Golgota japońskich chrześcijan

Golgota japońskich chrześcijan

Dodano: 

Tymczasem chłopi z pobliskich wysp Amakusa również powstali przeciwko rządzącemu nimi klanowi Terazawa. Próba zdobycia należących do tego rodu twierdz podobnie jak w Shimabarze zakończyła się jednak klęską. Wyspiarze widząc, że ich dajmio schował się za wyniosłymi murami, wsiedli do dziesiątków łodzi rybackich i przeprawili się na stały ląd, by dołączyć do wojsk Hieronima.

Bastion

Nastał styczeń roku 1638, a przed przywódcami powstania, kimkolwiek by oni byli, stanęło pytanie: Co robić dalej? Ich zwolennicy byli pełni zapału i dobrze uzbrojeni, bo zagarnęli wielką liczbę broni ze zdobytych wojskowych magazynów. Problem polegał na tym, że za bardzo nie było z kim wojować, bo siły dajmio schroniły się w murach swych zamków. Oczywiste było, że wieści o rebelii dotarły już do stolicy i wkrótce na rozkaz szoguna w kierunku Shimabary ruszy potężna armia. Trzeba było coś zrobić, tylko co? Ostatecznie Hieronim poprowadził swych zwolenników ku ruinom zamku Hara. Twierdza ta przez wiele lat była bastionem rodu Arima, ale po jego przesiedleniu podupadła, została opuszczona, aż w końcu zamieniła się w ruinę. Zgromadzone w niej tysiące chrześcijańskich powstańców wzięły się jednak raźno do roboty, naprawiły mury, usypały wały i schroniły się w ich obrębie, by czekać na nadejście przeciwnika. Tym sposobem rewolucjoniści sami zamknęli się w miejscu, które było śmiertelną pułapką bez dróg ucieczki. Hieronim poważnie traktował wizję męczeńskiej śmierci, którą roztoczył przed swymi wyznawcami.

Siły rządowe nie zamierzały pozwolić chrześcijanom długo czekać na męczeństwo. Wkrótce pod zamkiem pojawiła się armia dowodzona przez Itakura Shigemasę. Wojsko to składało się głównie z młodych samurajów, którzy mieli zbyt mało lat, by pamiętać okres wojen domowych. Początkowo wojownicy, podobnie jak niedawno dajmio Shimabary, byli przekonani, że mają do czynienia z ruchawką rolników, którą łatwo będzie spacyfikować. Zażarta obrona, z jaką musieli się zmierzyć w trakcie nieudanego szturmu, pozbawiła ich tego złudzenia.

Niedługo potem w okolicę zamku Hara zaczęły nadciągać kolejne oddziały. Itakura, który wiedział doskonale, że nie mogąc zająć fortecy, zyskał sobie opinię nieudacznika, postanowił nie czekać na odbierający mu dowództwo rozkaz z Edo, lecz zdobyć zamek szybkim atakiem. Rankiem w Dzień św. Walentego 1638 r. powiódł swe siły do szturmu. Udało mu się dotrzeć pod deszczem pocisków, kamieni, wrzącego oleju i wody pod sam mur, po czym padł przeszyty kulą wystrzeloną z muszkietu.

Śmierć Itakury nie zakończyła jednak oblężenia. Do obozu oblegających przybywały wciąż nowe posiłki (łącznie przewinąć miało się przez niego 125 tys. ludzi), a walki trwały aż do połowy kwietnia. W tym czasie siły rządowe mordowały wszystkich mieszkańców półwyspu, których podejrzewano o wspieranie rebeliantów (wystarczyło nie mieć w domu garnków, by zostać oskarżonym o to, że oddało się je buntownikom), i na wszelkie sposoby próbowały dostać się w obręb zamkowych murów. Celowali w tym zwłaszcza samuraje z rodu Hosokawa, którzy najpierw zrobili wykop pod fortyfikacjami powstańców, a następnie zdetonowali w nim ładunek wybuchowy (jedynym efektem eksplozji były huk i dym). Potem wykopali tunel, którym zakradli się do twierdzy wroga. Szli jednak niedostatecznie cicho, gdyż usłyszeli ich obrońcy i wylali im na głowy strumień fekaliów, co wystarczyło, by skutecznie przegonić samurajów. Innym pomysłem dowództwa było sprowadzenie holenderskiego statku, z którego niderlandzcy marynarze ostrzelali zamek. Dzięki swemu dogodnemu położeniu forteca nie ucierpiała jednak zbytnio od bombardowania, za to jeden obsługujący armatę Holender wyleciał wraz z działem w powietrze.

