Lew Trocki próbował tu organizować światową rewolucję, romansował z Fridą Kahlo i skończył z czekanem wbitym w czaszkę. Tutejsze muzeum wciąż sączy spreparowaną przez niego jadowitą opowieść
P rzy wejściu witają nas duże portrety Włodzimierza Lenina i Lwa Trockiego. Obok kasy mieści się salka z czasowymi ekspozycjami sztuki antykapitalistycznej, ale prawdziwe atrakcje czekają odwiedzających kilka metrów dalej, po wyjściu na ogród muzealnego kompleksu. Wśród smukłych kaktusów widać nagrobek z sierpem i młotem, powiewającą nad nim czerwoną flagą i prostym napisem: „Leon Trotsky”. Obok stoi domek, w którym Trocki przeżył ostatni rok swojego życia i gdzie agent nasłany przez Józefa Stalina rozłupał mu głowę czekanem.
Gdy odwiedzam muzeum, po obiekcie krąży tylko kilka osób. Obok nagrobka spotykam parę z Argentyny.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
