Od dłuższego czasu uwagę uczonych, a także szerszej publiczności przyciąga sprawa „manuskryptu Voynicha”. Dzieło przechowywane obecnie w bibliotece Beinecke Uniwersytetu Yale w USA zostało napisane tajemniczym pismem. Barwne ilustracje dołączone do tekstu pozwalają domyślać się, że był to jakiś rodzaj traktatu botaniczno-medycznego. Dopiero niedawno udało się określić czas jego postania na ok. 1420 r. Natomiast niemal wszystkie próby odczytania samego tekstu, do czego zaangażowano kryptologów, spełzły na niczym.
Piszę „niemal wszystkie”, bo ostatnio jednak specjaliści od AI z Uniwersytetu Alberta w Kanadzie zbadali manuskrypt i rozszyfrowali jedno (!) zdanie. Użyto w nim znaków podobnych do różnych języków, w tym hebrajskiego, ale jego treść niczego nie wyjaśniała. Czy reszta tekstu również nie ma żadnego sensu i jest tylko zbiorem losowych znaków graficznych, a zagadka „manuskryptu Voynicha” w rzeczywistości nie jest żadną tajemnicą? Może jest to po prostu sprytna mistyfikacja?
Wiadomo, że manuskrypt długo krążył po Europie, aż nabył go cesarz Rudolf II Habsburg, który interesował się alchemią i naukami tajemnymi. Następnie dzieło przeszło na własność znanego praskiego alchemika, który nie mogąc go rozszyfrować, poprosił o pomoc jezuitów z Włoch. Manuskrypt pozostał w Italii i stał się własnością zakonu.
Nazwa tego dzieła przyjęła się od nazwiska znanego antykwariusza Wilfrida Michaela Voynicha z Nowego Jorku, który w 1912 r. kupił go od jezuitów. W tamtym czasie nie znano jeszcze wieku manuskryptu i sceptycy mogli podejrzewać, że Voynich miał jakiś udział w jego powstaniu.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
