Czesław Bojarski został przez opinię publiczną zapomniany, ale w swoim środowisku jest znany i uważany za fałszerza wszech czasów, za prawdziwego artystę” – tak o bohaterze swojego najnowszego filmu „L’affaire Bojarski” („Sprawa Bojarskiego”) mówił francuski reżyser Jean-Paul Salomé. Obraz wszedł na ekrany na początku 2026 r.; może nie stał się kinowym hitem, ale zebrał solidne recenzje. Napisały o nim najważniejsze francuskie gazety, na nowo – z pewnym zdumieniem – odkrywając niezwykłą historię naszego rodaka, który na przełomie lat 50. i 60. XX w. naraził Bank Francji na straty w wysokości 3 mln franków.
Do księgarń trafił też nowy kryminał autorstwa Guillaume’a Soa o identycznym tytule. A jeśli dodać wcześniejsze produkcje inspirowane historią Bojarskiego – film „Ogrodnik z Argenteuil” z 1966 r., z wielką gwiazdą ówczesnego kina Jeanem Gabinem w roli głównej i książkę autorstwa Dominique’a Raymonda Poiriera „Król fałszerzy banknotów” – to można uznać skromnego imigranta z Polski za bohatera francuskiej popkultury.
Skąd się wzięła fascynacja zdeklasowanym inżynierem i jego – bądź co bądź przestępczą – działalnością? Podziw numizmatyków budzi jego talent: podrobione przez niego banknoty są uznawane za dzieła sztuki. Nie bez przyczyny o Bojarskim mawia się we Francji, że to „Cézanne fałszerzy”. Efekty jego pracy doceniają też służby specjalizujące się w zwalczaniu fałszerstw. „Bojarski osiągnął poziom, który po dziś dzień pozostaje Świętym Graalem dla oszustów i nocnym koszmarem bankowców” – ocenia historyk Patryk Pleskot, autor książki „Przekręt. Najwięksi kanciarze PRL-u i III RP”.
Odrzucona oferta
Bojarski podrobił trzy rodzaje banknotów: dwa sprzed denominacji, czyli tzw. stare franki, i jeden z serii nowych. W 1950 r. wpuścił do obiegu banknot o nominale 10 000 franków (typu 1945 „Minerwa i Herkules”), w 1958 r. o nominale 5000 [„Terre et mer” („Ziemia i morze”) według wzoru z 1949 r.], a w 1962 r. swoje arcydzieło – banknot 100-frankowy z podobizną Napoleona Bonaparte, w tamtym czasie jeden z najnowocześniejszych na świecie; Francuzi uważali, że nie do podrobienia.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
