Do spacerów nie zachęcała mroźna pogoda i obecność żołnierzy sowieckich, którzy wałęsali się po mieście. Około godziny 14 na gnieźnieński Rynek wjechały dwa sowieckie czołgi i zaczęły strzelać do odległej o 200 metrów Katedry, która stanęła w płomieniach. Nieliczni mieszkańcy przybiegli, aby ratować bezcenne zabytki ruchome i gasić pożar. Jednak żołnierze sowieccy utrudniali te działania do czasu, aż ogień rozprzestrzenił się na całą budowlę. Świadkowie wspominali o rozpaczy gnieźnian, którzy płakali, śpiewali pieśni religijne i bezsilnie obserwowali, jak zniszczeniu ulega Bazylika Prymasowska.
Dzisiaj wiemy, że akcja wojsk sowieckich była starannie zaplanowana i stanowiła świadomy akt przemocy mający przerazić Polaków i zdusić w zarodku wszelkie próby oporu wobec instalowanej przez Stalina władzy sowieckiej nad Polską. Rosjanie wiedzieli, jak ważna dla polskiego ducha jest religia katolicka. Nie zapomnieli przecież, jak wielką rolę odgrywał Kościół w utrzymaniu polskości w XIX wieku. Nie zapomnieli powstań narodowych, ani tym bardziej upokarzającej dla nich klęski w bitwie warszawskiej 1920 roku, która przesądziła o naszym zwycięstwie w wojnie polsko – bolszewickiej. Wiedzieli, że wielu Polaków klęskę armii czerwonej przypisuje interwencji Opatrzności nazywając warszawską wiktorię "cudem nad Wisłą". Stąd uderzenie w serce polskiego katolicyzmu było rodzajem zemsty za powstrzymanie czerwonego marszu na zachód. Zemsty, której ofiarami stali się również polscy oficerowie zamordowani w Katyniu.
Analogia do zbrodni katyńskiej jest jeszcze jedna. Kłamstwo na temat sprawców. Kłamstwo katyńskie – będące fundamentem istnienia PRL – upadło wraz z końcem tego tworu, natomiast kłamstwo na temat spalenia gnieźnieńskiej Katedry przetrwało PRL i było utrwalane przez 20 lat istnienia III Rzeczypospolitej!
Dzieje tego kłamstwa, jego modyfikacje, ukazują mechanizmy władzy Związku Sowieckiego nad podbitymi państwami Europy. Kierunek narracji wskazali sowieci. Kilka dni po tym dramatycznym wydarzeniu polskojęzyczna agitka I Frontu Białoruskiego pt."Wolność" podała, że Katedrę zniszczyli Niemcy. Teza absurdalna dla ówczesnych mieszkańców Gniezna, którzy widzieli lub słyszeli jaki był prawdziwy przebieg zdarzeń, była jednak wskazówką dla polskich komunistów. Mieli pilnować, aby nikt nie ośmielił się mówić – a tym bardziej pisać – prawdy.
Szerzenie kłamstwa miało być swego rodzaju współudziałem w zbrodniczym czynie i tym silniej wiązać rodzimych komunistów z ich moskiewskimi mocodawcami. Sowieci zresztą postarali się nadać tezie wykluczającej ich sprawstwo pewien walor prawdy. Już w dniu, kiedy Katedrę podpalili przygotowali swego rodzaju inscenizację. Gnieźnieńscy świadkowie wspominali, że bezpośrednio przed salwami z armat czołgów T-34, żołnierze sowieccy zaczęli strzelać z broni maszynowej w kierunku Świątyni, co na obserwatorach miało zrobić wrażenie, że rozpoczęły się jakieś walki. Jednak początkowo nawet propaganda polskich komunistów nie powtarzała rosyjskiej tezy o tym, że zrobili to Niemcy. Pamięć była zbyt świeża. Dlatego większość autorów piszących o Gnieźnie w latach 40-tych i 50-tych przestała wspominać o spaleniu Katedry. Inni swoje opisy wydarzeń 1945 r. w Gnieźnie konstruowali tak, że prezentowali w jednym zdaniu informacje o profanacji Katedry przez Niemców i jej przekształceniu w salę koncertową, by w zdaniu kolejnym stwierdzić, że została spalona. Nie wspominano, kto tego dokonał, aby czytelnik odniósł wrażenie, że uczynili to Niemcy.
