Skoro jest cudowna, to musi być zupełnie wyjątkowa: mieć autora takiej miary jak św. Łukasz, być namalowana na deskach tak niezwykłych, jak blat nazaretańskiego stołu, mieć dzieje nasączone niezwykłościami jak gąbka.
Piękny ten kokon, ale może warto zajrzeć głębiej niż każą legendy?
Bo wówczas Ikona opowie nam WSZYSTKO.
Pojawi się obraz jeszcze piękniejszy, cuda tym bardziej zajaśnieją. Ikona rzuci światło
w przyszłość. Okaże się proroctwem. Zrozumiemy, że Ona MOŻE WSZYSTKO.
Niniejszy tekst to fragment książki dr. Wincentego Łaszewskiego pt. "Wszystko o Ikonie, która może wszystko", wyd. Fronda
WSTĘP
Jest deszczowy jesienny wieczór, na Jasnej Górze dochodzi godzina dwudziesta pierwsza. Kaplica wypełniona po brzegi, głowa przy głowie, serce przy sercu. Za chwilę rozpocznie się Apel Jasnogórski.
Stoję w prezbiterium, wpuszczony przez zakrystię, przyciśnięty do ściany, w głębi, tak że nie widzę nawet Cudownej Ikony.
Mogę ją tylko oglądać odbitą w spojrzeniu wpatrzonych w nią ludzi.
I nie potrafię od tego widoku oderwać oczu. Czuję się tak, jakby moim udziałem stało się objawienie. Ukazuje mi się ono w odległości zaledwie kilku metrów ode mnie.
Tamtego wieczoru byłem świadkiem obecności Maryi. Oglądanej w osobach dwojga wizjonerów.
Na wprost Królowej, w pierwszym rzędzie, stoi dwoje ludzi – kobieta i mężczyzna, chyba przed czterdziestym rokiem życia. Nie wiem, jak wcześnie musieli tu przyjść, by zająć najbardziej uprzywilejowane miejsce w kaplicy.
Chociaż stoją w centrum, nikt ich nie widzi, nikt nie zwraca na nich uwagi. Czy na pewno nikt? Ktoś na nich patrzy – mam wrażenie, że tylko na nich. Patrzy z taką uwagą i czułością, że dla tych dwojga przestał istnieć cały świat. Istnieją tylko Ona i oni.
Kim są? Nie ma powodu, by ktoś się nimi zainteresował. Nie są ani piękni, ani dobrze ubrani. Są szarzy, prości, ubodzy, spracowani, mają na sobie odświętne tanie ubrania. Ich zmęczone twarze uniesione są w górę, ku Ikonie.
Jak nazwać to, co widzę? Są różni. Jego spojrzenie – jakby w czystym zachwycie, jej – jakby w ufnym zawstydzeniu. Trwają zapatrzeni. Nie robią niczego więcej. Zdawałoby się, że nie oddychają, że krew nie krąży w ich żyłach. Oni tylko są…
Dla nich zegary się zatrzymały. Na pół godziny przestał istnieć czas.
Dwoje ludzi… Żadne z nich przez cały ten czas nie oderwało oczu od Madonny.
Tych dwoje nie widziało Obrazu. Oni spotkali się z żywą Maryją. Reszta zniknęła.
To o nich pisał prymas Wyszyński: „Zdumiewająca była ich spokojna, ufna wiara. Tego nie można nazwać żadną miarą niewiedzą religijną, bo z tym się łączy patrzenie w głąb, niemal jakieś mistyczne obcowanie. Ci ludzie widzą to, w co wierzą”.
Jakże zazdrościłem im ich prostej wiary, ich bezgranicznej ufności, tego zakochania, które oddaje wszystko. W tym momencie ich życie osiągnęło swój szczyt. Stanęli na Jasnej Górze i wspięli się z niej jeszcze wyżej – aż do nieba.
Będą o tej wizycie opowiadać swoim dzieciom i wnukom. Wracać do tej chwili jak do najpiękniejszego wspomnienia. Będą mówić o tym spotkaniu do końca życia, z nadzieją, że powtórzy się ono raz jeszcze – gdy będą umierać.
To mistyka prostych i pokornych. Dostępna chyba tylko dla takich serc.
Tamte chwile ujawniły w tych ludziach najpiękniejsze piękno stworzenia, które nie straci nigdy swego powołania do życia w zjednoczeniu z Bogiem. Do bycia z Nim jednością – tak blisko, jak w utraconym Raju.
Piękne było również i to, że nie byli osobno. To było ich wspólne doświadczenie, ich „razem”. Nie stali jeden obok drugiego – oni trwali przyciśnięci do siebie.
Pewnie gdyby byli tu zupełnie sami, a nie ściśnięci przez ludzką ciżbę, staliby tak samo blisko.
Tych dwoje ludzi widzi tu więcej niż wszyscy uczeni i mędrcy razem wzięci. To oni powinni opowiadać nam o Jasnogórskim Oknie otwartym na Siódme Niebo. Ale skoro nie pochylą się nad pustymi kartami i nie napiszą słowa, to, co ja napiszę, z całą pokorą, na jaką mnie stać, oddaję im – w hołdzie, na kolanach. Kolejne dni i miesiące zachwycony ich otwarciem na dotyk nadprzyrodzonego ciepła i miłości.
