Maksymilian Rode - fałszywy prorok
  • Marcin KościelniakAutor:Marcin Kościelniak

Maksymilian Rode - fałszywy prorok

Dodano: 
Maksymilian Rode
Maksymilian Rode 
Był marionetką w rękach władzy ludowej i jednocześnie zagorzałym krytykiem Prymasa Stefana Wyszyńskiego, a jego działalność po II wojnie światowej rozbija jedność Kościoła katolickiego. Ksiądz Maksymilian Rode oprócz dużej spuścizny naukowej pozostawił po sobie także brzemię zdrady.

Po krótkotrwałej odwilży roku 1956 we wzajemnych stosunkach władzy ludowej z Episkopatem Polski, komuniści stanęli ponownie do konfrontacji z Kościołem katolickim. Jednym ze sposobów zwalczania religii rzymskokatolickiej stała się swoista „gra” Kościołem polskokatolickim, który miał być wyznaniową, „rządową alternatywą” dla wierzących Polaków.Komunistyczny plan rozbicia jedności Kościoła w Polsce zbiegł się z problemami księdza Maksymiliana Rodego, którym targały niespełnione ambicje…

Ksiądz Rode na terenie Wielkopolski był znany ze swojej pracy naukowej i duszpasterskiej, przez co cieszył się dużym szacunkiem wśród wiernych oraz duchowieństwa. Swoją karierę naukową budował kształcąc się na Uniwersytecie Warszawskim oraz pracując naukowo na belgijskim Uniwersytecie Louvain. Pozostawił po sobie spory dorobek w dziedzinie filozofii społecznej.

W czasach II wojny światowej przedostał się do Warszawy, gdzie działał w konspiracji. W 1944 roku został aresztowany przez Niemców i osadzony w obozie koncentracyjnym w Oranienburgu-Sachsenchausen, gdzie doczekał wyzwolenia przez wojska amerykańskie. Po odzyskaniu wolności powrócił do Poznania i tam poświęcił się pracy dziennikarskiej, a także pełnił funkcje radcy, referenta duszpasterskiego oraz wikariusza generalnego w poznańskiej Kurii biskupiej. Ponadto wykładał na Uniwersytecie Poznańskim i w Wyższym Seminarium Duchownym oraz reprezentował kardynała Augusta Hlonda w rozmowach z władzami państwowymi.

Szybka kariera w strukturach kościelnych spowodowała coraz większy przyrost ambicji u księdza Rodego. Owocowało to licznymi konfliktami z innymi księżmi pracującymi w instytucjach biskupich, a także nieposłuszeństwem wobec arcybiskupa poznańskiego. Szczytem samowoli kapłana było publikowanie artykułów naukowych i prasowych niezgodnych z nauczaniem Kościoła katolickiego. Apogeum problemów księdza stał się konflikt z biskupem Walentym Dymkiem i stojącą za nim poznańską Kurią biskupią. Zatwardziałość niesfornego duchownego doprowadziła ostatecznie do jego wystąpienia ze stanu kapłańskiego. Po latach okaże się, że za zachowaniem księdza Maksymiliana Rodego stały jego niespełnione marzenia o własnej sakrze biskupiej i zauroczenie kobietą, którą poślubi kilka lat później.

Mimo rezygnacji ze stanowisk kościelnych, Rode dalej wydawał czasopisma „Głos katolicki” i „Wiadomości duszpasterskie”, w których szerzył swoje poglądy. Taki stan rzeczy, przy sprzeciwie hierarchii kościelnej, został szybko dostrzeżony przez bezpiekę, co stało się początkiem jego aliansu z obozem władzy. Tam szybko doceniono jego zaangażowanie, gdyż Rada Państwa za aktywną działalność piśmienniczą uhonorowała księdza Złotym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Poza tym Rode został zatrudniony jako dziennikarz w kilku rządowych tytułach prasowych.

Jednak przychylność władzy nie cechowała się zupełną bezwarunkowością. Rode podczas swojej wizyty w warszawskim Urzędzie do spraw Wyznań otrzymał nakaz wstąpienia w szeregi Kościoła polskokatolickiego. Po krótkim czasie idee lansowane przez ten odłam chrześcijaństwa zaczęły mieć coraz większy wpływ na jego postawę ideową. Jednak, jak pokazała przyszłość, stał się on tylko narzędziem do wykonania komunistycznego planu rozbicia jedności Kościoła katolickiego.

Pierwszym etapem tego planu była instalacja Rodego w aparacie administracyjnym Kościoła polskokatolickiego, która zakończyła się przyjęciem przez niego w 1959 roku święceń biskupich. Szybko, z pomocą obozu władzy, doszedł do funkcji nieformalnego prymasa tego Kościoła. Warto zaznaczyć, że w pierwszych latach jego pracy w nowym obrządku Urząd do spraw Wyznań przejawiał duże zadowolenie z jego zachowania względem„konkurencyjnego” Kościoła katolickiego, a w szczególności z konfrontacyjnego względem Prymasa Stefana Wyszyńskiego stylu biskupiej posługi Rodego. Miało to służyć budowaniu odrębności Kościoła polskokatolickiego oraz przyciągnięciu jak największej liczby wiernych, do tej pory pozostających w Kościele katolickim. Inną kwestią było pozyskiwanie przez biskupa Rodego tzw. księży postępowych, którzy wyrażali chęć współpracy z komunistyczną władzą. Wspomniane praktyki ułatwiło dodatkowo przyjęcie Kościoła polskokatolickiego do Unii Utrechckiej, co zdejmowało z niego odium Kościoła nadzorowanego przez komunistów.

Koniunktura, która niosła w górę Maksymiliana Rodego, dobiegła końca w drugiej połowie lat 60. Przyczyna jego powolnego upadku była taka sama jak w przypadku jego kariery w Kościele katolickim. Rode stał się zbyt pewny siebie i stopniowo konfliktował się z innymi hierarchami Kościoła polskokatolickiego. W dodatku, w tym okresie zaszły zmiany w strukturze kierowniczej Urzędu do spraw wyznań, przez co Rode utracił roztaczaną nad nim protekcję. Jego wpływy w Kościele polskokatolickim zakończyły się w 1965 roku, kiedy podczas posiedzenia Rady Kościoła odczytany został referat zawierający szereg zarzutów postawionych wobec biskupa, po czym większość zgromadzonych księży podpisała list nawołujący do odebrania biskupowi Maksymilianowi Rodemu przywództwa w Kościele polskokatolickim. Ponadto list został przekazany do Urzędu do spraw Wyznań, gdzie zawarty w nim apel uzyskał pełną aprobatę. Tym samym biskup Rode został pozbawiony swojego stanowiska. Warto wspomnieć, że w jego obronie wystąpiła pewna grupa księży, jednak groźba obcięcia dotacji dla Kościoła polskokatolickiego przez Urząd do spraw Wyznań skutecznie zamknęła usta zwolennikom odwołanego biskupa. Po pogodzeniu się ze swoim losem Maksymilian Rode wykładał w polskokatolickiej Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej. Zmarł w 2003 r. pozostawiając po sobie opinię solidnego naukowca, jak i komunistycznego kolaboranta.