Inny rodzaj kłamliwej narracji – który z czasem stał się obowiązującą linią propagandy – mówił, że Katedra została zniszczona w wyniku działań wojennych. "Bohaterska" armia czerwona "wyzwalając" Gniezno była "zmuszona" unieszkodliwić "gniazdo karabinów maszynowych" lub "niemiecki punkt obserwacyjny" umiejscowiony na wieżach świątyni. Aby ta narracja miała sens należało przenieść datę spalenia Katedry z 23 stycznia – kiedy żadnych walk z Niemcami już nie było – na 21 stycznia 1945 r., bo wtedy krasnoarmiejcy wkroczyli do Gniezna i zlikwidowali niewielkie ogniska niemieckiego oporu. To kolejna analogia do kłamstwa katyńskiego – tylko tam datę zbrodni przesunięto z 1940 na rok 1941 rok. Autorem tego ordynarnego kłamstwa był prof. Jerzy Wisłocki, który napisał jeden z rozdziałów wydanej w 1965 r. monografii "Dzieje Gniezna" pod redakcją pochodzącego z Pierwszej Stolicy prof. Jerzego Topolskiego. Kolejni autorzy publikacji o Gnieźnie szli tym tropem, "ubarwiając" niekiedy swoje elukubracje w "barwne" opisy przebiegu "walk o wyzwolenie miasta" – oczywiście całkowicie zmyślone. Upadek PRL-u nic w tej sprawie nie zmienił. Kolejni autorzy już w III RP powtarzali komunistyczne brednie lub – w najlepszym razie – nie wskazywali sprawców spalenia Katedry. Czynili tak nawet księża piszący przewodniki po Bazylice Prymasowskiej. Milczeli również historycy zajmujący się historią najnowszą na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Wpływy prof. Topolskiego, jego uczniów i kolegów, przeważały nad naturalną – wydawałoby się – pasją badawczą i chęcią poznania prawdy o tym dramatycznym i symbolicznym wydarzeniu w dziejach Polski.
Czym nie chcieli – lub nie mogli – zajmować się historycy ze stopniami i tytułami naukowymi, tym zajęli się lokalni pasjonaci historii. Jednym z pierwszych był Tadeusz Panowicz, który w 1995 r. odważył się opublikować w tygodniku "Kulisy Gnieźnieńskie" artykuły wskazujące jednoznacznie, że sprawcami celowego podpalenia Katedry byli Rosjanie. Niestety nie wpłynęły one na publikacje innych autorów, którzy w dalszym ciągu spalenie Katedry w 1945 r. przemilczali lub powielali zakorzenione w świadomości społecznej kłamstwa na ten temat. W dalszym ciągu również władze miasta i wszystkie istniejące wtedy siły polityczne hucznie obchodziły 21 stycznia kolejne rocznice "wyzwolenia Gniezna przez wojska radzieckie". Pierwszą formacją polityczną, która odmówiła udziału w tych smutnych spektaklach na cześć sowietów było Prawo i Sprawiedliwość. Do ogłoszonego przeze mnie w 2002 r. na łamach "Głosu Wielkopolskiego" bojkotu rocznicy "wyzwolenia" przyłączyli się jednak nieliczni. A za wskazanie, że Katedrę spalili Rosjanie spadła na mnie krytyka rzekomo "oburzonych" czytelników. Trzeba było wielu lat wysiłków, aby prawda o styczniowych wydarzeniach roku 1945 przebiła się do świadomości gnieźnian.
