W wiekach XIX i XX dzieciom od Akwizgranu po Kłajpedę wbijano do głowy tę opowieść jako dowód na plan Boży wobec „Regnum Borussiae”. Legenda o uratowaniu państwa Fryderyka Wielkiego elektryzowała też przywódców III Rzeszy tuż przed ostatecznym upadkiem ich zbrodniczego imperium. W Polsce natomiast tzw. cud domu brandenburskiego zawsze wspominany był z niechętną zazdrością. Nic dziwnego. Uratowanie Królestwa Prus oznaczało jednocześnie podpisanie przez historię ostatecznego wyroku na Rzeczpospolitą – pruska bestia po cudownym ocaleniu ostatecznie wyzbyła się wszelkich skrupułów.
Historycy, którzy lubią prowokować swoich czytelników, nazywają wojnę siedmioletnią (1756–1763) „pierwszą wojną światową”. Ma to o tyle sens, że w walkach brały udział mocarstwa kolonialne – Francja i Wielka Brytania – przez co zmagania toczyły się nie tylko na terenie Europy, lecz także na szerokich połaciach Ameryki Południowej, a potyczki rywalizujących mocarstw miały też miejsce w tak egzotycznych zakątkach Azji jak Indie czy Filipiny.
Jednak w opowieści o tym, co poprzedzało cud domu brandenburskiego, należy się skupić na rywalizacji w trójkącie Prusy-Austria-Rosja. Na terenie środkowej Europy inicjatorem wojny siedmioletniej był cieszący się zasłużenie w naszej tradycji złą sławą król Prus Fryderyk II, zwany przez Niemców Wielkim. To właśnie on w 1740 r. uznał, że Prusy muszą pod jego wodzą awansować z pozycji państwa drugoligowego do rangi czołowego rozgrywającego na naszym kontynencie.
Prusy miały już za sobą dwa wcześniejsze etapy emancypacji: najpierw poprzez faktyczne zrzucenie z siebie zależności lennej od Rzeczypospolitej, gdy nasz kraj walczył o przetrwanie w trakcie potopu szwedzkiego, a potem poprzez ustanowienie w 1701 r. Królestwa Prus. Dekadę później Fryderyk II zerwał z ostrożną polityką swego ojca, króla Fryderyka Wilhelma I.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
