Najbardziej tajny projekt w historii USA, Los Alamos i Robert Oppenheimer

Najbardziej tajny projekt w historii USA, Los Alamos i Robert Oppenheimer

Dodano: 
Wręczenie nagrody Army-Navy „E” w Los Alamos 16 października 1945 roku. Oppenheimer (z lewej) wygłosił z tej okazji pożegnalne przemówienie jako dyrektor laboratorium
Wręczenie nagrody Army-Navy „E” w Los Alamos 16 października 1945 roku. Oppenheimer (z lewej) wygłosił z tej okazji pożegnalne przemówienie jako dyrektor laboratorium Źródło: Wikimedia Commons / Los Alamos National Laboratory
Podczas gdy kraj walczył na frontach II wojny światowej, wewnątrz ogrodzonego ośrodka Oppenheimer oraz jego naukowcy skupili całą swoją energię i wiedzę na opracowaniu urządzenia, które nazywali „gadżetem” – przerażającej nowej broni masowego rażenia.

Poniższy fragment pochodzi z książki Chrisa Wallace'a i Mitcha Weissa pt. „Hiroszima 1945. Historia atomowego ataku, który zmienił świat” wydanej nakładem wydawnictwa Znak Horyzont.

15 kwietnia 1945 roku
Los Alamos w stanie Nowy Meksyk

Teoretycznie była wiosna, ale gdy J. Robert Oppenheimer przechodził przez znajdujący się na płaskowyżu w stanie Nowy Meksyk tajny ośrodek wojskowy, pod jego stopami skrzypiał świeży śnieg. Zostawiając na nim ślady, zmierzał w stronę prowizorycznego kina.

Oppenheimer był dyrektorem naukowym projektu Manhattan – wielkiego, owianego tajemnicą amerykańskiego przedsięwzięcia mającego na celu skonstruowanie bomby atomowej. W zwykły poranek zajmowałby się tysiącami spraw w swoim biurze: czytał raporty z postępów prac, pisał notatki bądź odpowiadał na pilne telefony z Waszyngtonu. Podczas gdy kraj walczył na frontach II wojny światowej, wewnątrz ogrodzonego ośrodka Oppenheimer oraz jego naukowcy skupili całą swoją energię i wiedzę na opracowaniu urządzenia, które nazywali „gadżetem” – przerażającej nowej broni masowego rażenia.

Ten niedzielny poranek był jednak inny. Oppenheimer zebrał na ceremonii żałobnej po śmierci prezydenta Roosevelta pogrążonych w żalu naukowców, wojskowych, personel pomocniczy i ich rodziny mieszkające w tajnym mieście Los Alamos. Po raz pierwszy w życiu miał wygłosić mowę na czyjąś cześć. Jako wybitny fizyk teoretyk Oppenheimer nie miał trudności z wyjaśnianiem innym naukowcom oraz doktorantom z najlepszych uczelni w kraju skomplikowanych teorii naukowych opisujących działanie wszechświata. Biegle władał sześcioma językami i był oczytany zarówno w literaturze klasycznej, jak i filozofii Wschodu. Nauczył się sanskrytu tylko po to, by czytać w oryginale Bhagawadgitę, jedną ze świętych ksiąg hinduizmu.

Identyfikator Oppenheimera z laboratorium Los Alamos

Od śmierci Roosevelta w uzdrowisku w Georgii minęły trzy dni. Większość tego czasu Oppenheimer spędził, starając się znaleźć odpowiednie słowa, by upamiętnić prezydenta. Jego stratę odczuwał w sposób głęboko osobisty. Roosevelt przeprowadził Stany Zjednoczone przez jedną z najmroczniejszych epok w ich dziejach. W Białym Domu zasiadał od 1933 roku, co oznaczało, że urząd objął na samym dnie Wielkiego Kryzysu. Bardzo starał się przywrócić wiarę Amerykanów w swój kraj i ich pewność siebie dzięki ambitnym programom, które miały pobudzić gospodarkę.

Naród ponownie zwrócił się do niego o pomoc, kiedy 7 grudnia 1941 roku japońskie lotnictwo zbombardowało bazę marynarki wojennej USA w Pearl Harbor na Hawajach. Większość mieszkańców USA dowiedziała się o ataku po tym, jak niedzielne popołudniowe audycje radiowe przerwano biuletynem informacyjnym. „Japonia?” – ludzie potrząsali głowami z niedowierzaniem i regulowali odbiorniki. Czy to mogła być prawda? Czy coś takiego było w ogóle możliwe?