Dwa ważne kroki w tym kierunku zostały zrobione w 2006 r. Pierwszym była zorganizowana przeze mnie – przy wsparciu Roberta Gawła, ówczesnego przewodniczącego Rady Miasta Gniezna i późniejszego senatora – konferencja naukowa pt. "21 stycznia 1945 – wyzwolenie, czy początek nowej okupacji?" z udziałem wybitnego historyka prof. Pawła Wieczorkiewicza, który przedstawił proces instalowania przez Moskwę władzy sowieckiej na terenach opanowanych przez armię czerwoną. Kiedy kilka tygodni wcześniej rozmawiałem z panem profesorem prosząc go o wygłoszenie wykładu, usłyszałem od niego znamienne słowa: "Zajmuję się tymi kwestiami, ale o spaleniu Katedry przez sowietów nie słyszałem. Chętnie przyjadę". Po konferencji był bardzo zadowolony, że tak wielu mieszkańców w niej uczestniczyło i ubolewał, że Putin zamknął archiwa rosyjskie przed polskimi historykami. Był bowiem przekonany, że na pewno zachował się tam rozkaz spalenia Katedry. Ograniczony dostęp do tych archiwów był w latach 90., ale tego "okienka" nie wykorzystano.
W 1995 roku ówczesny prokurator generalny W. Cimoszewicz zupełnie zlekceważył petycję o ściganie winnych podpalenia Katedry. Drugi krok w dochodzeniu prawdy miał miejsce trzy dni po wspomnianej konferencji. 23 stycznia odbyła się projekcja filmu "Spalenie Katedry" autorstwa znanego gnieźnieńskiego dokumentalisty Bogumiła Bieleckiego, który zebrał liczne relacje świadków, którzy przedstawiali prawdziwy przebieg wydarzeń i jednoznacznie wskazywali na Rosjan, jako sprawców spalenia Bazyliki Prymasowskiej. Gnieźnieńscy postkomuniści jednak nie dawali za wygraną. W dyskusji, która rozpoczęła się po prezentacji filmu twardo bronili tezy, że Katedra spłonęła na skutek rzekomych walk, które toczyła armia czerwona o "wyzwolenie" Gniezna. Licznie zgromadzeni mieszkańcy miasta zwrócili szczególną uwagę na "relację" rzekomego "świadka" tych "walk", który wtedy miał dziewięć lat i opowiadał, jak "biegł obok Katedry w trakcie strzelaniny i brodził po kostki w łuskach po nabojach z niemieckich karabinów maszynowych ostrzeliwujących miasto z wież kościoła".
Bogumił Bielecki kontynuował zbieranie relacji na temat spalenia Katedry, czego owocem były kolejne filmy: "Ratowanie Katedry" i "Odbudowa Katedry". Filmy ważne, ponieważ dzisiaj świadkowie tych wydarzeń w większości już nie żyją. Nie zniechęciły one jednak wielu miejscowych notabli od świętowania kolejnych rocznic "wyzwolenia Gniezna".
Prawdziwy przełom nastąpił w 2010 r. I pomógł w tym przypadek. Znany w Gnieźnie pasjonat historii Wojciech Śmielecki odnalazł ukryte w specjalnej skrytce dwie klisze zdjęć wykonanych przez swojego ojca Juliana. Był to prawdziwy "game changer", ponieważ na około 60 klatkach zdjęć wykonanych z balkonu kamienicy znajdującej się przy Rynku uwiecznił minuta po minucie, co działo się 23 stycznia 1945 r. w Gnieźnie. Na kolejnych klatkach widzimy m.in. wjazd sowieckich czołgów na Rynek, moment jednego ze strzałów z widocznym dymem z lufy i kolejne fazy pożaru Katedry. Co istotne, obok strzelających czołgów widzimy wyprostowane sylwetki kilkudziesięciu stojących na Rynku osób, co ostatecznie podważyło powtarzane przez lata kłamstwo o Niemcach ostrzeliwujących miasto z wież Katedry. Kto spokojnie stałby naprzeciw strzelającego z odległości 200 m karabinu maszynowego?...
