Ostatni obrońcy Kresów. Legendarni żołnierze, którzy do końca walczyli o Polskę
  • Tomasz StańczykAutor:Tomasz Stańczyk

Ostatni obrońcy Kresów. Legendarni żołnierze, którzy do końca walczyli o Polskę

Dodano: 

Komendantem połączonych obwodów Szczuczyn i Lida (Obwód 49/67) był Anatol Radziwonik „Olech”, przed wojną nauczyciel w szkole w Iszczołnianach koło Szczuczyna, a w latach wojny dowódca jednej z placówek AK w obwodzie Szczuczyn, następnie dowódca plutonu w 77. Pułku Piechoty AK. Jego oddział nie dotarł na koncentrację do operacji „Ostra Brama” i dzięki temu uniknął rozbrojenia. Radziwonik powrócił w rodzinne strony i zaczął organizować oddział partyzancki, który liczył 70 żołnierzy. Radziwionik postanowił pozostać na kresach mimo zarządzonej przez dowództwo Okręgu Nowogródzkiego ewakuacji żołnierzy za granicę jałtańską.

„Pozostał bowiem wśród tych, którzy postanowili nie opuszczać ojczyzny, aby bronić miejscowej ludności przed komunistycznym terrorem […]. W szeregach konspiracji i partyzantki dowodzonej przez »Olecha« panował prawdziwie obywatelski duch, wywodzący się z tradycji Armii Krajowej. Służyli tu obok siebie przedwojenni obywatele Rzeczypospolitej bez względu na wyznawaną wiarę – najliczniej katolicy i mniej liczni prawosławni. Znajdujemy tu także antykomunistów

niebędących Polakami – pojedynczych ochotników narodowości ukraińskiej lub rosyjskiej. Jeden z nich, pochodzący z Ukrainy lejtnant Armii Sowieckiej o pseudonimie »Zielony«, wsławił się ogromną odwagą osobistą w walkach z NKWD” – pisał Andrzej Poczobut w szkicu „Anatol Radziownik »Olech« – zapomniany bohater Polski Walczącej” („Biuletyn IPN”, 5–6, 2007 r.).

Żołnierzem „Olecha” był też ppor. Wiktor Maleńczyk, który zbiegł z 1. Armii Wojska Polskiego (Berlinga). W oddziale Radziwonika było około 100 partyzantów wspieranych przez liczącą około 600–800 osób siatkę konspiracyjną. Wśród akcji oddziału „Olecha” były: zwycięska potyczka stoczona w maju 1945 r. z grupą operacyjną pułku piechoty NKWD pod Iszczołną, uwolnienie z aresztu w osadzie Toboła kilkunastu więzionych z powodów politycznych.

Jak stwierdza Andrzej Poczobut, jeszcze w 1948 r. na terenie rejonów lidzkiego i szczuczyńskiego panowała dwuwładza. W dzień rządzili komuniści, w nocy – partyzanci. Tamtego roku „Olech” niszczył kołchozy i likwidował szczególnie gorliwych aktywistów. W dniu 11 listopada 1948 r., w Święto Niepodległości, żołnierze „Olecha” spalili kołchoz im. Stalina w Kulbaczynie.

Mimo że sytuacja konspiratorów i partyzantów była coraz trudniejsza, „Olech” na sugestie rozpuszczenia oddziału odpowiadał: „Nie mogę tego wszystkiego rzucić, trzeba walczyć”. Grzegorz Motyka cytuje słowa jednego z jego żołnierzy: „Lubił swoich żołnierzy, ale nie było w nim roztkliwiania się. Był zarazem człowiekiem chłodnym i beznamiętnym. Niejednokrotnie powtarzał, iż każda walka, w szczególności walka o niepodległość Ojczyzny, zawsze pociąga ofiary. A w naszej mentalności tylko ofiara ma prawdziwą wartość”.

Anatol Radziwonik zginął w maju 1949 r. Miejsce jego śmierci nie jest pewne. Kazimierz Krajewski uważa, że „Olech” poległ koło wsi Raczkowszczyzna. Tam też w roku 2013, staraniem Związku Polaków na Białorusi, ufundowano krzyż na prywatnym terenie. Inicjatorów ukarano wysokimi grzywnami, a krzyż został zniszczony przez „nieznanych sprawców”.

