Masakra w kopalni "Wujek". Partia kazała strzelać do górników

Masakra w kopalni "Wujek". Partia kazała strzelać do górników

Dodano: 21
W kopalni "Wujek" zginęło 9 górników
W kopalni "Wujek" zginęło 9 górników Źródło: PAP/Andrzej Grygiel
16 grudnia 1981 roku władze PRL zdecydowały o pacyfikacji protestów w kopalni "Wujek" w Katowicach. W wyniku akcji ZOMO i wojska zginęło dziewięcioro niewinnych ludzi.

KWK „Wujek” nie był jedyną kopalnią, która po wprowadzeniu stanu wojennego protestowała na Śląsku. Jak pisze IPN: „na terenie woj. katowickiego strajkowało około 50 zakładów pracy”. Kopalnia „Wujek” jest jednak najbardziej znana. 16 grudnia 1981 roku ZOMO zaczęło strzelać do protestujących górników zabijając dziewięciu z nich i raniąc wielu kolejnych.

Stan wojenny

W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku powołano do życia Wojskową Radę Ocalenia Narodowego (WRON), na której czele stanął Wojciech Jaruzelski. Był to organ administrujący Polską w okresie stanu wojennego, który został wprowadzony na terenie całego kraju tej samej nocy.

W tym samym czasie ZOMO rozpoczęło aresztowania działaczy opozycyjnych. Komuniści wprowadzili godzinę milicyjną, która trwała od 22.00 do 6.00 rano. Zamknięto lotniska, zakazano zmiany miejsca pobytu, wstrzymano wydawanie prasy, tymczasowo zawieszono zajęcia w szkołach i na uczelniach, zakazano strajków, zgromadzeń, a sądy zaczęły działać w trybie doraźnym.

Protesty

W nocy z 12 na 13 grudnia został aresztowany przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w kopalni „Wujek”, Jan Ludwiczak. Jednocześnie na czele kopalni – tak samo jak innych, największych zakładów pracy w całym kraju – został postawiony nadzorca w postaci komisarza wojskowego.

Górnicy, na wieść o zatrzymaniu Ludwiczaka i wprowadzeniu wojskowych na teren kopalni, podjęli decyzję, że nie wznowią pracy, dopóki szef zakładowej „Solidarności” nie zostanie wypuszczony i do nich nie przybędzie. Górnicy chcieli rozmawiać z komisarzem, który przejął władzę nad kopalnią, lecz ten nie wysłuchał ich postulatów. Zdecydowano o kontynuacji strajku.

Pomnik ku pamięci zamordowanych górników

14 grudnia władze komunistyczne zdecydowały o siłowym stłumieniu górniczych protestów. „Władze PRL postanowiły spacyfikować »bunt« górników także po to, by zastraszyć innych. Już 14 grudnia wojsko i milicja przystąpiły do tłumienia protestów. W Jastrzębiu-Zdroju pod kopalnią „Manifest Lipcowy” otworzono ogień do górników, raniąc czterech z nich”. (IPN).

O wydarzeniach z innych kopalni, górnicy w „Wujku” dowiedzieli się nazajutrz. Zaczęto przygotowywać się do obrony, wyposażając się m.in. w metalowe pręty, łopaty, liny. W kopalni „Wujek” protestowało około trzech tysięcy górników.

Pacyfikacja KWK „Wujek”

O tym, że „bunt” należy zmiażdżyć siłą, Wojewódzki Komitet Obrony zdecydował wieczorem 15 grudnia. Nazajutrz do górników przybył dyrektor kopalni wraz z zastępcą szefa Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego i wiceprezydentem Katowic. Nawoływania do rozejścia się nie poskutkowały. Górnicy nie zamierzali się poddawać.

Naprzeciwko nich stanęło ZOMO, ORMO i wojsko. Na wyposażeniu oddziałów, które miały spacyfikować kopalnię, były m.in. armatki wodne i czołgi. Łącznie do rozprawienia się z górnikami wysłano niemal 1,5 tysiąca funkcjonariuszy, 22 czołgi i 44 wozy bojowe.

