Noc huńskiej okupacji na polskich ziemiach

Noc huńskiej okupacji na polskich ziemiach

Dodano: 
Attyla na obrazie Eugène'a Delacroix
Attyla na obrazie Eugène'a Delacroix Źródło: Wikimedia Commons
Polska jako państwo narodziła wraz z przyjęciem chrześcijaństwa, ale przecież wcześniej na polskich ziemiach także mieszkali ludzie. Nie wiemy o nich jednak zbyt wiele. Niektóre tajemnice odkrywa przed nami książka "Barbarica".

Prawdopodobnie między 400 a 405 rokiem Hunowie zainteresowali się terenami między Bugiem a Odrą. Przeszli przez wschodnią i południową Polskę, zapewne w swoim stylu rabując, gwałcąc i zabijając. Na ich szlaku znaleźli się Wandalowie, zamieszkujący w przybliżeniu Małopolskę i Śląsk.

Hunowie nad Wisłą

Przywódcy wandalskich plemion musieli podjąć dramatyczną decyzję. Co robić? Walczyć? Poddać się i liczyć na łaskę najeźdźców? A może uciekać? Wydaje się, że ostatnia opcja spotkała się z najszerszym odzewem. Z prac archeologów wyłania się obraz Małopolski, gdzie osadnictwo uległo rozrzedzeniu, i Śląska, skąd praktycznie wyniósł się, kto mógł.

Niniejszy tekst to fragment książki „Barbarica. Tysiąc lat zapomnianej historii ziem polskich”, której autorem jest Michael Morys-Twarowski. Wyd. Znak Horyzont.

Najważniejszym wandalskim plemieniem, które w tym czasie opuściło polskie ziemie, byli Silingowie. Zamieszkiwali oni tereny Dolnego Śląska, część językoznawców jest nawet zdania, że to od Silingów pochodzi nazwa „Śląsk”. Razem z innymi uchodźcami z Polski dołączyli do masy barbarzyńców, którzy tylko szukali okazji, by wedrzeć się do Cesarstwa Rzymskiego. Wśród nich ważną rolę odgrywali Wandalowie znad Cisy (potomkowie wandalskich Hasdingów, osiadłych tam w czasie wojen markomańskich). 31 grudnia 406 roku ta wielotysięczna chmara przekroczyła Ren, wdarła się do Galii i nie dała się już wyrzucić z Cesarstwa Rzymskiego.

Silingowie występują w źródłach jako jedno z czterech głównych plemion biorących udział w inwazji. Najeźdźcy przez prawie trzy lata plądrowali Galię, a jesienią 409 roku przeprawili się przez Pireneje do jeszcze niezniszczonej Hiszpanii. Tam chcieli zakończyć swoją wędrówkę, osiąść na stałe po kilkuletniej tułaczce. Aby uniknąć krwawych sporów, w 411 lub 412 roku barbarzyńskie ludy w drodze losowania podzieliły się Półwyspem Iberyjskim. Silingom przypadła prowincja Hispania Baetica, czyli południowa część, ze stolicą w Kordobie. Fredbal, król Silingów, na swoją siedzibę wybrał zapewne pałac cesarski, położony jakieś sześćset metrów za murami miasta (większość resztek tej budowli rozwalono w 1991 roku, by wznieść nowy dworzec kolejowy). Być może, odpoczywając w rzymskiej łaźni, rozmyślał o niezwykłych losach, które spod góry Ślęży przywiodły go na krańce Hiszpanii.

Michael Morys-Twarowski, Barbarica, wyd. Znak Horyzont

Jednak jego szczęście nie trwało długo. Rzym wprawdzie chylił się ku upadkowi, ale ciągle był Rzymem. Aby pozbyć się jednych barbarzyńców, wynajęto innych – konkretnie Wizygotów, którzy, szukając dla siebie miejsca w tych dziwnych czasach, również zabłąkali się na Półwysep Iberyjski. Ich pierwszym celem stali się Silingowie. W 416 roku pojmali podstępem króla Fredbala i odesłali go cesarzowi Honoriuszowi do Rawenny, a w 418 roku doszczętnie wytępili ten wandalski lud. Przypuszcza się, że nieliczni ocalali z pogromu Silingowie dołączyli do swoich pobratymców z plemienia Hasdingów. Ci Wandalowie – bo odtąd już pod tą nazwą funkcjonowali – zdobyli się na niezwykłe przedsięwzięcia. W 429 roku przekroczyli Cieśninę Gibraltarską, by stworzyć państwo w Afryce, co finalnie im się udało. W 431 roku zdobyli Hipponę (podczas wandalskiego oblężenia zmarł tamtejszy biskup, św. Augustyn), a w 455 roku wrócili się przez Morze Śródziemne do Italii i złupili Rzym. Niewykluczone, że wśród najstarszych wandalskich wojowników plądrujących Wieczne Miasto znaleźli się członkowie plemienia Silingów, którzy pół wieku wcześniej opuścili Śląsk.

