TOMASZ ZBIGNIEW ZAPERT: Wizerunek Janiny Lewandowskiej zaprezentowany w filmie „Pojedynek” odbiega od prawdy?
AGATA PUŚCIKOWSKA: Autentyczna wyglądała zupełnie inaczej: miała krótkie, ciemne włosy, była ubrana w zbyt duży mundur wojskowy lotnika przepasany paskiem. Lecz nawet nie o wygląd zewnętrzny tu chodzi. Różnica między postacią filmową a rzeczywistą polegała przede wszystkim na zachowaniu. W Kozielsku Janina ukrywała tożsamość i otaczała się wyłącznie zaufanymi ludźmi. Była też zaprzyjaźniona z kapelanem, ks. Janem Ziółkowskim. Współpracowała z nim i niewątpliwie z dużym dla siebie ryzykiem, zdobywała mąkę i wypiekała komunikanty na konspiracyjne, tajne msze w obozie. Stanowczo nie śpiewała szlagierów Ordonki, nie biegała z rozwianym blond włosem po obozie (bywało tam –40 st. C!). Z pewnością też nie robiła podkopów. Zresztą nikt tam ich nie czynił – nie było ku temu warunków. Ten „filmowy” obraz jest – w mojej ocenie – pewnego rodzaju karykaturą, zarówno postaci, jak i w ogóle warunków obozowych. Szkoda, że twórcy „Pojedynku” po prostu nie zmienili personaliów bohaterki.
Której biografię wyznaczyły polskie Kresy.
Urodziła się w Charkowie, niemal całe życie mieszkała w Poznaniu i okolicach, by umrzeć w Katyniu. Ale moim zdaniem jej życiorys określiły raczej wydarzenia i cele. Szukała swej drogi. Czasem w nieco skrajnych rejestrach – a to śpiewając po poślednich lokalach, a to kończąc prestiżowe kursy radiotelegraficzne, a to wchodząc w świat szybowników i spadochroniarzy, ucząc się pilotażu sportowego, w końcu idąc na wojnę.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
