Po wielkiej wojnie Izraela. Nowy Bliski Wschód

Po wielkiej wojnie Izraela. Nowy Bliski Wschód

Dodano: 
Zniszczone przez wojska Izraela Chan Junis
Zniszczone przez wojska Izraela Chan Junis Źródło: PAP / MOHAMMED SABER
10 października 2025 roku formalnie zakończyła się wojna w Gazie i ustały działania wojenne wobec Syrii, Iranu i Ruchowi Huti. Gwarantami pokoju wynegocjowanego przez Donalda Trumpa stały się Egipt, Turcja, ZEA i Arabia Saudyjska. Podpisy islamskich przywódców zamykały epokę Wielkiej Wojny Izraela. Ucichły wystrzały, strefa Gazy zeszła z czerwonych pasków międzynarodowych mediów.

Teoretycznie Zachód powinien być usatysfakcjonowany: silne ośrodki władzy w Zatoce czy w Egipcie, kontrolują i zwalczają radykalny islam a Donald Trump znalazł na Bliskim Wschodzie kilku liderów, którzy są sprawni w swoim rzemiośle: Recepa Erdoganaa, emira Tamima Al-Thaniego, następcę tronu Arabii Saudyjskiej Mohammeda Bin Salmana i Benjamina Netanjahu. To politycy z krwi i kości, broniący mocno swoich interesów, potrafiący grać twardo.

Czy Nowy Bliski Wschód zaorze Starą Europę? To nieuniknione. Już teraz najczęściej wybieranym imieniem na zachodzie Starego Kontynentu okazał się Muhammad. Do tego Europa nie potrafiła nawet wypracować wspólnego stanowiska wobec operacji w Gazie, ani zaoferować czegoś obu stronom sporu.

Teoretycznie Izrael wygrał. Oczekiwał zniszczenia Gazy i ukarania jej mieszkańców zgodnie z zasadą „oko za oko”. Hamasowi udało się jednak przetrwać a Palestyńczycy z Gazy nigdzie nie wyjadą. Wbrew oczekiwaniom izraelskiego rządu ani Gaza, ani strefa buforowa w południowej Syrii nie stanie się też częścią Izraela.

Muhammad ibn Salman, książę koronny i następca tronu Arabii Saudyjskiej

Czy sprawa palestyńska przegrała? W najbliższych latach palestyńska dyplomacja zadowoli się wersją minimum, aby choć trochę wykorzystać korzystną dla siebie koniunkturę światową.

Możemy być pewni, że nastąpi kolejna runda.

Niniejszy tekst to fragment książki Pawła Rakowskiego pt. „Nowy Bliski Wschód. Po wielkiej wojnie Izraela”, wyd. Zona Zero

Wojna irańska

Nowy Bliski Wschód w działaniu

Niemniej 13 czerwca 2025 roku, chwilę po upływie ultimatum Donalda Trumpa i przed kolejnym posiedzeniem w Omanie wysłannika Trumpa Steve’a Witkoffa z irańskim ministrem spraw zagranicznych Abbasem Aragczim, Izrael uderzył na Iran. Netanjahu wykorzystał „lukę” powstałą w harmonogramie i przeprowadził atak na irański projekt atomowy, rakietowy, dowództwo wojskowe IRGC, a celem tej wojny miało być obalenie reżimu. Na to jednak nie zgodził się Donald Trump, który po amerykańskim bombardowaniu obiektu Fordo zawiesił wojnę, a Teheran bez większych oporów to zaakceptował, niejako podporządkowując się woli „Wielkiego Szatana”. Wojna 12-dniowa wykazała całkowite bankructwo polityki regionalnej Teheranu, który przez dekady stawiał na sieć milicji i niezbyt konstruktywne relacje z Moskwą i Pekinem, które w chwili próby okazały się całkowicie bezużyteczne. To Chiny naciskały na Iran, aby nie blokował cieśniny Ormuz, tym samym reżim stracił jeden z najważniejszych swoich argumentów militarnych. Rosja przez lata zwodziła Iran możliwością sprzedaży samolotów czy też systemów przeciwlotniczych, natomiast nigdy nic nie zostało zrealizowane, tym samym izraelskie lotnictwo dzięki współpracy z krajami regionu oraz przy wsparciu USA zdominowało niebo nad krajem oddalonym o 1500 km od najbliższego własnego lotniska.

Premier Izraela Benjamin Netanjahu i prezydent USA Donald Trump

Dywersanci i bandy przeszkolone przez Izrael uderzali w irańską generalicję, obiekty militarne i strategiczne, obnażając skalę infiltracji oraz penetracji bezpieczeństwa reżimu. Być może to było najważniejsze z punktu widzenia irańskiej ulicy, która w przeciwieństwie do lat osiemdziesiątych XX wieku nie wypełniła się milionami wściekłych demonstrantów. To nie to pokolenie zaznaczano w mediach, ale starano się pokazywać oburzenie na atak młodzieży, która nijak swoim wyglądem nie pasowała do kanonu narzuconego przez reżim. Niejako znamienne jest to, że po zakończeniu wojny to nie wielkie wiece antyamerykańskie czy antyizraelskie zagościły pod symbolem Teheranu, czyli Wieżą Azadi, lecz orkiestra symfoniczna, która wykonywała irańskie pieśni patriotyczne. Postronny obserwator mógłby zapytać, czy to jeszcze Islamska Republika albo ile jest islamu w tej Islamskiej Republice, która z czasem musi już robić ustępstwa w elitarnych dzielnicach miast czy to na strój, czy to na imprezy Halloween albo jawną inspirację Zachodem dużej części młodzieży.