Kolejny atak?

Prawdopodobnie między 435 a 438 rokiem Hunowie po raz kolejny ruszyli na polskie ziemie, być może pod wodzą samego króla Attyli. W tym czasie ich główne siedziby znajdowały się już nad Dunajem, więc przypuszczalnie zaatakowali od południa. Rekonstrukcja ich szlaku wygląda następująco: wchodzą przez Bramę Morawską, nawiedzają Śląsk, później tereny między Odrą a Łabą, by przejść przez Pomorze i dać się jeszcze we znaki mieszkańcom Podlasia. Wydaje się, że nad Bałtykiem nikt nie czekał spokojnie na Hunów.

Archeolog Magdalena Mączyńska pisze: „Ogólnie jednak całe Pomorze, Zachodnie, Środkowe i Gdańskie, począwszy od drugiego trzydziestolecia V wieku, jest już silnie wyludnione, a skarby solidów i złotych przedmiotów, ukrywanych najczęściej pod dużymi kamieniami, przemawiają za załamaniem się dotychczasowej sieci osadniczej”.

Najazd Hunów na Europę, V wiek

Możliwe, że gdzieś nad Wisłą opór najeźdźcom stawili miejscowi Goci, którzy w przeciwieństwie do współplemieńców nie wywędrowali do krain nad Morzem Czarnym czy nad Dunajem. Echo walk – ledwie słyszalne, ale zawsze – odbija się w anglosaskim poemacie Widsidh, pochodzącym z VII wieku. Wspomniani tam są Wulfher i Wyrmher, pewnie królowie lub wodzowie, w których krainie „bardzo często rozbrzmiewał szczęk broni, ponieważ wojska Gotów mieczami ostrymi musiały bronić koło lasów nadwiślańskich starych siedzib ojczystych przed ludźmi Attyli”.

Raczej nie udało im się obronić „lasów nadwiślańskich”, skoro w 448 albo 449 roku komes Romulus, wysłany przez cesarza zachodniorzymskiego do Attyli, twierdził, że „do wysp Oceanu sięga jego władza”. Pod pojęciem Oceanu starożytni rozumieli Bałtyk. Swoją drogą, to jedyny przekaz z V wieku na temat ziem polskich.

Co dalej?

Dawne osady na ziemiach polskich opuszczone przez emigrantów zarosły chwastami. Natura cierpliwie odzyskiwała tereny zagarnięte przez człowieka – po szczawiu i babce lancetowatej z czasem pojawiły się drzewa. Dorzecze Wisły i Odry wyludniło się, ale to nie znaczy, że kompletnie opustoszało. Na miejscu pozostali kuzyni i kuzynki tych, którzy poszli w świat, szukając lepszego życia w granicach imperium rzymskiego. Jak nazwać mieszkańców ziem polskich, gdy źródła milczą? Nasuwa się tylko jedno określenie: Wandalowie. Emigranci nie mieli monopolu na nazwy, nie mieli wyłączności na jej używanie i nie pozbawiali jej ziomków w starym kraju. Przykładów jest aż nadto. Z epoki średniowiecza można wskazać Bułgarów i Węgrów, którzy osiedlili się w Europie. Tymczasem daleko na wschodzie zostali ich rodacy – Węgrzy pod Uralem i Bułgarzy nad Wołgą.

