Wskazanie najlepszych dowódców z jednej z epok to trudne zadanie; zwykle łatwiej wybrać najgorszych, zwłaszcza gdy dobrze znamy z opracowań historycznych ich porażki. Zwycięstwo jest zawsze sumą osobistych talentów dowódcy i jego podwładnych – o ile umie ich właściwie wykorzystać – a także systemu i zasobów podmiotu politycznego, w którego imieniu prowadzi wojnę. Czy zatem lepszym wodzem był ten hetman, wódz czy generał, który wykorzystywał do zwycięstw przewagę liczebną, techniczną i materiałową, czy jednak ten, który z garścią żołnierzy skutecznie przeciwstawiał się przeważającej potędze, bijąc wroga pomysłowością taktyki i manewru?
Czy lepszym wodzem był gen. George Patton, który odnosił zwycięstwa dzięki amerykańskiej przewadze w sprzęcie wojskowym i zaopatrzeniu, czy może jednak feldmarszałek Gerd von Rundstedt, który nie mając takiej przewagi, odbudował jednak walący się front zachodni i rozbił aliancką operację „Market Garden”?
Podobnie jest z naszymi hetmanami. Powstały o nich tysiące laurek i w kółko powtarzanych frazesów o bitwach takich jak Kłuszyn, Kircholm czy Wiedeń. Dlatego napiszę o pięciu najlepszych to, co do tej pory nie pasowało ani do mitów o skrzydlatej husarii, ani do prób dekonstrukcji i wyrzucenia naszych zwycięstw ze zbiorowej pamięci Polaków.
Najpierw wyjaśnijmy jednak krótko, kim był w dawnej Rzeczypospolitej hetman. To postać szczególna, najwyższy dowódca wojskowy (po królu), mianowany przez władcę, najpierw na określony czas, potem, od 1580 r., dożywotnio, co zresztą stało się w następnych wiekach ogromnym problemem dla Rzeczypospolitej. Podlegały mu wszystkie wojska państwowe, których etat określał sejm (teoretycznie nie miał władzy nad gwardią królewską, oddziałami prywatnymi i powiatowymi, które jednak często również oddawano pod jego komendę). Od razu też instytucja ta została podzielona. Hetman wielki – koronny i litewski – był naczelnym wodzem całej administracji wojskowej. Natomiast polny odpowiadał za obronę kresów Rzeczypospolitej – Ukrainy i pogranicza Litwy i Moskwy.
5. Jan Tarnowski – hetman „czarownik”
To postać z czasów, kiedy dopiero formowała się staropolska sztuka wojenna. Jan Amor Tarnowski brał udział w prawie wszystkich najważniejszych bitwach początku stulecia. W 1512 r. bił się jako rotmistrz pod Wiśniowcem z Tatarami, dwa lata później pod Orszą. Jak podaje Marek Plewczyński, rycerstwo jednego z pięciu hufców ochotniczych wybrało go na dowódcę. W latach 1518–1520 podróżował po świecie, odwiedził Ziemię Świętą, Egipt, Grecję, Turcję, a w Portugalii pasowano go na rycerza. Być może wziął udział w wyprawie przeciwko Maurom. Stał się też członkiem Zakonu Rycerskiego Grobu Bożego w Jerozolimie. Po powrocie walczył w ostatniej wojnie z zakonem krzyżackim i brał udział w oblężeniu Królewca w 1520 r. Cztery lata później na polecenie hetmana Mikołaja Firleja rozbił wracających z wyprawy na Polskę Tatarów. Mimo braku doświadczenia w dowodzeniu dużymi grupami wojska w 1527 r. otrzymał nominację na hetmana wielkiego. Wyjechał wówczas na Podole i przeprowadził inspekcję zamków pogranicznych. Był zwolennikiem powołania silnej armii i jednym z polityków, którzy wymusili na sejmie uchwalenie podatku na zwiększenie obrony potocznej i wydanie ordynacji o werbowaniu wojsk zaciężnych na obronę Rusi Czerwonej i Podola.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

