Polacy w heroicznej walce wstrzymali marsz bolszewickiej armii ponosząc przy tym jednak ogromne straty.
Nierówna walka
W lipcu 1920 roku w Galicji sformowano ochotniczą jednostkę, Detachement rtm. Romana Abrahama. W jego skład weszła głównie młodzież pochodząca ze Lwowa i okolic. Jednym z oddziałów tego zgrupowania był batalion piechoty kapitana Bolesława Zajączkowskiego. Od początku sierpnia żołnierze należący do tego zgrupowania walczyli m.in. pod Horodyszczem i Chodaczkowem.
![]()
16 sierpnia 1920 roku batalion pod dowództwem Zajączkowskiego wracał z misji rozpoznawczej poruszając się wzdłuż linii kolejowej do Lwowa. Nagle, w okolicach Zadwórza, na dalekim przedpolu Lwowa, oddział został zaatakowany przez 6. Dywizję Kawalerii Josifa Rodionowicza Apanasienki należącej do Armii Siemiona Budionnego.
Następnego dnia doszło do kolejnego starcia. Idący z miejscowości Krasne polski batalion został zaskoczony ogniem z dwóch stron przez oddziały rosyjskie. Kapitan Zajączkowski podjął wówczas natychmiastową decyzję o uderzeniu na Zadwórze (zajęte przez bolszewików), odbicie stacji kolejowej oraz pobliskich wzgórz, gdzie można było zorganizować obronę.
Pomimo dziesięciokrotnej przewagi wroga i silnego ostrzału, Polacy około południa 17 sierpnia zdobyli stację kolejową i wzgórza. Nie był to jednak koniec bitwy, lecz zaledwie jej początek. W kolejnych godzinach bolszewicka kawaleria sześciokrotnie uderzała na polskie stanowiska obronne. Po kilku godzinach walk Polakom zaczęło brakować amunicji. Zbierano ją w końcu wśród poległych i rannych. Wielu polskich żołnierzy przeszło do walki wręcz, na bagnety. Kiedy sytuacja stała się już całkowicie rozpaczliwa (przy życiu pozostało 30 Polaków) kapitan Zajączkowski wydał rozkaz wycofania do pobliskiego lasu barszczowickiego.
W czasie odwrotu Polacy byli jeszcze bombardowani przez trzy sowieckie samoloty. Żołnierze kapitana Zajączkowskiego bronili się niemal do ostatniego żołnierza, do końca walcząc na bagnety, noże i przy użyciu kolb karabinów z nacierającym wrogiem. Krwawy bój z bolszewikami zakończył się wieczorem 17 sierpnia. Do bolszewickiej niewoli dostała się zaledwie garstka polskich żołnierzy. Oficerowie odebrali sobie życie przy użyciu ostatnich nabojów. Śmierć poniósł także kapitan Zajączkowski.
![]()
Kilkunastu Polaków walczących pod Zadwórzem w ostatniej chwili uratował polski pociąg pancerny. Jego załoga zabrała leżących przy nasypie kolejowym rannych.
Żołnierze rosyjscy byli tak wściekli z powodu silnego oporu Polaków, że wyżywali się nawet na ciałach poległych odrąbując im ręce, nogi, głowy, odzierając z odzieży. Zmasakrowanych zwłok nie sposób było zidentyfikować (z 318 znalezionych ciał, rozpoznano zaledwie 106 osób).
Polacy zabici w bitwie pod Zadwórzem zostali pochowani w zbiorowej mogile blisko pola bitwy (w miejscu tym usypano kurhan, a w 1927 roku ustawiono tam czterometrowy obelisk w kształcie granicznego słupa z krzyżem). Siedmiu poległych, w tym kapitana Bolesława Zajączkowskiego, pochowano na Cmentarzu Obrońców Lwowa w oddzielnej kwaterze Zadwórzaków
Bohaterska obrona Zadwórza opóźniła marsz armii Budionnego i dała wojskom polskim niemal jeden dzień więcej na przygotowanie obrony Lwowa.
Czytaj też:
Bohaterowie wojny o wszystko Czytaj też:
Grób Nieznanego Żołnierza. Jak powstało słynne miejsce pamięci Czytaj też:
Lwy z Cmentarza Orląt Lwowskich - sól w oku ukraińskich władz
