Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy od początku tego roku było nieczynne dla publiczności. Przygotowywano bowiem nową ekspozycję stałą i oraz jedną czasową. Uroczyste otwarcie miało miejsce 27 sierpnia. Dyrektor tej instytucji miał wówczas powiedzieć (korzystamy z informacji prasowych), że muzeum „staje się od teraz nowoczesną i rozpoznawalną w całym kraju instytucją kultury”. Nie było nam dane być na uroczystym otwarciu, pojechaliśmy zatem tydzień później. Może i lepiej, bo widzów było mało i teraz spokojnie, bez, jak można przypuszczać, tłumów zaproszonych gości, można było w spokoju cieszyć się tym, co zobaczyliśmy. Ostatnio byliśmy tam w ubiegłym roku, dokładnie 14 kwietnia, w rocznicę tysiąclecia Królestwa Polskiego. Wystawa owszem wtedy była, ale powiedzmy delikatnie – taka sobie. Obecnie jest już inaczej, nawet bardzo.
Wystawa stała
![]()
Nową wystawę stałą zatytułowano „Tajemnice początków Polski – Ostrów Lednicki”, bo jakże mogło być inaczej w tym właśnie miejscu, kolebce Polski. Zgromadzono na niej ok.1500 zabytków, które rozlokowano na powierzchni 1000 metrów kwadratowych.
Czytamy na stronie Muzeum: „Motywem przewodnim jest historia grodu na wyspie jeziora Lednica, wpleciona w szerszą opowieść o początkach Polski. Narracja ekspozycji poprowadzi zwiedzających przez najważniejsze zagadnienia związane z kształtowaniem się państwa. Poszczególne strefy opowiedzą między innymi o historii pierwszych Piastów, słowiańskich wierzeniach, rozwoju osadnictwa, architekturze kamiennej oraz życiu codziennym mieszkańców wczesnośredniowiecznej Wielkopolski”.
![]()
Co może zachwycić widza od razu? Przede wszystkim realistyczne ukazanie wielu postaci tamtych czasów. Słychać było nawet głosy, że tych figur ludzkich jest zbyt dużo. My natomiast uważamy, że to dobry pomysł, gdyż zabytków z Ostrowa Lednickiego sprzed tysiąca lat nie mamy i korzystamy tylko ze znalezisk archeologicznych. A ile czasu przeciętny turysta można podziwiać małe grzebienie, jeszcze mniejsze ozdoby, czy też włócznie i siekierki? Zatem ukazanie początków Polski przez pryzmat postaci to dobry marketingowo pomysł. Do tego od samego początku zwiedzania wystawy uczy.
![]()
Zwiedzanie zaczyna się opowieścią o czasach przedchrześcijańskich. Obejrzymy m.in., co ważne, figury półlegendarnych przodków Mieszka I wymienionych w "Kronice polskiej" przez Galla Anonima: Siemowita, Lestka i Siemomysła. Zaraz potem rzuca się w oczy sam Gall Anonim przy pulpicie piszący swoja kronikę. Są figury kamieniarzy i garncarzy przy pracy, kobiety tkające czy zajmujące się pracami domowymi. Miło, że możemy tych ludzi zobaczyć z bliska, zobaczyć jak wyglądali, ukazanych hiperrealistycznie wręcz.
![]()
Oczywiście, musieli się pojawić Mieszko I i Bolesław Chrobry. Twórcy wystawy zastosowali wydaje się jedynie słuszną metodę ukazania tych władców. Nikt nie wie przecież jak oni wyglądali. Zatem stworzono ich wizerunki biorąc wprost z "Pocztu" Jana Matejki i przez to stają się oni rozpoznawalni, bo znamy ich wygląd ze szkolnych podręczników (a jak już tego nie pamiętamy, to z naszych banknotów, którymi codziennie operujemy). Choć przyznać trzeba, że twarzy jednak nie udało się idealnie odtworzyć (albo nie chciano) tak jak Mistrz Jan je widział. Atrybuty natomiast są: u Mieszka I krzyż i miecz wzniesiony do góry, u Chrobrego w ręku włócznia św. Maurycego, którą otrzymał od cesarza Ottona III podczas zjazdu gnieźnieńskiego. Chrobry umieszczony został na koniu (u Matejki widzimy tylko mały fragment jego grzbietu). I słusznie, bowiem nasz pierwszy król większość życia spędził w siodle, walcząc o suwerenność swojego władztwa, ale także jego poszerzenie. Ukazany został pośród swoich wojów.
![]()
Wyjątkowym zabytkiem odkrytym na Ostrowie Lednickim jest relikwiarz Drzewa Krzyża Świętego, czyli "Stauroteka lednicka". Przypuszcza się, że być może był to dar ofiarowany w czasie chrztu Mieszka I, lub podczas zjazdu gnieźnieńskiego, czy też z okazji Koronacji Bolesława Chrobrego. To najstarsza stauroteka odnaleziona na ziemiach polskich.
