziwiłła. Jak Sienkiewicz skrzywdził magnata

Dodano: 
Władysław Hańcza w roli Janusza Radziwiłła w filmie „Potop”.
Władysław Hańcza w roli Janusza Radziwiłła w filmie „Potop”. Źródło: Filmoteka Narodowa / Archiwum HDR
W „Potopie” został przedstawiony jako zdrajca. Radziwiłł działał jednak zgodnie z litewską racją stanu.

To był czarny dzień w życiu pana chorążego orszańskiego, Andrzeja Kmicica. Z ust Oleńki, o której sympatię i miłość gorąco zabiegał, usłyszał straszne słowa: „Precz... zdrajco!”. Za to, że stanął – kompletnie oszołomiony i związany przysięgą wierności – po stronie księcia Janusza Radziwiłła. Chwilę przedtem pod nogi wojewody wileńskiego i hetmana wielkiego litewskiego potoczyły się buławy jego pułkowników i „coraz więcej ust powtarzało straszliwy wyraz: Zdrajca!... Zdrajca”.

Scenę na zamku w Kiejdanach, gdzie Janusz Radziwiłł podpisał, wraz z innymi dostojnikami litewskimi, umowę ze Szwecją, Sienkiewicz przeniósł z października 1655 r. na sierpień, gdy sytuacja Rzeczypospolitej najechanej przez Karola X Gustawa nie wyglądała jeszcze tak źle jak parę miesięcy później. W ostatnich dniach poprzedniego miesiąca, 25 lipca, szlachta wielkopolska kapitulowała przed Szwedami pod Ujściem. Znacznie bardziej dramatyczna sytuacja była na ziemiach Wielkiego Księstwa Litewskiego. 8 sierpnia Rosjanie zajęli Wilno. Wojnę z carem Aleksym Michajłowiczem prowadził od 1654 r. hetman wielki litewski, 42-letni Janusz Radziwiłł.

Jego wojska pokonały pod Nową Wodą przednią straż armii rosyjskiej, „która dnia uprzedniego obficie obchodziła Dzień św. Jana snem zmożona, nie zachowała ostrożności”. Taka sytuacja zdarzyła się raz jeszcze. Pod Szkłowem 12 sierpnia 1654 r. Radziwiłł odniósł zwycięstwo. „O samym zmroku już uderzył X Janusz na czele całej swojej jazdy na nieprzyjaciela i z taką siłą, że wprawiwszy go w zamieszanie, gonił przez całą milę aż do obozu moskiewskiego, wielką moc trupa położywszy. Sam hetman nie szanował się i na czele hufców nacierał, kilka koni ubito pod nim; nareszcie późno już w noc powrócił do obozu, spędziwszy z placu tak znacznie liczniejszego nieprzyjaciela” – pisał biograf księcia Edward Kotłubaj. Ta bitwa wykrwawiła jednak wojska litewskie.

Później było gorzej. Pod Ciecierzynem wojska litewskie nie wytrzymały natarcia i poszły w rozsypkę, mimo że hetman starał się powstrzymać uciekających i byłby może zginął jak Czarniecki pod Cecorą, gdyby nie uratował go porucznik niemieckiej piechoty Greffenberg.

Wybór mniejszego zła

Poważna część Wielkiego Księstwa Litewskiego znalazła się pod brutalną okupacją rosyjską, a car przyjął tytuł wielkiego księcia. Z terenów Wielkiego Księstwa – jak pisał historyk Andrzej Sulima-Kamiński – wywożono do Rosji żołnierzy, szlachtę, nauczycieli, rzemieślników i kupców. Odbywały się przymusowe wcielenia do armii rosyjskiej, dziesiątki tysięcy chłopów darowano bojarom rosyjskim.

Janusz Radziwiłł na obrazie Daniela Schultza

„Zagarnięci w czasie tego najazdu intelektualiści i fachowi rzemieślnicy oraz specjaliści, osadzeni głównie w Moskwie, bardzo poważnie ułatwili Moskwie zbliżenie się do europejskiego Zachodu” – twierdzi prof. Kamiński.