Wysiłek zebrania ustaleń dotyczących prawdy o zbrodniczej akcji sowietów oraz dzieje kłamstwa i walki o prawdę przedstawili Bogumił Bielecki, Marek Szczepaniak i Wojciech Śmielecki w wydanej w 2015 r. monografii "Podpalenie Katedry gnieźnieńskiej w 1945 roku", Ustalenia tych autorów wykorzystał dr hab. Tadeusz Janicki, autor rozdziału pt. "Gniezno podczas II wojny światowej" zawartego w monografii "Dzieje Gniezna. Pierwszej Stolicy Polski" pod redakcją prof. Józefa Dobosza. Publikacja ta wydana z okazji 1050 rocznicy chrztu Polski była swego rodzaju rehabilitacją poznańskiego środowiska naukowego, naprawiając szkody w pamięci historycznej wywołane wydanymi 50 lat wcześniej "Dziejami Gniezna" pod redakcją prof. Topolskiego.
Wieloletnia walka o prawdę historyczną prowadzona przez małe grono pasjonatów historii zakończyła się sukcesem. Symbolicznym aktem była zmiana nazwy "Placu 21 stycznia", który miał upamiętniać "wyzwolenie" Gniezna przez armię czerwoną. Na mój wniosek od 3 lutego 2018 r. decyzją wojewody Zbigniewa Hoffmanna nosi nazwę "Plac Józefa Piłsudskiego". Natomiast w styczniu 2023 roku gnieźnieńska lewica ogłosiła zakończenie celebracji kolejnych rocznic "wyzwolenia" Gniezna. Oficjalnie ze względu na agresję Rosji na Ukrainę, a faktycznie dlatego, że poza niedobitkami miłośników armii czerwonej spod znaku Lewicy gnieźnianie w ostatnich latach zupełnie je ignorowali.
Ostatnim – jak do tej pory – akcentem walki o prawdę były zorganizowane z mojej inicjatywy uroczystości upamiętniające 80. rocznicę spalenia Katedry. 23 stycznia 2025 r. w pięknie odrestaurowanej Bazylice Prymasowskiej odprawiona została msza święta w intencji osób, które ją ratowały i odbudowywały. Następnie odbyła się konferencja naukowa, którą prowadził ks. dr Michał Sołomeniuk – dyrektor Archiwum Archidiecezjalnego, a współorganizatorami były: Instytut Pamięci Narodowej oraz Centrum Edukacyjno-Formacyjne Archidiecezji Gnieźnieńskiej. Blisko 250 mieszkańców Gniezna miało okazję zobaczyć film dokumentalny "Podpalenie Katedry Gnieźnieńskiej" w reżyserii Piotra Robakowskiego, a następnie wysłuchać ciekawych wykładów dr. Marka Szczepaniaka i Tomasza Cieślaka – pracownika IPN. Warto przytoczyć słowa zastępcy prezesa IPN dr Mateusza Szpytmy, który otwierając konferencję powiedział: „Musimy sobie dziś odpowiedzieć na pytanie, czy chcemy, aby ci, którzy doprowadzili do tego zniszczenia nadal byli na cokołach. Instytut Pamięci Narodowej, zwłaszcza pod kierownictwem prezesa dr. Karola Nawrockiego, stara się żeby ci, którzy mordowali, niszczyli nasze dziedzictwo, nie byli już nigdy tymi, przed których pomnikami schyla się głowę. Mamy prawdziwych bohaterów, którym powinniśmy oddawać cześć”. Warto też zwrócić uwagę, że pierwszy raz nikt z zebranych mieszkańców miasta nie kwestionował odpowiedzialności Rosjan za spalenie Katedry...
W Gnieźnie praca została wykonana. Teraz czas na to, aby prawdę o dramatycznych wydarzeniach, które miały miejsce w Pierwszej Stolicy 80 lat temu poznała cała Polska. Czas, aby każdy Polak myśląc sowietyzacja, miał przed oczami spaloną przez sowietów gnieźnieńską Katedrę – symbol polskości i wiary, sanktuarium Św. Wojciecha – patrona Polski, siedzibę prymasów, miejsce 5 koronacji królewskich, w tym tej najważniejszej z 1025 r. Zniszczenie Katedry dla sowietów miało być symbolem zniewolenia Polski. Odbudowana – dumnie góruje nad Gnieznem i nad całą Ojczyzną, jako symbol nieujarzmionego ducha naszego Narodu. Pamiętajmy o tym!
Autor jest posłem Prawa i Sprawiedliwości