Zaprezentowano tu także, oprócz tradycyjnych dla muzeów ekspozycji zabytków, również setki archeologicznych znalezisk, które dokumentują nasze dzieje sprzed tysiąca lat. Ukazano je w gablotach, ułożono na posadzce, czy raczej pod nią. To np. wyjęte belki z dna Jeziora Lednickiego. Dochodzą do tego nowoczesne rozwiązania multimedialne (na ścianach filmy), czy też interaktywne systemy informacyjne. Dla młodszych dobre rozwiązanie – mogą np. wirtualnie ubrać księżniczkę.
![]()
Nie jest celem tego tekstu omawianie wszystkich części ekspozycji, lecz tylko popularyzacja tego miejsca. O jednej ekspozycji jednak trochę szerzej tu wspomnimy. Przed rozpoczęciem zwiedzania organizatorzy ostrzegają, że jak ktoś z widzów jest wrażliwy na migające światła lub boi się szkieletów ludzkich, to powinien tej części unikać.
Zwróćmy zatem uwagę na owe "kościotrupy". W jednej gablocie ukazano szkielety dwóch kobiet, które zmarły w tym samym wieku, mając około 30 lat. Jedna z nich ma wzrost "normalny", 163 cm. Druga natomiast aż 216 cm. Zbadano, że wysoka kobieta zmarła na gigantyzm oraz akromegalię. Zobaczmy, że została pochowana inaczej, niż ta druga, niejako na boku, z podkurczoną nogą. Ponoć wynikało to z przesądów. Jakich? Tego już nie powiemy. Pokazujemy tutaj odwzorowaną jej postać – to ta przy pracy w żółtym ubraniu.
![]()
Zwróćmy także uwagę na architektów wykonujących swoje obowiązki. Jeden z nich, zapewne "szef", ma przypiętą do ubrania muszlę. To oryginalna muszla pielgrzymia, która jest znakiem pątnika pielgrzymującego do Santiago de Compostela w XIII i pocz. XIV w. Odnaleziona została w latach trzydziestych XX w. na cmentarzysku Ostrowa Lednickiego i uznawana jest za jeden z najcenniejszych tego typu zabytków na ziemiach polskich.
![]()
Informacja: zwiedzanie odbywa się o pełnych godzinach z przewodnikiem, ale można po tej "wycieczce" przejść się także samemu.
Wystawa czasowa
![]()
Zatytułowano ją „Córki czasu. Słowianki, Wielkopolanki, Europejki”. Ta niewielka ekspozycja ma być dostępna do 30 kwietnia 2027 roku, zatem jest dużo czasu na zapoznanie się z nią. Nie będziemy się o niej szerzej rozpisywać. Naszym celem była przede wszystkim nowa wystawa stała, powiedzmy wprost, ta najważniejsza, dla której tu przybyliśmy. Zacytujemy tylko fragment informacji prasowej o tej czasowej ekspozycji zaczerpniętej z serwisu PAP:
„To opowieść o historii Wielkopolski od czasów pierwszych Piastów po XX wiek, przedstawiona poprzez doświadczenia kobiet związanych z Wielkopolską: Świętosławy, błogosławionej Jolenty, zielarek z Gorzuchowa, Emilii Sczanieckiej, Heleny Modrzejewskiej, Marii Konopnickiej, Jadwigi z Działyńskich Zamoyskiej, Marii Dąbrowskiej oraz Wandy Błeńskiej. Narrację wystawy tworzą zabytki archeologiczne, dzieła sztuki, archiwalia, fotografie, przedmioty codziennego użytku, stroje historyczne, multimedia, a także – autorskie kompozycje zapachowe”. Są więc np. takie pojemniczki, można otworzyć i powąchać. Ciekawy pomysł.
![]()
Wspomnimy też, że znaleźliśmy perełkę na tej wystawie. To portret błogosławionej Jolenty, córki króla Węgier Belli IV, żony księcia wielkopolskiego Bolesława Pobożnego, który nas wzruszył. Przypomnijmy, księżna Jolenta (u nas Jolanta) była matką Piastówny, królowej Jadwigi kaliskiej, żony Władysława Łokietka, a także siostrą św. Kingi, żony księcia krakowskiego i sandomierskiego Bolesława V Wstydliwego.
Czytaj ponadto:
Czytaj też:
Chrobry kontra Niemcy: runda III Czytaj też:
Zapomniana polska wiktoria. Trzy razy silniejszy wróg pobity Czytaj też:
Miażdżące zwycięstwo Krzywoustego. Pokrzyżował plany niemieckiego cesarza
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