Golgota na zamku Hara

Tymczasem ludziom Hieronima powoli zaczynały kończyć się żywność i proch. Z dnia na dzień wizja oczekiwanego przez nich męczeństwa stawała się coraz wyraźniejsza. Nie wszystkim jednak spieszyło się do chrześcijańskich niebios. Znany nam już Yamada Emonsaku nawiązał kontakt z oblegającymi i w zamian za amnestię zgodził się zdradzić powstańców i wydać zamek w ręce sił rządowych. Spisek jednak wykryto, a zdrajcę uwięziono. Nie zmieniało to jednak faktu, że sytuacja oblężonych była tragiczna. Gdy nastał kwiecień, wartownicy na murach pełnili swą służbę na leżąco, gdyż z głodu nie byli w stanie ustać na nogach.

11 kwietnia ruszył szturm ostateczny. Obrona padła i rozpoczęła się krwawa rzeź. Rozwścieczeni długim oporem oblężonych samuraje ścinali każdego, kto wpadł im w ręce, po czym zanosili głowy swoim dowódcom. W pewnym momencie pojawiły się problemy z przestrzenią magazynową na te upiorne trofea, więc oficerowie nakazali swym żołnierzom ograniczyć się do obcinania nosów zabitym wrogom. Sprzyjało to nadużyciom – pewnego samuraja złapano, gdy odrzynał nos poległemu koledze.

Zamek Hara płonął, a masakra trwała dalej. Zdobywcy nigdzie jednak nie mogli znaleźć Hieronima. W końcu pewien niezbyt wysoki rangą samuraj natknął się na rannego młodzieńca, którego zgładził. Gdy zaniósł jego głowę swemu dowódcy, rozpoznano w niej oblicze przywódcy buntu.

Po upadku fortecy chrześcijan wymordowano prawie wszystkich znalezionych w jej wnętrzu ludzi. Przeżyli jedynie zdrajca Yamada i garść jego podwładnych, których zwycięzcy uwolnili z aresztu. Jeszcze długo po 11 kwietnia trwały masakry ludności Shimabary, szogun chciał mieć pewność, że zryw jej mieszkańców był ostatnim gestem nieposłuszeństwa wobec jego woli.

Kiedy ognie trawiące zamek Hara wygasły, ciała pomordowanych porzucono na pobliskich polach. Ich szkielety spoczywały tam aż do XVIII w., kiedy zostały pogrzebane przez rolników. W wyniku powstania półwysep opustoszał i na miejsce wybitej ludności trzeba było sprowadzić nowych mieszkańców z innych części Japonii. Rząd w Edo poczynił kroki, by jeszcze bardziej odizolować kraj od reszty świata. Obecność obcokrajowców ograniczono do małej sztucznej wysepki Dejima koło Nagasaki, a po całym kraju rozjechali się buddyjscy inkwizytorzy ścigający katolików. Mimo fali prześladowań chrześcijaństwo, które przeszło do głębokiej konspiracji, jednak przetrwało. Gdy w roku 1865 w Japonii pojawili się francuscy księża, pewnego dnia do drzwi jednego z ich kościołów zapukała grupa kultywujących od pokoleń swą wiarę w ukryciu chrześcijan, którzy poprosili, by pokazać im figurę Matki Boskiej, do której chcieli się pomodlić.

Artykuł został opublikowany w 11/2018 wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.