Bitwa pod Batohem rozegrała się w dniach 1-2 czerwca 1652 roku. W jej trakcie, a potem przez kolejne dwa dni, w czasie trwającej z rozkazu Chmielnickiego masakry, zginęło 8,5 tysięcy Polaków. Batoh bywa przez to określany „sarmackim Katyniem”.
Trudne zadanie dla polskich wojsk
Zwycięskiej dla Rzeczypospolitej bitwy pod Beresteczkiem (28 czerwca – 10 lipca 1651) nie zdołano należycie wykorzystać, m.in. z winy szlachty, która była zaniepokojona wystąpieniami chłopskimi wewnątrz kraju (największe z nich, pod wodzą Aleksandra Kostki-Napierskiego, było dywersją na rzecz Chmielnickiego; stłumione zostało przez wojska biskupa krakowskiego). Po walkach pod Beresteczkiem szlachta wróciła więc do domu. Do Warszawy wrócił także król. Na ziemiach pozostałe wojsko koronne, z obydwoma hetmanami na czele. Wojska pod ich wodzą skierowało się w głąb ziem ukrainnych. Już we wrześniu wojsko polskie napotkało odnowione wojska Kozaków. Doszło do bitwy pod Białą Cerkwią, po której zawarto ugodę, w której zapisano ograniczenie liczby Kozaków rejestrowych do 20 tysięcy osób oraz nakazano przebywanie im tylko na terenie województwa kijowskiego.
Żadna ze stron nie była w pełni zadowolona z ugody, lecz dużo gorszy był to układ dla Chmielnickiego. Od początku zastanawiał się on, jak zerwać umowę. Okazja szybko się nadarzyła. Już w pierwszej połowie 1652 roku Chmielnicki postanowił bowiem, wbrew ugodzie, ruszyć z Kozakami do Mołdawii, chcąc oderwać mołdawskiego hospodara Bazylego Lupula od sojuszu z Rzecząpospolitą. Hetman kozacki wymyślił, że przypieczętuje ten sojusz małżeństwem swojego syna Tymoszki z córka hospodara, Rozandą.
Zagrodzić drogę Chmielnickiemu miał hetman polny Marcin Kalinowski, który w maju 1652 roku ogłosił koncentrację polskich wojsk w celu powstrzymania pochodu Kozaków. Miejscem zgrupowania było uroczysko Batoh, niedaleko rzeki Boh. Wszystko wskazuje, że Polacy traktowali to miejsce tylko jako punkt zborny i w żadnym razie nie zamierzali tu toczyć bitwy. Ponadto nie wiedzieli najpewniej, jaka liczba Kozaków idzie z Chmielnickim, ani o tym, że towarzyszą im Tatarzy.
Bitwa pod Batohem
Polacy popełnili pod Batohem wiele błędów: nie umocnili obozu, wystawili za mało straży. Ponadto, niepopularność hetmana Marcina Kalinowskiego sprawiła, że nie wszyscy żołnierze stawili się w ogóle na jego wezwanie (powodem były też zaległości w wypłacę żołdu). Ukraińcy dobrze wykorzystali słabe przygotowanie przeciwnika. 1 czerwca 1652 roku pojawili się w okolicy Batohu i przekroczyli bród na rzece, okrążając polskie wojska.
Doszło do pierwszych walk. Początkowo Polacy radzili sobie nieźle z przeważającą siłą wroga, choć wciąż nie znali ich liczebności. Dobra passa trwała krótko, wróg atakował bowiem z kilku stron. Argumenty, aby zmniejszyć obóz, okopać się o korzystać raczej z artylerii były odrzucane przez Kalinowskiego, który odmówił też wydostania większości wojsk z zasadzki i sprowadzenia odsieczy (np. z Kamieńca), chcąc bronić obozu za wszelką cenę.
2 czerwca doszło do buntu części polskich wojsk. Kalinowski chciał zaprowadzić porządek, każąc regimentowi cudzoziemskiemu otworzyć do nich ogień. Zamieszanie w polskim obozie od razu wykorzystał wróg, przystępując do szturmu. Kalinowski został ranny, a niedługo potem zginął próbując wydostać z rąk Kozaków swego syna. Dowodzenie przejął Michał Sobieski, brat przyszłego króla Jana III Sobieskiego, ale bitwa była już właściwie przegrana. Kozacy i Tatarzy zaczęli zabierać swych rannych i zabitych oraz gromadzić polskich jeńców.
Masakra jeńców
3 czerwca 1652 roku Bohdan Chmielnicki najpierw wykupił od Tatarów, a potem rozkazał wymordować wszystkich jeńców pojmanych w bitwie pod Botohem. Przez dwa dni Kozacy oraz Tatarzy zabili około 3500 jeńców. Łącznie w bitwie oraz w masakrze, do której doszło po jej zakończeniu, zginęło około 8000 polskich żołnierzy. Wśród zabitych było wielu dowódców, oficerów i członków bogatej szlachty. Z pogromu ocalało około 1500 ludzi; części z nich to Tatarzy pomogli się ukryć licząc na okup.