Teologowie nauczają, że ikona to okno uchylone na niebo. Ale może staje ono otworem tylko dla takich, jak tamtych dwoje zwyczajnych ludzi. Otwarcie ikony na widoki Raju jest możliwe tylko dla nich – dla tych, których serca już są „otwarte” na Boga.
Nieważne, czy byli to święci, czy ludzie pełni słabości i grzechu. Należy tu zastosować inne kryterium. Jak je nazwać? Może to tęsknota za tym, kim każdy z nas był i jest w Bożych planach – za świętością właśnie, za zjednoczeniem ze Stwórcą, za życiem w krainie Bożej woli, do której tęsknimy, ale do której nie umiemy trafić?
Ta książka jest dla nich. Niech umocni ich doświadczenie spotkania, które stało się ich udziałem przed Jasnogórskim Tronem Królowej Polski. By jeszcze bardziej Ją pokochali. By sami z wolna stali się – tak jak Ona – Ikoną Boga.
Co tych dwoje ujrzało w obliczu Czarnej Madonny? Stawiam to pytanie, wciąż zazdroszcząc im tamtego objawieniowego spotkania. Chciałbym podarować im tę książkę, z nadzieją, że po jej lekturze w ich oczach pojawi się choć iskierka światła podobnego do tego, które miałem łaskę oglądać tamtego wieczoru.
To dla nich piszę. I dla wszystkich, którzy w Świętej Ikonie zobaczyli Najświętszą Maryję.
Składam, litera po literze, najważniejszą z opowieści, które znam i które poznam w przyszłości – najważniejszą wśród ważnych, najpiękniejszą wśród pięknych, najbardziej proroczą pośród proroczych.
To opowieść, której nici snują się barwnie przez minione stulecia, a jedna z nich przebiegła tamtego dnia przez serca tych dwojga prostych ludzi… Przyglądam się tym niciom w zachwycie, widząc, jak świecą blaskiem nieba, patrząc, jak Ikona z Jasnej Góry uchyla się dla mnie na chwilę, zaledwie na szerokość odbicia oglądanego w ich źrenicach i przez wąską szparę pozwala oglądać niebo.
To opowieść o tym, jak Boska Opatrzność tka z tysięcy takich chwil historię, która zmienia świat. Wszystkie te małe, po ludzku nic nieznaczące Boże przebłyski są jak warkocz tkany z niezliczonych, niemal niewidocznych cienkich nitek. I powstaje z nich splot, w którym – wiem to! – ukryte są proroctwa będące nasionami przyszłych, świętych dni, stanowiące odpowiedzi na nasze najważniejsze pytania, układające się we wskazówki i drogowskazy, które sprawią, że nie zgubimy drogi. To miniona historia, która wciąż trwa, która wyrzuca nas na brzeg współczesnego „tu” i obecnego „teraz”, która daje prostą odpowiedź na najtrudniejsze pytania: o „jutro” i o wieczność.
O czym jest ta najważniejsza z najpiękniejszych opowieść?
To opowieść o Jasnej Górze, której imię jest czymś więcej niż wskazaniem miejsca na mapie. To opowieść o Boskiej, Ikonicznej Latarni omiatającej światłem ziemie świata. A jej blask, gdziekolwiek dotrze, rodzi Boże życie.
Widziałem to w oczach tamtych dwojga.
To opowieść o Czarnej Ikonie, pełnej tajemnic i ukrytych znaczeń. To opowieść o Wizerunku będącym oknem otwartym na niebo. Wpada przez nie Boskie światło, które daje życie. Wieje przez nie niewidzialny Boży wiatr, który zmiata z nas grzech i brud. Sączą się przez nie nieustannie krople łaski, które karmią w nas to, co święte. I nagle nasza doczesność zaczyna nosić cechy „tamtej strony”.
Spisuję duchową historię opowiadającą o miejscu, które z nadania nieba stało się przed wiekami naszą duchową stolicą. To opowieść o miejscu, które jest też mistycznie obecne wszędzie tam, gdzie przed Jasnogórską Ikoną – w domu czy w świątyni – płonie światło czyjegoś serca.
Przywołuję opowieść o tym, co znaczy widzieć w Jasnej Górze oś wielkiej, narodowej historii. Maryjnej historii.
To wreszcie opowieść o missio claromontana – misji Jasnej Góry przekraczającej ojczyste granice i w ogóle ziemskie granice.
To opowieść o dziejących się wokół cudach bez miary. Czy trzeba dodawać, że to również opowieść o cudach, które czekają na nasze przywołanie?
I znowu, jak refren… Wiem, kto przywoła te cuda. To ludzie jak tamtych dwoje, których owego pamiętnego dnia widziałem na Jasnej Górze, a którzy mnie nie widzieli. Oni widzieli niebo.
Czy może dziwić, że dla nich piszę i im dedykuję swój trud?
Niniejszy tekst to fragment książki dr. Wincentego Łaszewskiego pt. "Wszystko o Ikonie, która może wszystko", wyd. Fronda
Czytaj też:
"Wziął ślub z Panią Biedą". Inspirujące losy i droga do nawrócenia świętego z AsyżuCzytaj też:
Świadek Rzezi WołyńskiejCzytaj też:
Kulturkampf. Walka Berlina z katolicyzmem
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