Następnego dnia Roosevelt wygłosił do Kongresu i narodu transmitowane przez radio przemówienie, które miało zostać zapamiętane na długie lata. Atak określił jako „niesprowokowany” i „nikczemny”. 7 grudnia 1941 stał się „dniem okrytym na wieki niesławą”. Prezydent złożył zarazem rodakom obietnicę. „Niezależnie od tego, ile czasu zajmie nam odparcie tej dokonanej z premedytacją inwazji – grzmiał – sprawiedliwa potęga narodu amerykańskiego przeważy, prowadząc go do pełnego zwycięstwa”.

Kongres wypowiedział wojnę Japonii. Cztery dni później Niemcy wypowiedziały wojnę Stanom Zjednoczonym. Nastąpiła mobilizacja narodu. Dla wielu Amerykanów Roosevelt był jedynym głównodowodzącym, jakiego znali w swoim życiu. Został wybrany na urząd prezydenta czterokrotnie, a teraz – niemal trzy i pół roku po przystąpieniu Ameryki do II wojny światowej, gdy alianci zbliżali się do zwycięstwa w Europie, a konflikt na Pacyfiku osiągał krwawą kulminację – nagle zmarł.

Projektem Manhattan znienacka szarpnął podmuch niepewności. Kilka lat wcześniej to właśnie prezydent zatwierdził prace badawczo-rozwojowe nad bombą atomową, gromadząc najwybitniejszych naukowców wokół przedsięwzięcia, które, jak miał nadzieję, pewnego dnia zakończy wojnę. Roosevelt odegrał zasadniczą rolę w skłonieniu wielkich korporacji – DuPont, Standard Oil, Monsanto i Union Carbide – do zaprojektowania, wytworzenia i eksploatacji rewolucyjnych nowych urządzeń oraz instalacji, które miały pomóc w budowie tej broni. Laboratoria uczelniane i przemysłowe zgłaszały do udziału swoich najlepszych, najbardziej kreatywnych badaczy. Wszystko to było kosztowne, ryzykowne i okryte ścisłą tajemnicą. Nikt nie miał pewności, czy i w jaki sposób Harry Truman zechce dalej poprowadzić całe przedsięwzięcie. Jak wspominał fizyk Philip Morrison: „Teraz nie znaliśmy już nikogo na górze”.

Albert Einstein and Robert Oppenheimer, około 1950 rok

Ekipa z Los Alamos oczekiwała odpowiedzi na te pytania od Oppenheimera. Był geniuszem fizyki teoretycznej, ale jego talent nie ograniczał się do sfery naukowej. Dzięki bystremu umysłowi docierał do sedna każdego problemu i znajdował przejrzyste, zwięzłe rozwiązania. Współpracownicy wspominali go jako najszybciej myślącego człowieka, jakiego spotkali. W tym momencie jasność jego umysłu była potrzebna bardziej niż kiedykolwiek.

Mierzący metr siedemdziesiąt osiem Oppenheimer ważył niewiele ponad sześćdziesiąt kilogramów – był tak chudy, że brano go za wycieńczonego. Mimo to ubierał się niczym dandys – nosił stylowo skrojony stalowoszary garnitur, niebieską koszulę i krawat, wyczyszczone do połysku buty, a do tego kapelusz z szerokim rondem. Z papierosem w ustach i przeszywającym spojrzeniem jasnoniebieskich oczu przyciągał kobiety i onieśmielał mężczyzn. „Oppie” był pewnym siebie zawadiaką, który czuł się tak samo dobrze na wieczornym przyjęciu jak w sali wykładowej.

Jako syn imigranta z Niemiec, który zrobił fortunę na imporcie tkanin do Nowym Jorku, Oppenheimer też miał odnieść sukces i nie zawiódł rodziców. Studia na Uniwersytecie Harvarda ukończył z wyróżnieniem w ciągu zaledwie trzech lat. Jako dwudziestodwulatek obronił doktorat z fizyki na uniwersytecie w niemieckiej Getyndze, gdzie studiował pod kierunkiem uznanego fizyka Maxa Borna.

Już po paru latach Oppenheimer pracował jako nauczyciel akademicki na prestiżowych uczelniach – Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley i California Institute of Technology w Pasadenie. Dzielił swój czas między te instytucje, spędzając jeden semestr w Berkeley, a kolejny w Pasadenie. W przeciwieństwie do większości ówczesnych wykładowców był ekstrawagancki i miał artystyczne zacięcie. Wykładał swój przedmiot z zaraźliwym entuzjazmem niczym aktor grający metodą Stanisławskiego. Nie posiłkował się notatkami, a abstrakcyjne pojęcia matematyczne przeplatał cytatami z poezji i prozy. Jasno dawał słuchaczom do zrozumienia, że najważniejsze zagadnienia naukowe pozostają nierozwiązane, stawiając przed nimi wyzwanie: zgłębienie tych tajemnic. Jak wspominał jeden z jego kolegów, Oppenheimer reprezentował „nieznany wcześniej w Stanach Zjednoczonych poziom zaawansowania w fizyce”.

