Gdy kilka tysięcy lat temu ludzkość zaczęła największą rewolucję w swoich dziejach – rewolucję neolityczną – i przeszła z koczowniczego trybu życia na osiadły, dokonała tego dzięki opanowaniu sztuki garncarstwa. Gliniane garnki pozwalały bowiem na przechowywanie ziarna, a także – co było chyba ważniejsze – na przechowywanie piwa. W tamtych czasach piwo było sposobem na poradzenie sobie z nadprodukcją zboża, metodą jego konserwacji, a alkohol – konserwantem. Alkoholu nie było zresztą w ówczesnym piwie dużo – raptem od 1 do 2 proc. – mniej więcej tyle, ile w chlebie na zakwasie.
Chleb i piwo powstają zresztą z tych samych produktów i w bardzo podobny sposób. Z ziarna tworzy się ciasto, które poddaje się działaniu drożdży. Drożdże zjadają cukier i wydalają dwutlenek węgla oraz alkohol. Dwutlenek węgla sprawia, że piwo jest gazowane, chleb jest pulchny, a przy okazji wydziela się alkohol. Właśnie dlatego piwo zawierało mniej więcej tyle samo alkoholu co chleb. Tak było do XIX w., gdy zmieniła się technologia warzelnicza. Najważniejszą różnicą pomiędzy chlebem a piwem jest chmiel dodawany do napoju – to przyprawa mająca poprawić smak.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