Połączone unią z Koroną Wielkie Księstwo rozsypywało się, przestawało istnieć. Na pomoc Korony nie miało co liczyć. Jan Kazimierz wycofał zresztą posiłki koronne z Wielkiego Księstwa. Co gorsza, część chorągwi litewskich oświadczyła, że wobec barku zapłaty żołdu dłużej służyć nie będzie i wymówiła posłuszeństwo hetmanom.

W tych okolicznościach doszło do umowy części litewskich elit, z księciem Januszem Radziwiłłem na czele, ze Szwedami. Stało się to w Jaszwojniach 17 sierpnia 1655 r. „Nieuchronna potrzeba i konieczność nas zmusza; innego nie ma sposobu dla ocalenia państwa naszego [czyli Wielkiego Księstwa Litewskiego – przyp. T.S.] jak tylko przyłączyć się do jednej ze stron teraz przeciwko nam wojującym i powierzyć niej sprawy i fortuny nasze” – pisali panowie litewscy.

A sam Radziwiłł stwierdzał: „Nie o sławę, nie o Rzeczpospolitą, nie o wolność i majętność, ale o życie idzie. Z dwojga złego mniejsze zło wybierać musimy, z płaczem się pożegnawszy z ojczystą swobodą. […] pisaliśmy list, prosząc Szwedów o posiłki, ponieważ zwyczajnych ojczystych środków ratowania nie stawa – chroniąc się przed tyranią moskiewską, jako ze wszystkiego zła najgorszą”.

Warte są podkreślenia słowa księcia o tyranii rosyjskiej.

Umowa przewidywała związek Wielkiego Księstwa Litewskiego ze Szwecją, taki, jaki łączył je dotąd z Koroną, zapewniała wolność religii ze szczególnym uwzględnieniem rzymskokatolickiej (Radziwiłł, kalwin, dbał też o swoich współwyznawców w umowie z luterańskimi Szwedami) oraz pomoc szwedzką w odzyskaniu ziem okupowanych przez wojska cara rosyjskiego. Zaznaczono w niej, że wojskowe współdziałanie litewsko-szwedzkie nie może być wymierzone w króla polskiego i w Koronę.

Pochód Szwedów do Kiejdan. Obraz Józefa Brandta

W Sienkiewiczowskim opisie to właśnie odczytanie tego aktu tak wzburzyło większość szlachty zgromadzonej w radziwiłłowskim zamku w Kiejdanach. „Siwy jak gołąb pan Stankiewicz zabrał głos i począł błagać: Mości książę! Uszom własnym wierzyć nie chcemy! Na rany Chrystusa! Także to ma pójść wniwecz dzieło Władysławowe i Zygmunta Augusta? Zali można, zali godzi się braci odstępować, ojczyzny odstępować i z nieprzyjacielem unię zawierać?”.

Unia kiejdańska

Po układzie z Jaszwojń trwały wciąż rozmowy litewsko-szwedzkie, zakończone podpisaniem 20 października umowy (unii) kiejdańskiej, powtarzającej poprzednie ustalenia. Królowie szwedzcy mieli być wielkimi książętami litewskimi. Pod aktem kiejdańskim podpisało się prawie 1,2 tys. osób, w tym Janusz Radziwiłł, hetman polny Gosiewski, wojewoda wendeński Korff, kasztelan żmudzki Kierdej, pisarz wielki litewski Stankiewicz, biskup żmudzki Parczewski, kanonik Białłozor, w imieniu biskupa wileńskiego Tyszkiewicza.

„W sumie, występując jako odrębna jedność w ramach zunionizowanego państwa, tym razem litewsko-szwedzkiego, Wielkie Księstwo Litewskie nie miało i cienia suwerenności” – oceniał historyk Henryk Wisner, autor biografii Janusza Radziwiłła. Dodawał jednocześnie, że umowa była aktem czasu wojny, który obowiązywał w stanie wyższej konieczności. I wbrew literze układu i własnym zaręczeniom nie zaaprobowano wewnętrznie ani zmiany statusu Wielkiego Księstwa Litewskiego, ani kresu istnienia Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Artykuł został opublikowany w 9/2015 wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.