W czasie trwania wojny irańskiej, jak i już po niej, bezużyteczność dla obrony reżimu w Teheranie wykazali również libański Hezbollah, jemeńscy rebelianci Huti czy irackie milicje szyickie. Izraelskie miasta, takie jak Tel Awiw, Hajfa, Beer Szewa otrzymywały potężne uderzenia rakiet, które przebiły się przez regionalną oraz izraelską obronę antyrakietową. Uderzone zostały m.in. okolice sztabu generalnego, Instytut Weizmanna czy port i rafineria. Niemniej ani jedna rakieta nie poleciała na Izrael z Libanu ani z Jemenu, pomimo przeciążenia irańskim zagrożeniem systemu antyrakietowego i lotnictwa. Kilka dni po wojnie na wiecu poparcia dla Iranu w Bejrucie, entuzjastycznie oklaskiwane były tylko wspominki o Nasrallahu, a Iran tak jakby wyczerpał się pod względem autorytetu czy też siły, która byłaby w stanie stawić czoła Amerykanom w regionie. Dodatkowo brak irańskich funduszy powoduje to, że sympatycy Hezbollahu nie mają motywacji, a politycznie i religijnie realizują się w kulcie Nasrallaha, a nie w geriatrii irańskiej, która generalnie wojnę tę przegrała.

Okładka książki Pawła Rakowskiego pt. "Nowy Bliski Wschód. Po wielkiej wojnie Izraela", wyd. Zona Zero

Wynik wojny irańskiej niezależnie od tego, czy w najbliższej przyszłości będzie kolejna runda, stworzył realia pod Nowy Bliski Wschód. Amerykanie dominują w regionie i to zawsze buńczuczny Iran musi się dostosować do polityki i nastrojów Waszyngtonu. Era wytwarzania realnego balansu lub jego iluzji się zakończyła. Tak samo zakończyła się era ajatollaha Ali Chamenei, który współtworzył regionalną potęgę, ale przez swoje błędy co najwyżej zniwelował skalę klęski swojego projektu regionalnego i dorobku technologicznego. Oczywiście można to wszystko odbudować i być może będzie odbudowane, ale przez jego następcę, który będzie musiał całkowicie zmienić nieskuteczną politykę regionalną oraz globalną Teheranu. To jest duży sukces krajów arabskich, które chcą zneutralizować zagrożenie idące z Iranu w sposób soft-powerowy, czyli poprzez inwestycje, dzięki którym Irańczycy poznają prawdziwy pieniądz, jak i godność życia w kraju naftowym i gazowym, który powinien przypominać sąsiedni Dubaj, a nie Białoruś. Ten wpływ i dynamika Nowego Bliskiego Wschodu na irańskie elity, jak i na środowiska wielkomiejskie są już faktami dokonanymi. Reżimowy ucisk obyczajowy mocno się liberalizuje, a przy skali ujawnionej infiltracji przez przeciwnika byłoby ośmieszające, gdyby w najbliższym czasie irańskie służby ponownie rozpoczęły szeroko zakrojoną akcję nakładania chust na głowy kobiet w miejscach, które w sposób naturalny od tygodni czy miesięcy przewiał wiatr zmian. Warte odnotowania jest również to, jak bardzo wpływ zmian idący z Arabii Saudyjskiej może być użyteczny do liberalizacji systemu w wypadku, kiedy Amerykanie zdecydują jednoznacznie, że Iran ma pozostać „w turbanie”. Teoretycznie porządek społeczny wraz z pewnymi restrykcjami mógłby pozostać, aby uspokoić środowiska tradycyjne i prowincje, ale władza nie represjonowałaby szczególnie tam, gdzie już się przyjęły zmiany, tak aby zachować balans pomiędzy Iranem, który chce być nowoczesny, a Iranem tradycyjnym, aby nie popełniać błędów z czasów ostatniego szacha. (…)

Niniejszy tekst to fragment książki Pawła Rakowskiego pt. „Nowy Bliski Wschód. Po wielkiej wojnie Izraela”, wyd. Zona Zero

Czytaj też:
Ziemia dla jednego ludu
Czytaj też:
Miraż Trzeciej Świątyni
Czytaj też:
Żydowscy osadnicy przejmują Pole Pasterzy. Amerykański ambasador kontra patriarchowie z Ziemi Świętej

Źródło: DoRzeczy.pl / Wyd. Zona Zero