Żyjący na przełomie XVII i XVIII wieku polski historyk i duchowny Jan Tomasz Józefowicz w „Kronice miasta Lwowa od roku 1634 do 1690” o masakrze pod Batohem pisał:
„Wyznaczono tedy dzień śmierci dla niewinnych, zaproszono sąsiadów i zmieniwszy całe równiny i pola w straszną widownię, a właściwie w rzeźnię samowolnej dzikości, wyprowadzono tam nieszczęśliwych jeńców, ani się nie opierających, ani nie wiedzących o śmierci, z zawiązanemi rękami i nogami, a wszystkich bezbronnych, obnażonych i na wszelkie pociski pogotowych. Liczbę tych opłakanych ofiar podawano na 5000 szlachty i czeladzi obozowej; piechota bowiem ze swymi naczelnikami w obozie zamknięta mężnie i chwalebną poległa śmiercią. Do spełnienia tego okropnego dzieła wybrali Kozacy najdzikszych ludzi z pomiędzy Tatarów Nohajskich, którzy też uzbrojeni nie tylko w szable, ale i we wszelkie narzędzia mordercze przeciw swym związanym i bezbronnym ofiarom wystąpili. Na dany znak rzuciła się z całą zajadłością i piekielną rozkoszą przeznaczona do umówionego okrucieństwa zgraja i podzieliwszy na oddziały, zaczęła wywierać wściekłą swą zemstę na godnych lauru męczeństwa ofiarach. Zabijano tedy niektórych od razu, niektórych powoli podług upodobania i fantazyi morderców, wielu nadstawiało swe gardła pod ostrzejszy miecz aby nie cierpieć dłużej, wielu męczeni powoli prosili o silniejsze razy, ci w swojej własnej, inni w krwi drugich się nurzali, ci na ziemię, inni na konających towarzyszów padając; jedni prędko, drudzy powoli po otrzymanych z nieustraszonym umysłem ranach śród westchnień, bólów i łkania ducha oddawali, inni znowu na kształt zwierząt rzezani, siekani i rąbani, a bez wątpienia wszyscy zbawienne imię Chrystusa przy ostatnim westchnieniu i bolesnym zgonie wzywając po męczeńsku umierali. Aby się zaś nie zdawało, że Kozacy nieczynnymi są widzami, uwijali się konno tu i ówdzie, zachęcali do silniejszego rąbania i mordowania okrutniejszym sposobem Tatarów w rozlanej krwi rozpustujących, i naśmiewając się z ran umierających, rozpustnym językiem z nieszczęśliwych szydzili”.
Pojmanych Polaków wyprowadzano związanych po kilku na plac, gdzie ścinano im głowy, podrzynano gardła albo zakłuwano pikami. Na rzeź swych towarzyszy patrzyli pozostali jeńcy, którzy czekali na swą kolei.
Wśród ofiar kozackiej rzezi na Polakach znaleźli się m.in. Samuel Jerzy Kalinowski, syn hetmana Marcina Kalinowskiego, Zygmunt Przyjemski, generał artylerii koronnej i pisarz polny koronny oraz Michał Sobieski.
„Masakra jeńców pod Batohem, bardziej jeszcze niż sama porażka militarna, zdecydowała o późniejszych losach Kozaczyzny. Odtąd strona polska kierowała się raczej żądzą odwetu niż pragnieniem ugody – dalsza kampania w 1652 roku nie szczędziła ludności cywilnej po obu stronach. Przekreślało to ostatecznie szanse porozumienie i pchnęło Kozaków do szukania oparcia w Moskwie. Zawarta w 1654 ugoda w Perejesławiu, oddająca Chmielnickiego i Kozaków pod zwierzchnictwo cara i jego samodzierżawia, okazała się fatalna i dla Rzeczypospolitej, i dla Kozaków. Tę pierwszą pchnęła bowiem ku wojnie z Rosją, w rezultacie zaś – także do wojen ze Szwecją (ze słynnym potopem na czele). Kozacką Sicz Zaporoską natomiast już w XVIII wieku, pod berłem Katarzyny II, czekał smutny koniec”. (cyt. za: www.muzhp.pl)
Bitwa pod Batohem jest jedną z najbardziej tragicznych kart w dziejach Pierwszej Rzeczypospolitej. Wkrótce po niej doszło do kolejnych, katastrofalnych dla Polski wydarzeń: wojny z Rosją i wojny ze Szwecją. Dla Ukraińców Batoh jest do dziś powodem do dumy i wspominany jako wielki sukces Kozaczyzny i Chmielnickiego.
Czytaj też:
Wielki błąd czy sukces? Historycy o hołdzie pruskimCzytaj też:
Dzień żałoby dla chrześcijan. Upadek Drugiego RzymuCzytaj też:
Zbrodnia w Kuźnicach. Niemcy znów zabili przypadkowych ludzi
