Po nagłej śmierci Mieszka II (w 44. roku życia) władzę w Polsce obejmuje jego jedyny syn i następca, 18-letni Kazimierz Karol, który urodził się ze związku małżeńskiego z Niemką Rychezą, pierwszą królową Polski. Rycheza pochodziła ze znakomitego rodu, była wnuczką byłego cesarza rzymskiego Ottona II i siostrzenicą jego syna, także cesarza, Ottona III. Zatem Kazimierz po kądzieli był księciem Rzeszy. Ale najważniejsze, że był jedynym żyjącym w kraju Piastowiczem, potomkiem panów przyrodzonych.
Niespodziewana śmierć przerwała mozolne odbudowywanie przez Mieszka II dziedzictwa jego ojca i dziada. Jak zauważa jeden z historyków, „Chrobry żył o kilka lat za długo, a jego syn – za krótko” (Urbański, 2005). Niech każdy we własnym zakresie pogdyba na ten temat. Jak bowiem trafnie zauważył Paweł Jasienica, „w publicystyce historycznej wprost niepodobna obejść się bez okrzyczanego »gdybania«, które jest ostatecznie jedynym sposobem budowania hipotez”.
Kazimierz Mnich
Choć już pierwszy kronikarz naszych dziejów, Gall Anonim, nazwał Kazimierza „odnowicielem Polski”, to jednak jeszcze w XIX-wiecznych opracowaniach jest on nazywany Kazimierzem Mnichem – ten przydomek przylgnął do niego na całe stulecia. Wielu historyków uważało bowiem, że został on przeznaczony przez ojca do życia zakonnego. Owszem, jako młody chłopiec został wysłany na nauki do któregoś z krakowskich klasztorów, ale zapewne dlatego, by nauczyć się czytać, pisać i poznać prawdy wiary niezbędne wówczas do sprawowania władzy. Rodzice byli starannie jak na owe czasy wykształceni, więc dobrze rozumieli potrzebę wyedukowania syna. Dlaczego więc wcześniejsi historycy wyciągnęli z tego wniosek, że następca polskiego tronu miał zostać duchownym? Nie oddaje się przecież na służbę bożą jedynego spadkobiercy...
Posłuchajmy zatem, co mieli do powiedzenia dwaj wybitni krakowscy historycy, pisząc pod koniec XIX stulecia teksty objaśniające do rysunków Jana Matejki ukazujących portrety polskich władców: „Małym chłopięciem, w dziesiątym roku życia, oddano go do klasztoru, było to niebawem po koronacji Mieszka, w samych początkach jego panowania, w r. 1026. Mieszko miał bowiem starszego syna Bolesława z dawniejszych jakiś związków, prawych czy nieprawych, które zerwać musiał w r. 1013 dla świętego małżeństwa z wnuczką cesarską. Bolesławowi zatem przeznaczając koronę, potomka krwi cesarskiej zamknął zawczasu w murach klasztornych”.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
