Legenda Bułgarobójcy
  • Anna SzczepańskaAutor:Anna Szczepańska

Legenda Bułgarobójcy

Dodano: 
Bazyli II Bułgarobójca na czele wojsk bizantyńskich / Obraz wygenerowany przez AI
Bazyli II Bułgarobójca na czele wojsk bizantyńskich / Obraz wygenerowany przez AI Źródło: DoRzeczy.pl
Bazyli II uważany jest za jednego z największych władców w dziejach Bizancjum. Surowy, zdyscyplinowany cesarz żołnierz, który zasłynął tym, że wszystkie wojenne trudy dzielił ze swoim wojskiem

Klidion, czyli klucz. Kto kontrolował tę ciasną, duszną dolinę między stromymi górami Bełasica i Ograżden, ten trzymał w rękach bramę do serca Bułgarii. Dobrze wiedział o tym bizantyński cesarz Bazyli II, który od kilku lat próbował ostatecznie podporządkować sobie ten kraj.

Nie mniej hardy i opierający się Bizancjum car bułgarski Samuel Komitopul doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak ważne jest to miejsce. W tym wąskim wąwozie zbudował prawdziwą fortecę: wały z drewna i kamienia, palisady i rowy. Wszystko po to, by odeprzeć powtarzające się ataki Bizantyńczyków. Samuel liczył na to, że przy kolejnej próbie wdarcia się do centrum Bułgarii bizantyńskie wojska rozbiją się o Klidion jak o skałę. W połowie 1014 r. Bazyli II poprowadził kolejną wyprawę na Bułgarię. Gdy dotarł do wrogich umocnień, nie dał się zaskoczyć. Od razu obmyślił odpowiednią strategię. Nie bez podziwu pisał o tym kilka lat później kronikarz Jan Skylitzes:

„Cesarz nadal co roku bez przerwy najeżdżał Bułgarię, niszcząc wszystko, co wpadło mu w ręce. Samuel nie mógł nic zrobić na otwartym terenie ani przeciwstawić się cesarzowi w otwartej bitwie. Był rozbity na wszystkich frontach, a jego własne siły malały, więc zdecydował zamknąć drogę do Bułgarii rowami i płotami. Wiedział, że cesarz zawsze miał zwyczaj przychodzić drogą zwaną Kiava Longos i Kleidion, więc postanowił zablokować tę przełęcz i w ten sposób uniemożliwić cesarzowi wejście. Zbudował bardzo szerokie umocnienie, rozmieścił tam odpowiednią straż i czekał na cesarza, który przybył i próbował się przebić siłą. Ale obrońcy bułgarscy dzielnie stawiali opór, zabijając napastników i raniąc ich, atakując ich z góry. [Bazyli] już porzucił próbę przejścia, gdy Nicefor Ksifias, wówczas dowódca Filipopolis, porozumiał się z cesarzem. [Uzgodniono, że Bazyli] będzie dokonywał ataków na linię wroga, podczas gdy Ksifias sprawdzi, czy nie zdoła zrobić czegoś korzystnego […]. Poprowadził zatem [Ksifias] swoich ludzi z powrotem drogą, którą przyszli. Następnie, wędrując wokół bardzo wysokiej góry, która leży na południe od Kleidionu i którą nazywa się Valasitza, przechodząc ścieżkami kozimi i przez bezdroża, 29 lipca, dwunastego roku indykcji [1014 r.], nagle pojawił się nad Bułgarami i spadł na ich tyły z wielkimi okrzykami i grzmotem stóp. Zupełnie zaskoczeni niespodziewanym charakterem tego ataku Bułgarzy odwrócili się i uciekli […], wielu padło, a jeszcze więcej wzięto do niewoli. Samuel ledwie zdołał ujść niebezpieczeństwu dzięki pomocy własnego syna, który dzielnie opierał się napastnikom […]”.

Artykuł zostanie opublikowany w najnowszym wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.