Fascynował i inspirował studentów, którzy podążali za swoim mistrzem z Berkeley do Pasadeny i z powrotem, urzeczeni jego dziwactwami oraz afirmacją życia: apetytem na krwiste steki, mocne martini, pikantne potrawy i papierosy. Doskonale jeździł konno, żeglował i najwyraźniej wszędzie miał przyjaciół.

Chris Wallace, Hiroszima 1945. Historia atomowego ataku, który zmienił świat, wyd. Znak Horyzont

Oppenheimer skrywał jednak też ciemną stronę. Jego błyskotliwość przyćmiewały czasem melancholia i drażliwość. Nie interesowały go towarzyskie pogawędki. Zdarzało się, że przerywał przyjaciołom w pół zdania, zwłaszcza jeżeli uważał, że temat nie jest dość zajmujący. Studentów, którzy pytali o trywialne kwestie, publicznie upokarzał. Długoletni współpracownik opisywał go jako „niemiłego, niemal niegrzecznego”.

W 1942 roku, kiedy Oppenheimera mianowano szefem projektu Manhattan, niektórzy koledzy kwestionowali tę decyzję ze względu na jego temperament i brak doświadczenia kierowniczego; twierdzili, że nie poradziłby sobie „z zarządzaniem budką z hamburgerami”. Jako kierownik miał zasypać przepaść między innowacyjnym i niezależnym środowiskiem akademickim a sztywną hierarchią wojskową.

Oppenheimer z zapałem zabrał się do pracy, którą uznał za najskuteczniejszy sposób zakończenia wojny. Przekonał światowej sławy naukowców do przeprowadzki wraz z rodzinami do tajnego laboratorium prowadzącego badania nad bronią atomową w Los Alamos – odległym zakątku pośród przepastnych kanionów i wyniosłych szczytów na południowym krańcu łańcucha Gór Skalistych. Umiał też współpracować z dowódcami wojskowymi, w tym ze swoim odpowiednikiem z ramienia armii generałem Lesliem R. Grovesem.

Przyjaciele i współpracownicy dostrzegli, że z czasem zmienił się w niesłychanie sprawnego i charyzmatycznego organizatora. W Los Alamos zebrała się śmietanka światowej fizyki, w tym sześciu laureatów Nagrody Nobla. Każdy z nich miał kolosalne ego, ale Oppie zdołał jakoś sprawić, aby to wszystko działało. Jeden z jego współpracowników uznał, że Oppenheimer jest właściwie niezastąpiony (…).

Los Alamos rozrosło się z paruset mieszkańców do ośmiu tysięcy badaczy i wojskowych oraz ich rodzin. Zwany „wzgórzem” teren o powierzchni dwustu dwudziestu kilometrów kwadratowych otaczało zwieńczone drutem kolczastym trzymetrowe ogrodzenie. Kolejny płot wewnątrz niego strzegł rejonu technicznego, do którego mogli wchodzić tylko posiadacze najwyższego poświadczenia bezpieczeństwa. Znajdowały się tam biuro Oppenheimera, jak też ogromne laboratoria, gdzie prowadzono badania nad bombą. Oppenheimer wczuł się w rolę burmistrza – często machał do mieszkańców i witał się z nimi, przechadzając się pozbawionymi drzew ulicami Los Alamos. Zawsze opanowany i uprzejmy, z każdym umiał zamienić parę słów.

Otrzymana 12 kwietnia wiadomość o śmierci prezydenta była jednak strasznym szokiem. Według Thomasa O. Jonesa Oppenheimer był tego dnia przygaszony – wyglądał jak ktoś, kto zmaga się z dotkliwą stratą.

Powyższy fragment pochodzi z książki Chrisa Wallace'a i Mitcha Weissa pt. „Hiroszima 1945. Historia atomowego ataku, który zmienił świat” wydanej nakładem wydawnictwa Znak Horyzont.

Czytaj też:
Hiroszima i Nagasaki – czy bomby atomowe były konieczne?
Czytaj też:
Koniec II wojny światowej na Dalekim Wschodzie. Niektórzy Japończycy płakali

Źródło: Wydawnictwo Fronda
 0