16 grudnia rano teren kopalni został otoczony przez policję i wojsko. Władze kopalni nakazały opuszczenie jej terenu wszystkim kobietom. KWK „Wujek” został odcięty od miasta, a gromadzący się przed kopalnią tłum został zaatakowany przy użyciu armatek wodnych i gazu łzawiącego.

Około godziny 11.00 służby przystąpiły do ataku na kopalnię. Do ataku ruszyły nawet czołgi, robiąc wyłom w murze. Ich widok miał dodatkowo przerazić protestujących. Nacierające oddziały ZOMO używały głównie granatów hukowych i gazu łzawiącego. Górnicy odpierali ich ataki. Miejscami dochodziło do bezpośrednich walk, w ruch szły milicyjne pałki i pręty, w które „wyposażeni” byli górnicy.

O godzinie 12.30 na teren KWK „Wujek” wszedł pluton specjalny ZOMO pod dowództwem Romualda Cieślaka, wyposażony w karabiny maszynowe. Wydano zgodę na użycie ostrej amunicji wobec protestujących górników. ZOMO zabiło na miejscu pięć osób, cztery kolejne zmarły od postrzałów niedługo później.

Pogrzeb Bogusława Kopczaka, jednego z górników poległych w KWK „Wujek”, 17 grudnia 1981 r.

Po kilkunastu minutach odgłosy walk w kopalni ucichły. Górnicy, wobec rozmiaru tragedii, postanowili przerwać strajk. Wieczorem, około godziny 20.00, teren KWK „Wujek” opuścił ostatni górnik.

„Plan zduszenia siłą strajku w KWK »Wujek«, a także charakter ran postrzałowych ofiar (jamy brzusznej, klatki piersiowej czy czaszki) dowodzą, że masakra z 16 grudnia była działaniem z premedytacją. Świadczy o tym także fakt utrudniania przez wojsko i milicję akcji ratunkowej na terenie kopalni. Krwawy rezultat pacyfikacji »Wujka« – 9 zabitych i 23 rannych górników (nie licząc zatrutych gazem) przesądził o zakończeniu strajku w dniu masakry, 16 grudnia. Rany odniosło także kilkudziesięciu funkcjonariuszy milicji i żołnierzy”. – czytamy na stronie IPN.

W KWK „Wujek” zginęli: Jan Stawisiński, Joachim Józef Gnida, Józef Czekalski, Józef Krzysztof Giza, Ryszard Józef Gzik, Bogusław Kopczak, Andrzej Pełka, Zbigniew Wilk, Zenon Zając.

Procesy

Już w 1982 roku komuniści doprowadzili do skazania kilku osób oskarżonych o organizowanie i kierowanie strajkiem w kopalni. Stanisław Płatek skazany został na karę cztery lat pozbawienia wolności, Jerzy Wartak na karę trzy i pół roku, a Adam Skwirz i Marian Głuch otrzymali karę trzech lat więzienia.

Dopiero wiele lat później, 24 czerwca 2008 roku na sześć lat pozbawienia wolności został skazany Romuald Cieślak, który dowodził plutonem specjalnym ZOMO, który strzelał do górników. Kilkunastu jego podwładnych otrzymało kary od trzech i pół roku do czterech lat więzienia.

„Przywódcy PZPR, którzy poprzez decyzję o stanie wojennym przypieczętowali los górników, nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności. Ówczesny szef MSW Czesław Kiszczak był sądzony w związku z masakrą w »Wujku« kilkukrotnie, począwszy od 1994 roku. W 2008 roku sąd uznał jego »nieumyślną winę«, jednak rok później były szef MSW został uniewinniony”. (IPN).

Pacyfikacja kopalni „Wujek” pozostaje jedną z najbardziej tragicznych kart współczesnej historii Polski. Jest to jedna z największych zbrodni, jakiej dokonały komunistyczne władze.

Czytaj też:
Na wojnie ze swoim narodem. Skrupulatne przygotowania do stanu wojennego
Czytaj też:
Tragiczny grudzień '70. Komuniści krwawo stłumili strajki
Czytaj też:
Płużański o pamięci stanu wojennego: Jaruzelski i Michnik przegrali

Opracowała: Anna Szczepańska
Źródło: DoRzeczy.pl / IPN