Rzymianie wiele razy próbowali podbić Wyspy Brytyjskie. Ich ekspansja została jednak zatrzymana m.in. przez wojownicze plemiona Piktów. Aby chronić dotychczas zajęte tereny za panowania cesarza Hadriana postanowiono o budowie muru – zmilitaryzowanej granicy, która oddzielać miała Brytanię „rzymską” od „świata barbarzyńców”. Wał Hadriana został wybudowany w latach 121-129 n.e. na odcinku od wsi Bowness nad zatoką Solway Firth do twierdzy Segedunum w Wallsend nad rzeką Tyne. Miał 118 kilometrów długości.
Życie na pograniczu
Kluczowych informacji na temat życia na pograniczu rzymskim w Brytanii dostarczają pozostałości fortu Vindolanda, który znajduje się na terenie dzisiejszego Northumberland. Fort był użytkowany przez wojska rzymskie dość krótko, maksymalnie kilkadziesiąt lat. Został niemal całkowicie opuszczony w 105 roku n.e., kiedy żołnierze tam stacjonujący zostali wezwani, aby wziąć udział w wyprawie cesarza Trajana do Dacji. Pomimo dość krótkiej rzymskiej historii Vindolanda dostarcza unikalnych źródeł do badań nad życiem rzymskich żołnierzy, ich sług i rodzin.
Ślady archeologiczne, co zaskoczyło archeologów i historyków, wskazują bowiem na obecność w forcie i jego okolicach całych rodzin i dowodzą, że w miejscu tym pojawiały się osoby o różnym statusie społecznym. Nie był to więc fort typowo wojskowy, gdzie stacjonowali wyłącznie żołnierze – mężczyźni.
Fort Vindolnada był najprawdopodobniej strzeżony, jak inne tego typu miejsca, nie przez regularne wojsko (czyli żołnierzy będących obywatelami rzymskimi), ale przez oddziały pomocnicze, czyli swoistą „zbieraninę” wojowników z różnych części imperium rzymskiego. Jak określiła to Elizabeth Greene, zajmującą sią rzymską archeologią na Western University w Ontario: „oddziały pomocnicze przechodziły od bycia podbitą grupą żyjącą w podbitej prowincji do bycia częścią machiny wojennej, która podbija kolejne miejsca”.
Stacjonujący tak daleko od stolicy żołnierze cieszyli się, jak wynika z ustaleń naukowców, większą swobodą. Oficjalnie nie mogli oni zawierać małżeństw, lecz w takich miejscach jak Vindolanda, obecność rodzin była czymś powszechnym: mężczyźni wiązali się z kobietami nieformalnie i w związkach tych pojawiały się dzieci.
Wykopaliska w Vindolandzie i innych podobnych miejscach wykazały, że forty wojskowe znajdowały się w sąsiedztwie osad. Najnowsze badania pokazują, że wojskowi byli ściśle związani z mieszkającymi w okolicy cywilami i utrzymywali z nimi różnorakie kontakty. Na przykład ich „żony” mieszkały poza fortem, ale rodziny regularnie się spotykały.
Tajemnicze tabliczki i religijny synkretyzm
Kluczem do zrozumienia życia na pograniczu są artefakty znane jako tabliczki z Vindolandy. W tym forcie znaleziono ich około 1700. Są to drewniane tabliczki wielkości pocztówki, zapisane atramentem. Datowane są one na około 100 r. n.e., czyli zanim jeszcze powstał Wał Hadriana.
Jedna z najsłynniejszych tabliczek została zapisana przez niejaką Claudię Severę. Było to zaproszenie wystosowane do Sulpicii Lepidiny, która została zaproszona na przyjęcie urodzinowe Claudii. To zarazem najwcześniejszy przykład kobiecego pisma w języku łacińskim.
Inna tabliczka mówi na przykład o sprzedaży niewolnika. Kolejna opisuje życiorys niewolnicy o imieniu Regina, która „była niewolnicą pewnego człowieka o nazwisku Barates, który prawdopodobnie był żołnierzem lub kupcem”. Regina należała do brytyjskiego plemienia Catuvellauni. Barates zakochał się w niej i później wziął ją za żonę Jeszcze inne tabliczki opowiadają o prozaicznych rzeczach: relacjach handlowych, informują o nadchodzącym sztormie, wysłaniu przesyłki do innej osoby czy oferują… porady ogrodnicze.
Ogromnie ciekawym znaleziskiem na terenie dawnej Vindolandy są także buty. Znaleziono ich (w różnym stanie) około 5000. Wśród nich są buty wyjątkowo duże. Naukowcy nie wiedzą na razie, czy wśród mieszkańców fortu byli ludzie o tak dużych stopach, czy może buty są ogromne, gdyż ludzie nosili kilka par skarpet, żeby się ogrzać.
W oddziałach pomocniczych służyli ludzie należący do różnych kultur, pochodzący z wielu części imperium. To odbijało się na życiu w takim miejscu jak Vindolanda. Widać to doskonale w praktykowanych wierzeniach. W forcie ludzie oddawali cześć m.in. bogini Galii czy bogini imieniu Ahvardua, „która nie jest znana nigdzie indziej”. Jednocześnie czczono takich bogów jak Jowisz, Wiktoria czy celtyckie bóstwo Sattada.
Trwające badania nad tym, co jedli rzymscy żołnierze w Brytanii, sugerują, że była to dieta bogata w mięso – zwłaszcza wołowinę. Żołnierze zajmowali się też importem innych potrzebnych towarów. Sprowadzali do fortu np. wino i tran oraz zaopatrywali się zwierzęta hodowlane w Highlands w Szkocji. To zarazem jeden z dowodów, że ludność celtycka mieszkająca na północ i południe od granicy czerpała korzyści z obecności Rzymian. Wiele wskazuje, że zwierzęta hodowano specjalnie z myślą o rzymskich wojskowych, aby później im je sprzedać.
Vindolanda po odejściu Rzymian z Brytanii na początku III wieku, była zamieszkiwana jeszcze wiele lat, aż do wieku IX.
Czytaj też:
Sensacja z czasów rzymskich. Ruiny budowli projektu kultowego architektaCzytaj też:
Epokowe znalezisko. Dźwięk tej trąby przerażał wszystkich wrogówCzytaj też:
Kamień milowy archeologii. Nikt nie wierzył, że cokolwiek uda się odkopać
