Czmychający Bierut
  • Piotr SemkaAutor:Piotr Semka

Czmychający Bierut

Dodano: 
Wycieczka po Zatoce Gdańskiej (1946) na okręcie Marynarki Wojennej z udziałem prezydenta Bolesława Bieruta (drugi z lewej) z córką Aleksandrą (pierwsza z lewej)
Wycieczka po Zatoce Gdańskiej (1946) na okręcie Marynarki Wojennej z udziałem prezydenta Bolesława Bieruta (drugi z lewej) z córką Aleksandrą (pierwsza z lewej) Źródło: PAP
Namiestnik Stalina nie mógł darować młodzieży upokorzenia, które przeżył w Szczecinie podczas uroczystości państwowych

Osiemdziesiąt lat temu ma Wałach Chrobrego w Szczecinie Bolesław Bierut został zakrzyczany i musiał przerwać przemówienie wygłaszane na zlocie młodzieży „Trzymamy Straż nad Odrą”. Raz jeden w ciągu 12 lat swoich rządów Bierut mógł usłyszeć, co Polacy myślą o jego ekipie i jak bardzo popularny jest Stanisław Mikołajczyk – przywódca opozycji i lider Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Wypadki szczecińskie z kwietnia 1946 r., kiedy młodzi harcerze i członkowie Związku Młodzieży Wiejskiej „Wici” zademonstrowali swój sprzeciw komunizmowi, to temat praktycznie nieznany w Polsce. A przecież było to jedno z najwcześniejszych antykomunistycznych wystąpień młodych Polaków po drugiej wojnie światowej. Jak do niego doszło?

Wiosną 1946 r. Polska znajdowała się już od ponad półtora roku pod władzą ekipy Bolesława Bieruta, którą zainstalował Kreml. Ten sowiecki agent stanął na czele Krajowej Rady Narodowej, samozwańczego pseudoparlamentu, który z nadania Stalina był politycznym zapleczem najpierw PKWN, a potem Rządu Tymczasowego Rzeczypospolitej Polskiej. Tym ostatnim tworem kierował Edward Osóbka-Morawski, zastraszony przez komunistów socjalista o mętnej przeszłości okupacyjnej.

W czerwcu 1945 r. wielkie mocarstwa – Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Związek Sowiecki – zaangażowały się w ustalenie „kompromisowego” porozumienia pomiędzy komunistami Bieruta a siłami niepodległościowymi. Wynikiem tej rzekomej ugody, tak naprawdę wymuszonej na części polityków emigracyjnych z Londynu przez Winstona Churchilla i dyplomatów USA, miało być stworzenie Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej (TRJN). Brytyjczykom i Amerykanom zależało na tym, by pod tą szumną nazwą stworzyć pozór pluralistycznego gabinetu łączącego polskich komunistów z reprezentantami choćby część polityków Rządu RP w Londynie.

Zgodę na taki polityczny eksperyment wyraził premier polskiego rządu na uchodźstwie, ludowiec, Stanisław Mikołajczyk. Mimo obaw i potępienia ze strony sporej części polskiej emigracji uznał, że to jedyna szansa na „ratowanie, co się da”, nawet za cenę zgody na zabór przez Moskwę polskich województw wschodnich.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.