Pikiniera nie warto zabijać
  • Michał MackiewiczAutor:Michał Mackiewicz

Pikiniera nie warto zabijać

Dodano: 
Pikinierzy podczas bitwy pod Rocroi (1643), na obrazie Augusto Ferrer-Dalmau
Pikinierzy podczas bitwy pod Rocroi (1643), na obrazie Augusto Ferrer-Dalmau Źródło: Wikimedia Commons / Augusto Ferrer-Dalmau, CC BY-SA 3.0
U progu renesansu pika piechoty pozostawała niekwestionowaną królową europejskich pól bitewnych. Taktykę walki tą prostą z pozoru bronią do perfekcji opanowali Szwajcarzy

Do początku XVI w. byli oni najbardziej cenionymi i najlepiej opłacanymi najemnikami w Europie, uchodzili za elitę. Mawiano: „Point d’argent, point de Suisse” („Nie ma złota, nie ma Szwajcarów”). Kluczową rolę w helweckich zwycięstwach odgrywały zwartość szyku oraz dyscyplina. Szwajcarskie piki mierzyły 5,5 m i miały stalowy 25-centymetrowy grot; podobnie jak w przypadku jej starożytnego przodka, czyli macedońskiej sarissy, drzewce wykonywane było z jesionu. Pikinierzy mieli zadanie rozbić szyk nieprzyjacielski, wyzyskując długość swej broni, groźnej w równym stopniu dla piechoty i dla kawalerii. Potem do walki włączali się halabardnicy. Formacja pikinierów sprawdzała się także w obronie: las pik skutecznie powstrzymywał ataki, mógł także znacznie zniwelować ostrzał łuczników. Mawiano, że „każdy, kto może nosić pikę, powinien ją nosić”.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.