Zygmunt Olechnowicz, adiutant „Olecha” (ur. 1926 r.), skazany został na 25 lat łagrów i odsiedział cały wyrok. Po powrocie do Lidy nie mógł z powodu swej przeszłości znaleźć pracy, był aresztowany za włóczęgostwo, a następnie został osadzony w zakładzie psychiatrycznym.

W 1945 r. porucznik AK Mieczysław Niedziński („Niemen”, „Ren”) zorganizował Samoobronę Ziemi Grodzieńskiej, a w jej ramach oddział partyzancki, który rok później został podzielony na trzy mniejsze. Także żołnierze Niedzińskiego musieli likwidować konfidentów. Jeden z nich, dosypując środków nasennych do przyniesionego przez siebie alkoholu, doprowadził do ujęcia żołnierzy jednego z trzech pododdziałów. Ludzie Niedzińskiego zabili m.in. zastępcę dowódcy kontrwywiadu 87. pułku pogranicznego, dwóch prokuratorów, naczelnika więzienia w Skidlu, naczelnika rejonowej placówki NKWD we wsi Łukawica, rozbili areszt w Putryszkach. W Samoobronie Ziemi Grodzieńskiej było 500–600 osób.

Niedziński poległ w walce w maju 1948 r. Jego śmierć nie przerwała akcji zbrojnej podkomendnych na Grodzieńszczyźnie. Do 1950 r. utrzymał się tam m.in. oddział Józefa Stasiewicza „Samotnego”. Otoczeni przez wojsko sowieckie trzej partyzanci popełnili 17 stycznia 1950 r. samobójstwo. „Nieżywym żołnierzom AK zaczepiono sznury do nóg i powleczono ich przez bagna na stały ląd około 2 km – do drogi, głowami bili i zaczepiali o zmarznięte kępy i krzaki” – wspominał jeden z partyzantów cytowany w książce Kazimierza Krajewskiego. Pięciu partyzantów, którzy się poddali, zostało skazanych na 25 lat łagrów.

Czytaj też:
Lwowska noc szaleńców. Kulisy mordu SS na polskich profesorach

„Podkomendni Mena zdawali sobie sprawę z beznadziejności swego położenia, panowało jednak wśród nich wysokie morale i do końca dostrzegali celowość swej walki podjętej z sowieckim systemem” – pisał Kazimierz Krajewski w książce „Na straconych posterunkach”. Trzecią strukturą konspiracyjną i partyzancką była tzw. Samoobrona Wołkowyska, założona z inicjatywy ks. Antoniego Bańkowskiego „Eliasza”, kapelana oddziałów Armii Krajowej, i Bronisława Chwieduka. Liczyła ok. 100–200 osób. Blisko 20–30 żołnierzy gromadziły trzy plutony. „Cechą charakterystyczną Samoobrony Wołkowyskiej była jej zdolność do ciągłej reaktywacji pomimo kolejnych strat i aresztowań” – pisał Tomasz Łabuszewski w „Kresach w ogniu Sowietów”.

Po aresztowaniu ks. Bańkowskiego i Chwieduka (wyszedł na wolność dopiero w 1971 r.) działały jeszcze kilkuosobowe oddziałki, m.in. Alfonsa Kopacza, który działał w rejonie Zelwy, Mostów i Wołkowyska aż do marca 1953 r. Członkiem Samoobrony Wołkowyskiej była Weronika Sebastianowicz. Aresztowana w 1951 r., została skazana na 25 lat łagrów. Po amnestii wyszła na wolność w 1955 r. Jest dziś prezesem Stowarzyszenia Żołnierzy Armii Krajowej na Białorusi. W 2015 r. otrzymała nagrodę IPN – Świadek Historii.

Grzegorz Motyka podaje, że w latach 1947–1953 na Białorusi Zachodniej, a więc tam, gdzie działały trzy poakowskie struktury konspiracyjno-partyzanckie, podziemie przeprowadziło 575 zamachów i 39 dywersji, zabijając 96 funkcjonariuszy MWD-MGB, 107 czerwonoarmistów, 290 aktywistów partyjnych. Zginęło 161 partyzantów, aresztowano 465 partyzantów oraz 2121 współpracowników podziemia.

Na Białorusi żołnierze Armii Krajowej są nadal żołnierzami wyklętymi, o czym świadczy niszczenie upamiętnień poległych dowódców i nękanie przez białoruskie władze kultywującej pamięć o nich Weroniki Sebastianowicz.

Artykuł został opublikowany w 9/2016 wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.