Hodów. Niewiarygodna wiktoria polskiego oręża. Jaki fortel zastosowano?

Hodów. Niewiarygodna wiktoria polskiego oręża. Jaki fortel zastosowano?

Dodano: 
Józef Brandt, Husarz
Józef Brandt, Husarz Źródło: Wikimedia Commons
Bitwa pod Hodowem rozegrała się 11 czerwca 1694 roku. Tego dnia polska jazda z Okopów Świętej Trójcy (zwana elearami), podczas patrolu, natknęła się tatarski oddział, który grabił polskie wioski i brał ludzi w jasyr.

Bitwa pod Hodowem nie bez przyczyny przeszła do historii jako „polskie Termopile”. Przeciwko 40 tysiącom Tatarów stanęło zaledwie 400 polskich jeźdźców. Jak przebiegła bitwa?

Na zwiadzie

Informacje o tym, że Tatarzy grasują w okolicy polskich twierdz: Okopów Świętej Trójcy i Szańców Panny Marii pojawiały się już od jakiegoś czasu. W celu rozpoznania sytuacji w czerwcu 1694 roku w pole ruszyły oddziały pod dowództwem Konstantego Zahorowskiego i Mikołaja Tyszkowskiego w liczbie około 100 husarzy i 300 pancernych (czyli średniozbrojnej, pancernej jazdy). Nie wiedziano, jak liczne są wrogie jednostki, lecz przypuszczano, że jest to jeden czambuł, czyli około 600 tatarskich jeźdźców.

Kiedy Polacy ujrzeli wroga okazało się, że jest znacznie liczniejszy niż sądzono. Nie był to jeden czambuł, lecz cała tatarska armia licząca nawet 40 tysięcy wojowników (niektórzy mówili o 70 tysiącach). Zahorowski i Tyszkowiecki nakazali odwrót. Oddziały cofnęły się do Hodowa mając już za plecami wroga.

Atak husarii na obrazie Józefa Brandta z 1898 r.

W Hodowie jeźdźcy zsiedli z koni i tam postanowili stawić czoła Tatarom. Wioska świetnie nadawała się do obrony. Była gęsto zabudowana, a z jednej strony przylegała do stawu, co skracało „front”. Polacy naprędce zaczęli wznosić barykady, w czym ochoczo pomagali także mieszkańcy Hodowa. Do budowy barykad wykorzystano wszystko, co było pod ręką: wozy, drzwi chałup, stoły i beczki. Chłopi przygotowali także kobylice (kobylenie), czyli przeszkody, które miały powstrzymać szarżującą tatarską jazdę. Polacy wiedzieli, że tak zabarykadowani i ukryci wśród chałup zmuszą Tatarów do spieszenia i porzucenia koni. Tym samym 400-osobowy polski oddział narzucił miejsce i warunki bitwy.

Skuteczna obrona i niespodziewany atak

Tak, jak było to w zamiarze polskich dowódców, po dotarciu pod Hodów Tatarzy musieli zsiąść z koni i atakować pieszo. Duża ich liczba sprawiała, że nie mogli zaatakować jednocześnie, więc rzucali się na Polaków falami. Atakowali głównie z łuków. Ostrzał był chwilami niezwykle potężny, o czym świadczy fakt, że po bitwie Polacy zebrali kilka wozów strzał nadających się jeszcze do użytku.

Polacy dzielnie odpierali kolejne natarcia. Tym, co dawało im przewagę była broń palna – każdy pancerny wyposażony był w strzelbę i dwa pistolety. Tatarzy takiej broni nie używali, toteż sam huk i dym z wystrzałów robił na nich wrażenie i wprawiał w trwogę. W końcu zabrakło kul, lecz Polacy się nie poddawali. Zbierano wówczas tatarskie strzały i nimi nabijano karabiny. Taka amunicja raziła Tatarów ponoć jeszcze bardziej.

Po kilku godzinach ciągłych walk, Tatarzy postanowili wysłać do Polaków poselstwo Lipków (polskich Tatarów), którzy zaproponowali im poddanie się. Polskie oddziały kategorycznie odmówiły, oznajmiając, że prędzej zginą, niż złożą broń.

Bitwa pod Hodowem

Lipkowie, po powrocie do tatarskiego dowództwa, przekazali tę wiadomość, zaznaczając zarazem, że skoro Polacy tak twierdzą, to na pewno walczyć będą do ostatniego żołnierza. Tatarzy, którzy ruszyli na polskie ziemie szukając ludzi do niewoli, nie mieliby żadnej korzyści z martwych husarzy. Zdecydowali więc odstąpić od dalszych ataków: ponieśli duże straty i nic nie zapowiadało, że osiągną sukces. Bitwa i tak przyniosła im zbyt wiele szkód.

Bitwa pod Hodowem okazała się dla Polaków zwycięska, choć stosunek sił wynoszący około 400 do 40 tysięcy żołnierzy wskazywać mógł jednoznacznie, że takiego starcia wygrać się nie da. Polacy zwyciężyli, choć okupili to sporym cierpieniem. Wszyscy obrońcy Hodowa ponieśli rany, zginęło od kilkudziesięciu do 100 osób, a 30 dostało się do tatarskiej niewoli. Jednym z nich był dowódca Mikołaj Tyszkowski, którego niedługo później osobiście wykupił z jasyru król Jan III Sobieski. Drugi z dowódców, Konstanty Zahorowski, zmarł trzy dni później z powodu licznych ran.

Zwycięstwo spod Hodowa odbiło się echem w całej Rzeczpospolitej i poza jej granicami. Lekarza dla rannych husarzy opłacił hetman wielki koronny Stanisław Jan Jabłonowski, a król Jan III Sobieski wypłacił im nagrody i obdarował nowymi wierzchowcami.

Bitwa pod Hodowem to jedno z ciekawszych zwycięstw polskiego oręża. Polacy zmusili Tatarów do wycofania się do Kamieńca Podolskiego i na jakiś czas zaprzestania grabieżczych ataków na terenie Rzeczpospolitej. Już w czasach, kiedy się rozegrała, bitwę pod Hodowem porównywano w Europie do bitwy pod Termopilami, jednak wówczas Spartanie polegli, Polacy zaś obronili swe granice przed tatarską ordą. Na pamiątkę tego wydarzenia król Jan Sobieski ufundował w Hodowie pomnik. Stoi on do dzisiaj, odrestaurowany został w 2014 roku.

Czytaj też:
Fenomen husarii. Legendarne zwycięstwa
Czytaj też:
Triumf pod Parkanami. Bez niego wiktoria wiedeńska nic by nie znaczyła

Opracowała: Anna Szczepańska
Źródło: DoRzeczy.pl