Wandalowie przetrwali, jeżeli zawierzyć archeologom, głównie na Kujawach i w południowej Wielkopolsce. Sytuacja mogła wyglądać tak: wandalscy przywódcy ze środkowej Polski, w przeciwieństwie do pobratymców ze Śląska i Małopolski, nie chcą iść na tułaczkę po świecie, więc dogadują się z Hunami, zgadzają się płacić trybut i wspierają ich w walce z ludami mieszkającymi na Pomorzu. Jeden z bohaterów powieści „Kochaj bliźniego” Ericha Marii Remarque’a wyznaje: „Wie pan, co jest najstraszniejsze na świecie? Powiem panu w sekrecie: to, że w końcu wszystko staje się kwestią przyzwyczajenia”. Tak pewnie było z huńską okupacją. Mieszkańcy dorzecza Wisły i Odry przyzwyczaili się do pokrytych bliznami mężczyzn i ich kobiet z wydłużonymi czaszkami, którzy żądali danin z płodów ziemi, a czasami pewnie i daniny krwi.

W 453 roku Attyla, władca Hunów, postanowił wzbogacić swoją okazałą kolekcję żon o kolejną. Pijany jak bohater irlandzkiej powieści zasnął w czasie nocy poślubnej. Leżąc na wznak, doznał krwotoku z nosa i się udusił. Słudzy zmarłego władcy na znak żałoby cięli twarze. Jak to ujął gocki historyk Jordanes, „znakomitego wojownika opłakuje się nie łzami zawodzących kobiet, lecz krwią mężczyzn”. Po śmierci króla ciemiężone ludy postanowiły zrzucić jarzmo niewoli. Koniec huńskiego imperium najlepiej ilustrują losy trzech synów Attyli. Najstarszy, Ellak, zginął w 454 albo 455 roku nad rzeką Nedao (przypuszczalnie teren dzisiejszej Słowenii) w bitwie z Gepidami i innymi germańskimi plemionami. Drugi, Dengizek, marzył o zdobyciu Konstantynopola, jednak finalnie trafiła tam tylko jego głowa, którą pokazywano na znak zwycięstwa wojsk wschodniorzymskich. Trzeci, Ernak, pierzchnął na tereny dzisiejszej Rumunii i zniknął z horyzontu antycznych pisarzy.

Raczej żaden huński wojownik nie myślał już zbierać trybutów od ludów z dorzecza Wisły i Odry. Część dawnych żołnierzy Attyli wróciła na wschód, na dalekie stepy Azji. Kończyła się noc. Jak widać, każda epoka ma swój rok 1989.

*

W 463 roku, dekadę po śmierci Attyli, ze wschodu przywiało kolejnych koczowników. Wedle greckiego pisarza Priskosa przypominało to prawdziwe domino. Na jego końcu byli Saragurowie, Ugurowie i Onogurowie wypędzeni przez Sabirów, wcześniej Sabirowie zostali wypędzeni przez Awarów, Awarowie przez nadmorskie ludy, a nadmorskie ludy – przez dzikie potomstwo gryfów, które wyłoniło się z morza. Ta ostatnia informacja może nie być wiarygodna, ale sam mechanizm wypychania na zachód jednych koczowników przez drugich koreluje z danymi klimatycznymi.

Około 450 roku na dalekim stepie susze znowu dawały się we znaki i napędziły nową falę migrantów. Odczuły ją również polskie ziemie. W przeciwieństwie do poprzedniej sprzed pół wieku nie wykurzyła starych plemion, lecz sprowadziła nowe. W południowo-wschodniej Polsce zjawił się lud ze wschodu – jakby rozglądał się, czy miejsce to nada się do życia. Byli rolnikami, którym widać sprzykrzyło się sąsiedztwo koczowników. Mieszkali w niewielkich półziemiankach z piecem lub paleniskiem w jednym narożniku, a jedli z krzywych garnków (nie znali koła garncarskiego), co odróżnia ich od ludów wcześniej osiadłych w dorzeczu Wisły i Odry. Odróżniał ich jednak przede wszystkim język. Przybysze mówili bowiem po słowiańsku.

Niniejszy tekst to fragment książki „Barbarica. Tysiąc lat zapomnianej historii ziem polskich”, której autorem jest Michael Morys-Twarowski. Wyd. Znak Horyzont.

Lead oraz śródtytuły pochodzą od Redakcji. Z tekstu zostały usunięte przypisy.

Czytaj też:
Rzeź legionów w Lesie Teutoburskim. Dlaczego Rzym dał się zaskoczyć barbarzyńcom?
Czytaj też:
Bitwa pod Adrianopolem. Klęska Rzymu, śmierć cesarza na polu bitwy
Czytaj też:
Zagłada Konstantynopola

Źródło: DoRzeczy.pl / Wyd. Znak